Regina i Zdzisław Urbanowscy z Gorzowa Wlkp. – świadkowie minionej epoki

Nie mieli beztroskiego dzieciństwa, ani łatwej młodości, a jednak w masie nieszczęść, jakich doświadczyli oni i ich najbliżsi, mieli też wiele szczęścia – los zetknął ich ze sobą…

Goszcząc na spotkaniu Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Gorzowie Wielkopolskim mieliśmy przyjemność poznać wielu przesympatycznych Kresowian – z pochodzenia, bądź z potrzeby serca. Jedną z najbardziej intrygujących postaci w tym gronie jest zapewne pan Zdzisław Urbanowski, którego sylwetkę chcielibyśmy przybliżyć. Oprócz Towarzystwa Lwowiaków należy on także do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

1929, rodzice pana Zdzisława, Alina z Gryzińskich Urbanowska oraz Stanisław Urbanowski w mundurze porucznika 7 Pułku Legionów Piechoty. Zbiory Zdzisława Urbanowskiego z Gorzowa Wlkp.

Pan Urbanowski urodził się 10 marca 1931 roku w Chełmie. Jest synem Stanisława Urbanowskiego i Aliny z Gryzińskich Urbanowskiej. Dzieciństwo wpisane w lata wojny nie mogło być ani łatwe, ani szczęśliwe, a jednak nie można oprzeć się wrażeniu, iż miłość, gotowość do poświęceń oraz patriotyczna postawa rodziców, wujostwa, czy dziadków tak wyraźnie widoczne na tle trudnych czasów okupacji, miały wpływ na ukształtowanie naprawdę wyjątkowych charakterów…

1947, 26 marzec, Lublin. Książeczka harcerska pana Zdzisława Urbanowskiego – na stronie 4 widoczna jest fotografia i podpis nastoletniego właściciela, natomiast na stronie 5 jego dane osobowe oraz informacje dotyczące przystąpienia do organizacji. Dowiadujemy się z nich, że pan Zdzisław wstąpił do Związku Harcerstwa Polskiego 4 maja 1945 roku, zaś 8 grudnia 1946 roku złożył przyrzeczenie. Książeczka wystawiona została 26 marca 1947 roku przez Komendanta Chorągwi Harcerzy w Lublinie, harcmistrza Tadeusza Rogalskiego. Obie strony opieczętowane są pieczęciami lubelskiej chorągwi ZHP. Zbiory Zdzisława Urbanowskiego z Gorzowa Wlkp.

Do Gorzowa trafił najpierw nieco przypadkowo, ponieważ – jako leśnik z wykształcenia – w 1953 roku otrzymał trzyletni nakaz pracy w Dyrekcji Lasów Państwowych i zatrudniony został w dziale technicznym rejonu lasów w Dębnie Lubuskim. Przyjechał zatem do pracy w zachodniej Polsce, jednak wkrótce upomniała się o niego Wojskowa Komisja Rekrutacyjna w Zamościu. Ze względu na inteligenckie pochodzenie, na które ówczesna władza patrzyła nieprzychylnym okiem, pan Zdzisław trafił do jednostki karnej w Szladze pod Orzyszem (obecnie Bemowo Piskie). Przed wojną znajdował się tam poligon służący do ćwiczeń oddziałom Wehrmachtu. O specyficznym traktowaniu żołnierzy w tej jednostce świadczyć może fakt, iż pan Zdzisław przez blisko rok od momentu rozpoczęcia służby nie miał żadnego kontaktu ze światem cywilnym. Udało mu się wydostać z tego zapomnianego przez Boga miejsca dopiero, kiedy złamał nogę. Trafił wtedy do szpitala wojskowego, a następnie do lecznicy w Toruniu, gdzie udzielony mu został półroczny urlop zdrowotny. Wrócił do Chełma, a po weryfikacji przez komisję wojskową w Lublinie uznany został za niezdolnego do służby wojskowej i wykreślony z ewidencji.

