O roli Archiwum Kresowego w odkrywaniu wspólnych korzeni

Moja pasja, przygoda i fascynacja poszukiwaniami genealogicznymi zaczęła się w dzieciństwie… Dr Czesław Kuliczkowski z USA o wspólnych rodzinnych polsko-amerykańsko-kresowych poszukiwaniach genealogicznych.

Moja pasja, przygoda i fascynacja poszukiwaniami genealogicznymi zaczęła się w dzieciństwie i jest rezultatem nie tylko urodzenia się w domu Dziadków po mieczu, śp. Kazimierza Kuliczkowskiego i Kazimiery Kuliczkowskiej z domu Marcinkowskiej, wzrastania z nimi, wsłuchując się w liczne opowiadania o Kresach Południowo-Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej, ale również późniejszego pobytu w ich rodzinnym Jazłowcu, położonym w powiecie Buczacz, w województwie Tarnopol, który musieli opuścić jako przymusowi repatrianci w październiku 1945 roku.

W owym czasie, tj. kiedy nie było sprzętu nagrywającego, komputerów, sieci internetowej i telefonów komórkowych, opowiadania i gawędy były częścią słownej kultury dziedzictwa. W lipcu 1970 roku, w towarzystwie Babci Kazimiery Kuliczkowskiej (1901-1973) i mojego Ojca Franciszka Kuliczkowskiego (1924-2014), uczestniczyłem w podróży na byłe Kresy Wschodnie RP. Była to pierwsza i jak do tego czasu jedyna pielgrzymka przedstawicieli trzech najbliższych oraz spokrewnionych pokoleń do gniazda rodu. Nasz wspólny pobyt w Jazłowcu oraz innych miejscowościach na byłych rubieżach RP, stał się impulsem to rozpoczęcia poważnych badań, pisania historii rodziny i tworzenia drzew genealogicznych.

Mój Ojciec, genealog-amator, gawędziarz i historyk rodu Kuliczkowskich, obdarzył mnie zaufaniem oraz odpowiedzialnością za kontynuację dzieła, które sam rozpoczął poprzez napisanie „Pamiętnika-kroniki” w latach 2005-2010 w Nowej Soli na Ziemi Lubuskiej. Franciszek Kuliczkowski pozostawił po sobie oparte na odpowiedniej strukturze, bogate w szczegóły oraz ogrom informacji opracowania, które zawierają akcenty piękna, patriotyzmu i miłości. Ojciec jako osoba poważna, stanowcza, systematyczna i wymagająca, oczekiwał rzetelnej kontynuacji jego wizji. Wyjaśniał i wymagał, aby moje opracowania uwzględniały nie tylko imię i nazwisko, datę i miejsce urodzenia, śmierci, ale również edukację, profil zatrudnienia, styl życia, genetyczne predyspozycje do chorób i kłopotów zdrowotnych, wpływ na najbliższe oraz dalsze otoczenie; emigrację, imigrację i migrację; losy, obrzędy, obyczaje, rytuał, tradycję, zwyczaje; patriotyzm oraz udział w wojnach, zrywach narodowych i powstaniach narodowowyzwoleńczych.

Ojciec uważał i podkreślał wraz z innymi znawcami genealogii, że badania typu „korzeń, pień i korona” nie są wystarczające. Takie podejście określał jako pozbawione całości, ducha, dynamizmu, osobowości, spójności i życia. Posłannictwo to, chociaż bardzo potrzebne, pożądane i szlachetne, okazało się jednak bardzo trudne w realizacji i wymagało wiele cierpliwości, pomocy, pracy, współpracy, zaangażowania, dopingu, zachęty ze strony wielu osób oraz dużego nakładu czasu, pracy i środków finansowych.

