HISTORIA UBEZPIECZEŃ. Wojenne i przedwojenne życiorysy mieszkańców Ziemi Złoczowskiej na podstawie archiwalnych kart ubezpieczeniowych, z których wiele można wyczytać…

Na samym początku umówmy się, sam tytuł o historii ubezpieczeń może nie brzmieć jak zapowiedź porywającej lektury na weekend. Zapewniam wszystkich jednak, że te z pozoru suche, urzędowe kwity to jedno z najlepszych i najbardziej zaskakujących źródeł do poznania prawdziwego życia naszych przodków. Gdy zdejmie się z nich biurokratyczny kurz, okazuje się, że dawne lwowskie rejestry potrafią z powodzeniem zastąpić zniszczone księgi metrykalne i odsłonić historie, o jakich nie śniło się nawet najstarszym członkom rodziny.

Zatem zaczynamy przegląd złoczowskich firm i życiorysów, z których przedwojenny i wojenny system ubezpieczeniowy wyciągnął dla nas na światło dzienne absolutnie wszystko.

Miłej lektury!

Część I. Cegielnia, PKP, budowa drogi i krawiecka afera. Ślady rodzeństwa Zarembów

W bazach danych USHMM odnalazłam dokumenty ubezpieczeniowe dawnych mieszkańców Złoczowa i okolic. Są to karty zgłoszeniowe do Kas Chorych. Zachowane formularze pochodzą ze Lwowa z lat 1920-1944, a więc również z okresu okupacji sowieckiej i niemieckiej na terenie tzw. Dystryktu Galicja.

Co ciekawe, polski, przedwojenny system ubezpieczeń społecznych funkcjonował nadal także podczas okupacji. Najpierw był kontynuowany przez władze sowieckie, a później przejęty przez niemieckiego okupanta. Ubezpieczenie zapewniało pracownikom i ich rodzinom bezpłatną opiekę lekarską, leki, zasiłki chorobowe, renty powypadkowe oraz świadczenia dla bliskich po śmierci ubezpieczonego.

Dla mnie te karty ubezpieczeń to jednocześnie historia i taki „podglądacz”, niesamowity portal do świata dawnej codzienności. Można z nich wyczytać autentyczne szczegóły z życia naszych przodków. Ich zarobki, adresy, daty ślubów i narodzin dzieci. Czasem nawet na jaw wychodzą romanse albo kłopoty w pracy. Zwykłe archiwum państwowe tego nie pokaże. Co więcej, nie są to wyłącznie dokumenty wojenne. Pokazują całe, spokojne dwudziestolecie międzywojenne, narodziny ubezpieczeń w niepodległej Polsce, potem lata 30. i dopiero na koniec okrutny czas okupacji.

Znalazłam tam rodzeństwo mojej babci Stefanii, a także mojego dziadka Antoniego, jego brata i kuzynostwo, których praca i życiowe wybory rzucały po różnych miejscowościach całego regionu.

Dokumenty te pokazują, że system ubezpieczeń naprawdę działał. Zachowały się m.in. dowody na realne wypłaty dla brata babci, Władysława Zaremby, który uległ wypadkowi podczas ciężkich prac drogowych.

Rodzina Zarembów jak na dłoni…

Byli tam, żyli u siebie, wśród swoich i pozostał po nich ślad.

Otóż, jak wynika z tych kart, losy trzech braci mojej babci Stefanii, Mikołaja, Franciszka i Władysława Zarembów były do siebie zbliżone. Wszyscy na start zaczynali od pracy u Wincentego Przybysławskiego i Ska w słynnej Cegielni Górnej przy ul. Tarnopolskiej 16, a potem związani byli z PKP Złoczów. Dwaj z nich, Franciszek i Władysław, ożenieni byli z dwoma siostrami z sąsiedztwa, Michaliną i Anną Zagórskimi, natomiast Mikołaj z Rozalią Olejnik. Oczywiście ich rodziny też zostały zgłoszone do ubezpieczenia. Dzięki temu poznałam dokładne daty narodzin dzieci, bo jeszcze nie wszystkie metryki są dostępne online w Archiwum Lwowskim, a pamięć żyjących jeszcze potomków bywa zawodna. Moja ciotka, kuzynka taty, urodzona tam na miejscu zwykła odpowiadać na moje pytania, no wiesz, oni tam mieli Jankę, Ziankę, Misię i Bronka, a w jakim wieku? No, ten to był starszy, a ta młodsza ode mnie…  