12 lipca 1958 roku pan Zdzisław ożenił się z Reginą Jamroz. Od ponad sześćdziesięciu lat Państwo Urbanowscy pielęgnują łączące ich uczucie, wspierając się na co dzień. Do dziecięcych wspomnień z tragicznych lat wojny dozbierali mnóstwo wspólnych, znacznie lepszych… Mają dwie córki. Monika wyszła za mąż za warszawiaka, jednak od ponad 30 lat mieszkają w Kanadzie. Dwaj ich synowie z bardzo dobrym wynikiem ukończyli Uniwersytet w Toronto. Starszy, Patryk, ukończył pedagogikę i pracuje jako nauczyciel. Młodszy, Paweł, jest świeżo po studiach technologicznych – jeszcze nie podjął pracy. Druga córka, Barbara, mieszka w Gorzowie. Właśnie ze względu na ten fakt Państwo Regina i Zdzisław Urbanowscy jedenaście lat zdecydowali się ponownie zamieszkać w Lubuskiem. Barbara ma również dwoje dzieci – Anita zrobiła licencjat z mikrobiologii na Uniwersytecie Szczecińskim i obecnie kontynuuje studia drugiego stopnia, natomiast syn pani Barbary, Krystian, studiuje filologię na Uniwersytecie Szczecińskim. Pan Zdzisław z satysfakcją opowiadał o całej rodzinie, a szczególnie dumny jest właśnie z osiągnięć wnucząt.

Pewnie między innymi z myślą o nich pan Urbanowski zdecydował podzielić się z nami historią swojej rodziny – by zachować pamięć o bohaterach walczących niegdyś o niepodległość naszej ojczyzny. Zaproszeni do zacisznego biura w gorzowskiej bibliotece, mieliśmy niecodzienną okazję wysłuchać jego fascynującej opowieści.

Stanisław Urbanowski

Ojciec pana Zdzisława, Stanisław Urbanowski, syn Edmunda Urbanowskiego i Gabrieli z Sikorskich, urodził się 14 kwietnia 1899 roku w mazowieckiej wsi Radziejowice. Uczył się w domu, a następnie w warszawskim gimnazjum Wojciecha Górskiego, zaś po jego ukończeniu, w roku 1917 wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie (gmina Ostrów Mazowiecka). Podchorążówkę ukończył w roku 1918. Przez pół roku pracował w niej jako instruktor szkoleniowy, a następnie zgłosił się na ochotnika do 7 Pułku Piechoty Legionów, w którym służył od stycznia 1919 roku. Szlak bojowy 7 pułku wiódł na południowy wschód, do Lwowa. Pierwsze ciężkie boje z bolszewikami stoczyli pod Przemyślem, a następnie pod Sądową Wisznią. W dalszej drodze do Lwowa Stanisława Urbanowskiego zatrzymały rany odniesione w walkach pod Wołczuchami. 20.02.1919 roku przewieziony został do szpitala wojskowego w Przemyślu. Po miesięcznym okresie leczenia i rekonwalescencji opuścił szpital i dołączył z powrotem do swojego pułku.

Po walkach w obronie Lwowa, szlak 7 Pułku Piechoty Legionów wiódł dalej na wschód, do Kijowa, a następnie na front litewsko-białoruski, gdzie polscy żołnierze brali udział w licznych walkach – między innymi nad rzeką Berezyną w maju 1920 roku. Za zasługi w wojnie bolszewickiej Stanisław Urbanowski został czterokrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych (co jest potwierdzone dokumentami z Centralnego Archiwum Wojska Polskiego w Warszawie).

Po Bitwie Warszawskiej w sierpniu 1920 roku i oficjalnym zakończeniu wojny w 1921 siedzibą pułku w czasie pokoju stał się Chełm Lubelski. Tam Stanisław poznał swoją późniejszą żonę Alinę Gryzińską, córkę szanowanego mieszkańca Chełma Józefa Gryzińskiego. Ślub wzięli w roku 1924. Mieli trzech synów – Ryszarda oraz trzy lata młodszych bliźniaków Zdzisława i Zbigniewa. W 1939 roku mama przywiozła chłopców na wakacje do Chełma, do swojego ojca, a po wybuchu wojny wszyscy razem zostali w domu dziadka.

1934 około, rodzice pana Zdzisława, Alina z Gryzińskich Urbanowska oraz Stanisław Urbanowski w mundurze kapitana 7 Pułku Legionów Piechoty. Zbiory Zdzisława Urbanowskiego z Gorzowa Wlkp.