W początkowej fazie tego przedsięwzięcia, najstarsi w rodzinie wykazywali umiarkowaną chęć podzielenia się rożnymi informacjami, fotografiami i nie tylko. Wraz ze śmiercią najstarszych i w czasach przed internetowych obietnica kontynuowania mojego przedsięwzięcia, którą złożyłem Ojcu, stawała się coraz bardziej trudnym wyzwaniem i zadaniem. Owszem, znalazły się osoby, które podzielały moje hobby, pasję, entuzjazm i spontaniczność, ale wraz z upływem czasu, otrzymywałem pytania dotyczące potrzeby i słuszności takiego posłannictwa oraz doświadczałem coraz większej samotności i raczej minimalnego zainteresowania wśród najbliższych mi osób. Tymczasem dla mnie osobiście, i jak sądzę dla większości z nas, kwestia obecności osób, które nas inspirują i utwierdzają w takim lub podobnym przekonaniu, jest ogromnie ważna. Eksperci twierdzą, że pozytywna opinia i wsparcie innych bardzo się liczą oraz mają wyjątkowy wpływ na nasze decyzje, intencje, plany i przekonania. Z własnego doświadczenia potwierdzam, że słowa pochwały i zachęty dodają nie tylko nowych sił, ale również gotowość sprostania pojawiającym się trudnościom.

Po wielu poszukiwaniach oraz kilku doświadczeniach z rożnymi instytucjami, w lipcu 2019 roku rozpocząłem bardzo owocną i przynoszącą głęboką satysfakcję współpracę z serwisem internetowym Archiwum Kresowego, działającym pod patronatem diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Kościoła Rzymskokatolickiego, gromadzącym oraz udostępniającym bezpłatnie materiały dotyczące przeszłości Kresowian oraz ich rodzin zamieszkujących Ziemię Lubuską. Dwa miesiące po zamieszczeniu pierwszych opracowań, tj. we wrześniu 2019 roku, doświadczyłem pierwszego kontaktu ze strony Ewy Agnieszki Śliwińskiej, jak się później okazało – mojej kuzynki trzeciego stopnia rodem z Pępic k. Brzegu w województwie opolskim. Kontakt ten był jej reakcją w formie pytań i komentarzy na moje opracowania opublikowane w Internecie.

Ewa Agnieszka Śliwińska, córka Franciszka Śliwińskiego i Anny z domu Jakubów, rocznik 1973, jest absolwentką Politechniki Wrocławskiej (technologia chemiczna – magisterium, pedagogika – studia podyplomowe i chemia fizyczna – doktorat) oraz Uniwersytetu Humboldta w Berlinie (prawo patentowe – studia podyplomowe). Po obronie dysertacji i uzyskaniu stopnia naukowego doktora nauk chemicznych w roku 2002 rozpoczęła staż na Uniwersytecie Ludwiga Maximiliana w Monachium. Rok później podjęła pracę badawczą na Uniwersytecie w Kolonii oraz w Centrum Elektroniki Organicznej COPT.

Podczas pobytu w Niemczech była bardzo aktywna w środowisku polonijnym, wykorzystując m.in. swój dar w zakresie dziennikarstwa, muzyki, odkrywania świata i badań genealogicznych. Posiadając doświadczenie pracy administracyjnej, naukowej i dziennikarskiej oraz predyspozycje do badań genealogicznych, zaczęła wnikać w głąb rodzinnej historii z iście detektywistycznym zacięciem. Od początku Ewa zadawała wiele nurtujących pytań, była i jest zafascynowana pogłębianiem wiedzy o rodach Grzesiowskich, Hoffmannów, Jakubów i oczywiście Śliwińskich. Powyższe atrybuty połączone z jej chęcią przyjęcia kryteriów badań i wymagań mojego śp. Ojca wraz z moim duchem i charakterem odkrywcy, podróżnika i włóczęgi, okazują się szczególnym błogosławieństwem i dobrze nam służą.

Z powodu zamieszkania po dwóch stronach Atlantyku i 6-godzinnej różnicy w czasie; nierzadko walcząc ze snem, zmęczeniem i innymi słabościami, kontaktujemy się w celu podzielenia się radością zakończenia nowego opracowania lub odkrycia wcześniej nieznanej fotografii, rozmawiając w najróżniejszych porach dnia i nocy. Dodam, że kuzynka Ewa wykazuje wiele entuzjazmu, cierpliwości, gorliwości, pomocy, życzliwości i ukierunkowania, będąc „biblijnym wiatrem pod moimi skrzydłami” oraz przyczyniając się… czasem nawet uparcie, do ciągłego postępu i realizacji moich, a od roku naszych wspólnych, planów i zamierzeń.