Ubezpieczenie Władysława urywa się w 1939 roku i słusznie, bo wyruszył na front jako strzelec Wojska Polskiego. Został internowany już w czasie kampanii wrześniowej i całą okupację spędził zamknięty za drutami w niemieckim Stalagu VIIA. W tym samym czasie jego bracia marzli dla okupanta w Złoczowie, harując w latach 1942-1944 przy przebudowie strategicznej drogi państwowej nr 8, obecnie to ponoć główna trasa krajowa H02 Lwów-Tarnopol, służąca kierowcom do dziś. Ich karty z tego okresu się zachowały.

Prawdziwym hitem są jednak dokumenty najmłodszej siostry mojej babci, Zofii Zaremby, która miała wyjątkowego pecha szukając swojej pierwszej pracy. Nieświadomie wplątała się w sam środek wielkiej, przedwojennej afery sensacyjno-miłosnej w Złoczowie…

Ale o tym opowiem szczegółowo za chwilę. Najpierw przyjrzyjmy się twardym dowodom i losom trzech starszych braci jej i babci Sefanii…

Pierwszy z nich, najstarszy Mikołaj Zaremba

Jego dokumenty przyniosły mi prawdziwy przełom. Pierwsza karta z 21 maja 1934 roku potwierdza, że jako młody chłopak podjął on pracę w słynnej cegielni Wincentego Przybysławskiego i Spółki. Największym skarbem okazał się jednak rewers tego dokumentu, na którym czarno na białym widać spis całej jego najbliższej rodziny, a muszę przyznać, że w archiwach nie znalazłam ich metryk. Bardzo interesujące, że urzędnik, zamiast oficjalnych, pełnych imion, wpisał tam czułe, domowe zdrobnienia, które na co dzień słyszało się w rodzinnym domu. Obok żony Rozalii z domu Olejnik pojawiają się kolejno Genek, Kazia, Bronisław oraz malutka Irena. Co ciekawe, w rubryce na podpis ubezpieczonego na dole tej karty widnieje podpis jego brata, Franciszka Zaremby, co pokazuje, że w tamtych czasach rodzina trzymała się razem i pomagała sobie nawet przy wypełnianiu urzędowych deklaracji, albo być może Mikołaj po prostu pisać nie potrafił.

Spis członków rodziny na rewersie zgłoszenia ubezpieczeniowego Mikołaja Zaremby z dnia 21 maja 1934 roku, z widocznymi zdrobnieniami imion dzieci i podpisem brata Franciszka. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Wyraźna nazwa cegielni tym razem napisana na maszynie. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Kolejne lata przyniosły zmiany na złoczowskim rynku rzemieślniczym, co doskonale obrazuje następna odnaleziona karta Mikołaja. Wynika z niej, że cegielnia zmieniła właścicieli lub przeszła reorganizację, gdyż w dokumentach pojawia się nowa pieczątka o treści Spółka Cegielniana Złoczów, zajmująca się wyrobem cegły. To najprawdopodobniej efekt przekształceń własnościowych lub reorganizacji tej samej dużej cegielni, bądź też fuzji lokalnych zakładów ceramicznych. W latach 30. kryzys wymusił na wielu właścicielach tworzenie spółek, aby utrzymać produkcję cegły.

Z tej pracy Mikołaj został wymeldowany 3 lipca 1937 roku.

Bardzo ciekawy jest natomiast rewers tego dokumentu. Sposób, w jaki wpisujący podzielił dzieci według płci, umieszczając chłopców, Eugeniusza i Bronisława po jednej stronie, a kobiety Rozalię, Kazię i Irkę po drugiej, to chyba jakiś przykład biurokratycznej fantazji z tamtych lat. Ponownie też wraca temat nieformalnych, zdrobnionych imion. Myślę, że uda mi się to wyjaśnić nieco później, przy kartach rodziny mojego dziadka.

Zgłoszenie z widoczną pieczęcią Spółki Cegielnianej Złoczów oraz adnotacją o wymeldowaniu z pracy z dnia 3 lipca 1937 roku. Rewers dokumentu ubezpieczeniowego Mikołaja Zaremby z lat trzydziestych z charakterystycznym, urzędowym podziałem wpisów żony i dzieci według płci. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Ponieważ kart ubezpieczeniowych do każdego członka rodziny skopiowałam sobie w liczbie ponad trzydziestu, nie sposób ich tutaj wszystkich pokazać. Muszę dokonać wyboru, dlatego skupię się wyłącznie na tych, które wnoszą do tej historii coś ciekawego albo stanowią prawdziwy przełom w poszukiwaniach. Zresztą ścieżki zawodowe braci Zarembów są do siebie bardzo zbliżone, co widać u jednego, było i u pozostałych, wyjątkiem jest Władysław, którego kart okupacyjnych nie ma, bo poszedł na front.

Franciszek Zaremba

Tym samym przechodzę do młodszego o dwa lata od Mikołaja, Franciszka Zaremby. Jego najwcześniejsza karta, na jaką natrafiłam, pochodzi z 26 kwietnia 1934 roku. Potwierdza ona, że Franciszek, dokładnie tak samo jak jego starszy brat, na start swojej drogi zawodowej związał się z cegielnią prowadzoną przez firmę Wincenty Przybysławski i Ska. przy ulicy Tarnopolskiej 16. Pracował tam jako robotnik, a jego zasadniczy zarobek w gotówce wynosił wtedy 10 złotych.

Z oficjalnych rubryk dowiedzieć się również można, że jako syn Jakuba (zapisano Jakób) urodził się na podzłoczowskich Folwarkach w 1903 roku, jednak w momencie podjęcia pracy na stałe zamieszkał już u żony w sąsiednich Woroniakach. W rubrykach dla członków rodziny wpisane są na razie tylko dwie osoby, co pokazuje początki wspólnej drogi tego małżeństwa.

Jako pierwsza figuruje żona Michalina, jedna ze wspomnianych sióstr Zagórskich z sąsiedztwa. Tuż pod nią znajduje się wpis dotyczący ich pierwszego dziecka, córeczki zapisanej domowym imieniem Stefa, która przyszła na świat akurat w Walentynki, 14 lutego 1931 roku.

Całość tego rodzinnego spisu wieńczy na samym dole własnoręczny, zamaszysty podpis Franciszka Zaremby.

Awers i rewers zgłoszenia do ubezpieczenia Franciszka Zaremby w cegielni Wincenty Przybysławski i Ska w Złoczowie z dnia 26 kwietnia 1934 roku, zawierające dane o zatrudnieniu, adres w Woroniakach oraz spis ubezpieczonych,  żony Michaliny z domu Zagórskiej i córeczki Stefy. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Kolejną zmianę w życiu zawodowym Franciszka dokumentuje karta z grudnia 1935 roku, która pokazuje jego zatrudnienie w Oddziale Drogowym PKP Tarnopol. Praca na państwowej kolei, obsługującej infrastrukturę w rejonie Złoczowa, dawała rodzinie wyczekiwaną stabilizację, a w oficjalnych rubrykach jako ich adres z powrotem zaczynają figurować podzłoczowskie Folwarki. Okazuje się jednak, że do samej wojny Franciszek pozostał wierny swojemu pierwotnemu fachowi. Ostatnia przedwojenna karta z 23 czerwca 1939 roku przynosi dowód na jego powrót do przemysłu ceramicznego. Został wtedy zatrudniony w zreorganizowanej Spółce Cegielnianej Złoczów przy wyrobie cegły. W urzędowych rubrykach nie figuruje już jako zwykły robotnik, lecz jako wykwalifikowany ceglarz, co przełożyło się na wyższy zarobek wynoszący 12 złotych tygodniowo, a wcześniej u Przybysławskiego miał 10 zł. Jako miejsce zamieszkania rodziny urzędnik wpisał wówczas Zazule pod Złoczowem.

Zazule to miejscowość bezpośrednio sąsiadująca ze Złoczowem, słynąca zresztą w tamtych czasach z doskonałych złóż gliny i rozwiniętego ceglarstwa.

Wszystko to pokazuje, jak przewidującym człowiekiem był Franciszek, który przeprowadzał się zawsze blisko swojego zatrudnienia, najpierw na Folwarki, by mieć na miejscu stację kolejową, a tuż przed wojną na Zazule, gdzie Spółka Cegielniana otworzyła swoją filię przy bogatych złożach gliny, i to właśnie tam zastał ich wybuch wojennej pożogi we wrześniu 1939 roku.