Od września ubiegłego roku odkrywamy nowe historie, czasami pomyłki, omawiamy problematyczne dane i nanosimy poprawki. Doskonale układająca się współpraca w przygotowaniu różnych opracowań, utrwala w nas poczucie i potrzebę wzajemności i rewanżu, oraz wiarę w słuszność tego przedsięwzięcia. Jej entuzjazm, profesjonalizm i solidna współpraca sprawiły, że nawet przez moment nie pomyślałem o przedwczesnym zakończeniu moich badań lub podjęcia się dodatkowych prac.

Zaangażowanie oraz twórcza praca są dowodem zgodności na potrzebę opracowania, przekazania i utrwalenia owoców poszukiwań z szacunku do naszych przodków i z myślą o potomnych. Skuteczne badania, satysfakcjonujące i nawet zaskakujące odkrycia oraz opracowania ostatnich miesięcy są rezultatem wzajemnego szacunku, wspólnej pracy i wysiłku. Podkreślę, że od samego początku byliśmy i jesteśmy skłonni dzielić się zdobytym doświadczeniem, rezultatami naszej pracy oraz postępować uczynnie wobec różnych próśb ze strony zainteresowanych.

Obydwoje jesteśmy bardzo wdzięczni Pomysłodawcom i Twórcom Archiwum Kresowego, siedemnastu różnym portalom internetowym w kilku krajach świata za pomoc w uhonorowaniu i zapamiętaniu naszych przodków przez publikowane eseje, opracowania, wpisy, fotografie, ilustracje i dane archiwalne. Ancestry.com wiedzie prym na tym polu, na portalu zgromadzonych jest 1278 osób; 1775 fotografii, map i ilustracji oraz 446 zapisów archiwalnych.

Franciszek Kuliczkowski uważał i często podkreślał, że w badaniach genealogicznych potrzebna jest ciekawość, cierpliwość, determinacja, entuzjazm, odwaga, wiara, wnikliwość, samozaparcie oraz wytrwałość. Podkreślał, że badania genealogiczne powinny być wspólnym i rodzinnym przedsięwzięciem, a nie indywidualną wyprawą w przeszłość. Franciszek podkreślał, ja powtórzę, a Ewa potwierdza, że nasza przeszłość skrywa wiele interesujących faktów, które jakby czekają i niejako domagają się odkrycia. Wszelkie zatem odkrycia i wyjaśnienia przynoszą nam wiele radości oraz poczucie dobrze spełnionej misji. Uważam, że pasja genealogii przyczynia się do intelektualnego rozkwitu, postępu i rozwoju, nawet w sytuacjach różnic oraz konfrontacji, których doświadczamy, a które dotyczą opinii, historii i poprawności przekazu, adnotacji lub nagrobnych informacji.

Moje „spotkanie się” z kuzynką Ewą okazało się nie tylko impulsem do dalszych poszukiwań rodzinnej historii i odkrywania korzeni, ale również szczególnym bodźcem do tworzenia nowego rozdziału w mojej i jednocześnie naszej przygodzie z genealogią. Wiadomo, że nie wszystkie podjęte przez nas próby osiągniecia danych informacji lub dokumentacji okazały się owocne; dlatego też bardzo cenimy sobie te, które zgromadziliśmy lub otrzymaliśmy po wielu próbach i trudnościach. Zawsze jesteśmy skłonni i staramy się być uczynni wobec danych próśb lub potrzeb.