Zgłoszenie o wstąpieniu do pracy robotnika Franciszka Zaremby w Oddziale Drogowym PKP Tarnopol z dnia 9 grudnia 1935 roku oraz  druga karta ubezpieczeń, zgłoszenie do pracy ceglarza w Spółce Cegielnianej Złoczów z dnia 23 czerwca 1939 roku. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Względny spokój i przedwojenne plany brutalnie przerwał wybuch wojny. Kolejne złoczowskie dokumenty wprowadzają nas w ponury czas niemieckiej okupacji, w którym Franciszek oraz jego starszy brat Mikołaj musieli harować na rzecz okupanta.

Pierwsza wojenna karta Franciszka z maja 1942 roku doskonale obrazuje tę nową rzeczywistość. Urzędnik zniemczył jego imię, wpisując go jako Franz Zaremba. Z pieczęci wynika, że bracia (bo drugi też tak ma) zostali zatrudnieni przez Galicyjskie Zakłady Materiałów Budowlanych i Kamieniołomy w Złoczowie. Franciszek pracował tam od 21 kwietnia 1942 roku przy formowaniu cegieł za dzienną stawkę 4 złote i 56 groszy, a na odwrocie tego dokumentu urzędnik spisał jego ówczesną rodzinę, żonę Michalinę, starszą córkę (Tochter) Stefanię oraz syna (Sohn) Stanisława, urodzonego w 1935 roku.

Awers: Zgłoszenie o wstąpieniu do pracy w cegielni Galizische Baustoffwerke od 21 kwietnia 1942 r. za stawkę 4.56 zł dziennie. Imię zniemczone, Franz. Rewers: Spis rodziny z kwietnia 1942 r. żona Michalina, córka Stefania i urodzony w 1935 r. syn Stanisław. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Kolejny, jeszcze cięższy etap wojennej rzeczywistości dokumentuje następna para kart z października 1943 roku. Franciszek został wtedy robotnikiem fizycznym w lwowskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Nadziemnego i Podziemnego inżyniera Ryżewskiego, które prowadziło budowę w Złoczowie. Z oficjalnych rubryk wynika, że pracował tam bezpośrednio przy budowie strategicznej drogi wojskowej, oznaczonej jako Reichsstraße nr 4, za wyższą dniówkę wynoszącą 8 złotych. To właśnie ta wycieńczająca praca przy trasie, która dzisiaj służy kierowcom jako główna droga ze Lwowa do Tarnopola, chroniła go przed wywózką do Rzeszy. Gdy odwróciłam tę kartę, dostrzegłam, że powiększyła się ich rodzina, w rubrykach z października 1943 roku pod rząd wpisano już czwórkę najbliższych Franciszkowi, w tym najmłodszą córeczkę Janinę, która przyszła na świat w samym środku okupacji, w 1942 roku.

Awers: Zgłoszenie o pracy u inżyniera Ryżewskiego przy budowie strategicznej drogi wojskowej Reichsstraße nr 4 za stawkę 8 zł dziennie. Rewers: Spis rodziny z października 1943 r. pojawia się trzecie dziecko, malutka córeczka Janina urodzona w 1942 Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Całą tę wojenną opowieść o zatrudnieniu u Ryżewskiego zamyka ostatni, różowy dokument wyrejestrowania z pracy. Wynika z niego, że po dziesięciu miesiącach ciężkich robót drogowych Franciszek został oficjalnie zwolniony 10 lutego 1944 roku, a urzędnik jako powód wpisał niemieckie określenie oznaczające zmianę posady. Dokument ostatecznie podbito wielką, czerwoną pieczątką 29 lutego 1944 roku, na zaledwie kilka miesięcy przed nadejściem frontu wschodniego.

Różowa karta zgłoszenia o wystąpieniu z pracy (Abmeldung) Franciszka Zaremby z dnia 10 lutego 1944 roku z przedsiębiorstwa budowlanego inżyniera Ryżewskiego w Złoczowie, zamykająca okres jego wojennych robót drogowych. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Na koniec bonus, zrobiłam sobie przyjemność. Pewnie też znacie to uczucie, gdy widzicie skan dokumentu z autentycznym, odręcznym podpisem krewnego sprzed blisko dziewięćdziesięciu lat. To jest naprawdę niesamowite, osobiste i takie bliskie skórze, zupełnie jak dotknięcie żywej historii, które jak za sprawą czarodziejskiej różdżki zdejmuje z tych pożółkłych papierów całą urzędową bezduszność.

Przedwojenne recepisy zwrotne Ubezpieczalni Społecznej we Lwowie oraz oddziału w Złoczowie z lat 1935-1937, opatrzone własnoręcznymi podpisami Franciszka Zaremby potwierdzającymi odbiór kart legitymacyjnych. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Władysław Zaremba

Takim sposobem przechodzę do trzeciego brata mojej babci Stefanii, czyli Władysława Zaremby, o którym w rodzinie, z zupełnie zrozumiałych względów, dobrego zdania nikt nie ma. Jego oficjalna kariera zawodowa w Złoczowie trwała krótko, ponieważ Kampania Wrześniowa w 1939 roku błyskawicznie zakończyła jego przygodę z Wojskiem Polskim. Jako strzelec został internowany i całą okupację przesiedział bezpiecznie za drutami w niemieckim Stalagu VIIA.

Prawdziwy dramat, a zarazem groteska, zaczęły się jednak po wyzwoleniu. Władysław, zamiast wracać do domu, czmychnął z nową żoną i świeżo narodzoną córeczką na drugi koniec świata, do dalekiej Australii. W rodzinnym Złoczowie zostawił swoją jak najbardziej aktualną, ślubną żonę Annę, jedną ze wspomnianych wcześniej sióstr Zagórskich oraz trzech małych synków, którzy od tej pory musieli radzić sobie sami.

Przez kolejne lata moja babcia Stefania, póki żyła co roku, w dzień urodzin Władka, posłusznie dawała w kościele na mszę za spokój jego duszy, święcie przekonana, że brat zginął gdzieś na wojennym froncie. Nikt w rodzinie nie miał zielonego pojęcia, że rzekomy nieboszczyk w najlepsze żyje sobie pod australijskim niebem jako stuprocentowy bigamista. Nooo, tak to było, niestety.

Zanim jednak wojenny chaos i osobiste wybory rzuciły go na antypody, Władysław żył blisko swoich braci w Złoczowie, co doskonale dokumentują odnalezione przeze mnie w Ancestry karty ubezpieczeniowe. Pierwsza para dokumentów, które zestawiłam ze sobą, pochodzi z 26 kwietnia 1934 roku. Potwierdza ona, że Władysław na start swojej drogi zawodowej związał się dokładnie tak samo jak Mikołaj i Franciszek ze słynną cegielnią Wincentego Przybysławskiego i Spółki przy ulicy Tarnopolskiej 16. Pracował tam jako robotnik rzemieślniczy przy wyrobie cegły, a ubezpieczalnia zarejestrowała jego zgłoszenie pod koniec maja. Prawdziwe emocje przynosi jednak odwrócenie tego dokumentu na drugą stronę, gdzie mamy pełen spis jego porzuconej później rodziny. Pod zamaszystym, dumnym podpisem Władysława widnieje jego młoda żona Anna, urodzona w 1912 roku, oraz ich dwaj pierwsi synowie zapisani domowymi imionami, Józef, który przyszedł na świat w 1933 roku, oraz Ludwik, urodzony w 1935 roku. Trzeci z chłopców, Tadeusz, dołączył do tego spisu dopiero kilka lat później, w 1938 r.

Awers i rewers zgłoszenia ubezpieczeniowego Władysława Zaremby w cegielni Wincenty Przybysławski i Ska w Złoczowie z dnia 26 kwietnia 1934 roku, zawierające dane o zatrudnieniu robotnika oraz wczesny spis żony Anny z domu Zagórskiej i synów Józefa, Ludwika oraz dopisanego zapewne później Tadeusza. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