Uważam, że mając rodzinny deficyt genealogów, historyków i kronikarzy, w kuzynce Ewie zdobyłem doskonałą osobę, genealoga-amatora a może w niedalekiej przyszłości nawet zawodowego genealoga, która wręcz zakochała się w badaniach genealogicznych tak samo lub nawet bardziej niż w codziennej pracy zawodowej analityka, chemika i naukowca laboratorium. Ewa zafascynowana jest badaniami genealogicznymi i jakby poszerza swoje powołanie zawodowe, wykorzystując swoje doświadczenie oraz kwalifikacje, stając się pasjonatką pragnącą lepszego poznania własnego dziedzictwa, historii i tożsamości. Ponadto gromadzi metryki, urzędowe dokumenty, parafialne adnotacje, odwiedza cmentarze i mogiły, przygotowuje drzewa genealogiczne, kontaktuje się z rodziną w kraju i zagranicą, indeksuje posiadane zbiory oraz analizuje dużą ilość otrzymanych informacji.

Po rocznej internetowej znajomości, znalazłem w kuzynce Ewie solidną partnerkę, która nie tylko pragnie sfinalizowania naszych osiągnieć w wersji elektronicznej, ale również wyraża życzenie publikacji książkowej. Co więcej, coraz częściej wyraża chęć i gotowość odbycia podroży genealogicznej na byłe Kresy Wschodnie RP do gniazd naszych rodów. Połączone doświadczenia, umiejętności i zdolności przyniosły nam wiele radości oraz satysfakcji. Za całokształt pracy i pomocy jestem jej niewymownie wdzięczny. Niektóre aspekty moich badań, które jeszcze w ubiegłym roku były raczej niemożliwe do zrealizowania, stały się wykonalne i w części lub w całości spełnione. Efekty naszych wspólnych prac i badań okazały się wręcz zaskakujące. Pomimo tych osiągnieć, jesteśmy świadomi, że pozostało nam jeszcze wiele do wykonania.

Poszukiwania genealogiczne to czasochłonny, kosztowny, pracochłonny, wieloletni i żmudny proces, który nie zna granic. W czasach panującej i rozprzestrzeniającej się pandemii COVID-19 oraz wymagań kwarantanny; żyjąc w świecie Internetu, technologii internetowych i mobilnych; rozwijającej się cywilizacji cyfrowej i cyberprzestrzeni, w czasie spotkań okresu świąt, w komforcie własnego domu lub apartamentu, bez względu na warunki atmosferyczne, mamy doskonałą okazję pozbyć się egocentryzmu i pomyśleć o innych, i to nie tylko o tych, którzy odeszli. Nawiązanie kontaktu z bliższą lub dalszą rodziną, genealogami-amatorami lub biurami zajmującymi się badaniami genealogicznymi, możemy wypełnić wolne chwile nie tylko zebraniem nowych informacji, ale również odnowić więzy łączności oraz uduchowić błądzących, samotnych i poszukujących.

Wraz z upływem czasu oraz ciągłym postępem techniki zwiększa się dostęp do różnych źródeł informacji, jednocześnie wykruszają się szeregi naszych seniorów i odchodzą od nas żyjące „skarbnice” wiedzy o rodzinie, obyczajach, rytuale, tradycjach i zwyczajach. Genealogia, historia rodziny, poszukiwania przodków i odkrywanie tożsamości to zbliżanie się do tych, którzy zmarli, ale wciąż żyją w nas i przez nas. Pamiętajmy, iż badania i poszukiwania genealogiczne to pasjonujące hobby dla każdego, to piękna przygoda czekająca na odkrycie. Każdy z nas może stać się badaczem własnej historii, rodu i tożsamości. Genealogia to szczególne hobby, miłość, pasja, żywioł, a w opinii niektórych, nawet uzależnienie i forma nałogu. Są również tacy, którzy twierdzą, że genealogia jest interesującą podróżą w przeszłość, chorobą zaraźliwą i nieuleczalną. Oby inne osoby i entuzjaści badań genealogicznych doświadczyli licznych, wręcz magicznych i przyjemnych chwil, dzięki genealogii oraz wspólnym, rodzinnym badaniom.

Niektóre wykorzystane źródła:

Kuliczkowski Franciszek, Pamiętnik-kronika, Nowa Sól, 2005

Prinke Rafał, Poradnik genealoga amatora, Warszawa 1992

Szymański Józef, Nauki pomocnicze historii, Warszawa 1986

Zebrał i opracował

Czesław Antoni Kuliczkowski, frczeslaw@aol.com

Nazareth (USA), 15 listopada 2020 r.