W cegielni długo miejsca jednak nie zagrzał, bo już jesienią tego samego roku postanowił rzucić robotę. Kolejna odnaleziona przeze mnie karta z 4 października 1934 roku przynosi informację o nagłej zmianie pracodawcy, Władek przeniósł się na budowy do niejakiego Chaima Zukerkandla, którego firma mieściła się w Złoczowie przy ulicy Legionów. Zbieżność nazwisk jest tu niezwykła, ale sprawdziłam, to nie był ten sam Zukerkandl od legendarnego wydawnictwa książkowego, w którym książki zszywała moja babcia Stefania. Ten Chaim był po prostu lokalnym przedsiębiorcą budowlanym. Władek zatrudnił się u niego jako zwykły robotnik fizyczny z dzienną stawką wynoszącą 1,50 złotego. Karta ta idealnie pokazuje, jak ten chłop kręcił się po złoczowskich zakładach rzemieślniczych, szukając jakiegokolwiek grosza na utrzymanie żony i dzieci, zanim jeszcze w jego głowie zrodził się szalony plan ucieczki na drugi koniec świata. Już po tym widać, że lubił zmiany.

Zgłoszenie o wstąpieniu do pracy robotnika Władysława Zaremby w firmie budowlanej Chaima Zukerkandla w Złoczowie z dnia 4 października 1934 roku. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Kolejny, dość dramatyczny zwrot akcji przynosi zestaw trzech dokumentów z końca 1935 roku, który doskonale pokazuje, jak w praktyce działał przedwojenny system ubezpieczeń. Władek znowu zmienił zajęcie i 25 października 1935 roku zatrudnił się jako robotnik fizyczny przy wielkiej, państwowej inwestycji, jaką była przebudowa strategicznej drogi numer 8 pod Złoczowem. Machał tam łopatą za 1,50 złotego dniówki.

Ciężka praca na złoczowskim trakcie szybko jednak skończyła się nieszczęściem. Już 15 listopada 1935 roku na placu budowy doszedł do skutku jakiś poważny wypadek, w którym Władysław mocno ucierpiał. Przedwojenna machina urzędowa zadziałała natychmiast. Tego samego dnia kierownik robót, inżynier Hoszowski, wystawił mu pilne, odręczne zaświadczenie do ubezpieczalni z wezwaniem o natychmiastowe udzielenie pomocy lekarskiej rannemu robotnikowi.

Co niezwykle poruszające, pomoc państwa nie skończyła się na samym poszkodowanym. Kolejny odnaleziony przeze mnie odręczny kwitek z 13 grudnia 1935 roku potwierdza, że ubezpieczalnia otworzyła oficjalne „Konto chorych” dla jego 25-letniej wówczas żony, Anny, mieszkającej z dziećmi na Folwarkach pod numerem 56.

Urząd objął bezpłatną opieką medyczną całą rodzinę rannego „żywiciela”, co po latach czyta się z ogromnym wzruszeniem. Patrząc na te stare papiery i troskę, jaką przedwojenna Polska otoczyła Annę w 1935 roku, trudno nie poczuć złości na myśl o tym, że tę samą kobietę, o którą nawet państwo się troszczyło, Władek po wojnie bez mrugnięcia oka zostawi z trójką małych dzieci.

Komplet dokumentacji wypadkowej Władysława Zaremby z listopada i grudnia 1935 roku. Oficjalne zgłoszenie do ubezpieczenia przy przebudowie drogi państwowej nr 8, zaświadczenie dla lekarza od inżyniera Hoszowskiego po wypadku przy pracy oraz odręczny kwitek otwarcia „konta chorych” dla jego żony Anny. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Całą tę przedwojenną, zawodową karierę Władka zamyka karta ubezpieczeniowa z 3 czerwca 1939 roku, czyli dokument wystawiony na zaledwie trzy miesiące przed wybuchem największej światowej katastrofy.

Wynika z niej, że tuż przed wojną, od 30 maja, powrócił on pod skrzydła rzemiosła ceramicznego i znowu zatrudnił się w zreorganizowanej Spółce Cegielnianej Złoczów. Tym razem nie miał już stałej dniówki, lecz pracował w pocie czoła na Folwarkach przy wyrobie cegły na tak zwanym akordzie, wyciągając od 2 do 4 złotych w zależności od tego, ile sztuk zdołał ulepić.

To właśnie prosto z tej sezonowej, ciężkiej pracy akordowej, pod koniec sierpnia 1939 roku, Władysław zamienił łopatę na karabin i wyruszył na front jako strzelec Wojska Polskiego, zostawiając Annę i synów już na zawsze.

Zgłoszenie o wstąpieniu do pracy akordowej Władysława Zaremby w Spółce Cegielnianej Złoczów z dnia 3 czerwca 1939 roku. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Zofia Zaremba

Jak obiecałam, prawdziwym hitem są jednak dokumenty najmłodszej siostry babci, Zofii Zaremby, która, o czym do tej pory nie wiedziałam, postanowiła zostać krawcową. Młoda dziewczyna zatrudniając się, nieświadomie trafiła w sam środek przedwojennej afery sensacyjno miłosnej z ulicy Chodkiewicza w Złoczowie i wplątała się w sieć miłosnych i finansowych intryg swoich pracodawców, co skrupulatnie odnotowano w archiwach.

Jak ujawnił tajny, złoczowski raport, a właściwie to donos, z kwietnia 1936 roku, w samym środku tej intrygi stał stolarz Wolf Pfefer, kochanek niejakiej Loli Sternberg, złoczowskiej właścicielki salonu mody. Podszył się pod fikcyjnego właściciela warsztatu krawieckiego, by chronić ukochaną przed podatkami, a przy okazji wciągnął w tę grę młodą Zofię.

Zgłoszenie do ubezpieczenia społecznego Zofii Zaremby w pracowni krawieckiej Wolfa Pfefera w Złoczowie z początku 1936 roku, stanowiące punkt wyjścia do urzędowego śledztwa. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Oficjalny raport pokontrolny Ubezpieczalni Społecznej we Lwowie z kwietnia 1936 roku, ujawniający fikcyjne zarejestrowanie firmy przez stolarza Wolfa Pfefera w celu ochrony finansowej jego kochanki Loli Sternberg. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Po tej głośnej i nieprzyjemnej sprawie, Zosia znalazła wreszcie w pełni legalne zatrudnienie u Wandy Kupferminc, szanowanej złoczowskiej krawcowej prowadzącej elegancki salon przy ulicy Kopernika. To właśnie tam, na początku 1936 roku, 25-letnia Zofia stawiała swoje pierwsze w pełni bezpieczne i oficjalne kroki w zawodzie krojczyni, zarabiając skromne 6 złotych tygodniowo.

Później los rzucił ją do kolejnego miejsca, wiążąc jej ścieżkę zawodową z salonem mody Blimy Spodek, gdzie krawiecka kariera Zosi trwała najdłużej. Z odnalezionych przeze mnie kart wynika, że ten popularny salon mieścił się najprawdopodobniej przy Rynku 16 oraz przy ulicy Chodkiewicza 12.

Nazwisko Blimy Spodek wielokrotnie przewija się w dokumentach zgłoszeniowych Zofii z lat 1936-1938, pozwalając mi precyzyjnie prześledzić jej dalszy rozwój i zawodową stabilizację w Złoczowie.

Potem Zosia wyszła za mąż i przeniosła się z mężem i córeczką do Lwowa, ale skoro nie znam jej nowego nazwiska, mój trop tutaj się urywa. 

Zgłoszenie o wstąpieniu do pracy Zofii Zaremby jako krojczyni w salonie krawieckim Wandy Kupferminc w Złoczowie przy ulicy Kopernika z początku 1936 roku. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Karty zgłoszeniowe Zofii Zaremby z lat 1936-1938 dokumentujące jej wieloletnie zatrudnienie w znanym złoczowskim salonie mody Blimy Spodek. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

No i proszę jak to się wszystko ładnie ułożyło. Kto by pomyślał, że zwykłe karty ubezpieczeniowe odsłonią szczegóły z życia codziennego nie tylko mojej rodziny Zarembów, ale również miłosne sekrety i potajemne romanse właścicieli salonów mody sprzed niemal dziewięćdziesięciu lat.


W kolejnej części przeniesiemy się do podzłoczowskiego Strutynia, gdzie przyjrzymy się wojennym kartom dziadka Antoniego i poznamy taktykę okolicznych gospodarzy, by w sprytny sposób obejść okupacyjną biurokrację i uratować własne gospodarstwo oraz siebie przed wywózką na przymusowe roboty w głąb III Rzeszy.

Zapraszam do części II!


  Renata Orzech

Adres do kontaktu: naciao@op.pl


Wszystkie moje wpisy pod linkiem:  Z kresowego albumu dziadka. Złoczów, Lwów, Jarosław...