Stanisław Urbanowski przebywał tam do roku 1927, kiedy to 20 października został służbowo przeniesiony do Korpusu Ochrony Pogranicza Snów w okolicy Baranowicz (dziś teren Białorusi). Strażnica w Snowie wymagała wsparcia z uwagi na fakt, iż w rejonie tym Sowieci często napadali na przygraniczne miejscowości. Wybierano zatem dobrych żołnierzy, doświadczonych podczas ostatniej wojny, by pomogli ukrócić bolszewickie wycieczki. W 27 batalionie Snów KOP Baranowicze Stanisław Urbanowski – już w stopniu kapitana – był dowódcą kompanii ciężkich karabinów maszynowych. Przebywał tam blisko 6 lat (20.10.1927-10.05.1933).

1932, Korpus Ochrony Pogranicza Snów, zawody narciarskie dla rodzin wojskowych. 7. Alina z Gryzińskich Urbanowska. Zbiory Zdzisława Urbanowskiego z Gorzowa Wlkp.

Warto nadmienić, iż patent oficerski mianujący w 1932 roku porucznika Urbanowskiego na stopień kapitana – za „zalety właściwe powołaniu oficera oraz zdolności do spełniania obowiązków nadanego mu stopnia oficerskiego i gotowość poświęcenia wszystkiego ku dobru i chwale Ojczyzny” – podpisany został przez marszałka Józefa Piłsudskiego, ówczesnego Ministra Spraw Wojskowych.

1932, 10 październik, Warszawa, Patent oficerski kapitana Stanisława Urbanowskiego. Zbiory Zdzisława Urbanowskiego z Gorzowa Wlkp.
1935, Chełm Lubelski, Powiatowy Komitet Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego PWiWF. 6 kapitan Stanisław Urbanowski, 13. podpułkownik Władysław Muzyka – dowódca 7 Pułku Piechoty Legionów w latach 1937-1939. Zbiory Zdzisława Urbanowskiego z Gorzowa Wlkp.

10 maja 1933 roku kapitan Urbanowski wrócił do Chełma, gdzie stacjonował aż do roku 1937. Został wówczas służbowo przeniesiony na Górny Śląsk, do Pszczyny, gdzie przebywał do 1 września 1939 roku, do momentu wypowiedzenia Polsce wojny przez Niemcy. Wojnę w obronie naszych granic zachodnich rozpoczął w Armii Śląsk, która niestety błyskawicznie została rozbita przez przeważające siły hitlerowców. Razem z innymi rozbitkami dołączył do Armii Kraków, która cofając się przed naporem trzykrotnie liczniejszych sił niemieckich oraz niespodziewanym atakiem Słowaków dotarła do lasów w okolicy Tomaszowa Lubelskiego i Zamościa. Tam, po zaciekłej walce, 20 września 1939 roku Armia Kraków przestała istnieć. Dowództwo nie widząc szans na zwycięstwo, chcąc uniknąć dalszego rozlewu polskiej krwi, wydało rozkaz, by zakonserwować, zabezpieczyć i schować broń, która przyda się do walki z hitlerowskim najeźdźcą w późniejszym etapie wojny i zwolniło pozostałych przy życiu żołnierzy.

Ojciec pana Zdzisława wracał do domu konno (miał konia wierzchowego zdobytego na wojnie). Z lasów tomaszowskich przez Zamość i Krasnystaw było około 120 kilometrów do Chełma. Drogę tę pokonywał wyłącznie nocą. Pewnej nocy dotarł do wsi Ostrów leżącej w pobliżu styku trzech powiatów: zamojskiego, krasnystawskiego i chełmskiego – już na terenie powiatu chełmskiego. Widząc światło zapalone w jednej z chat uwiązał konia w sadku za stodołą i zastukał do okna. W izbie krzątała się kobieta, która, słysząc pukanie, otworzyła drzwi i zaprosiła gościa do środka, a on poprosił o trochę mleka, ponieważ cały dzień nie miał nic w ustach. Zdrożony usiadł na zaproszenie gospodyni, ale zaobserwował, że zwleka ona z podaniem mu mleka. W międzyczasie otworzyły się drzwi i z izby do kuchni zajrzał mężczyzna. Pan Stanisław tknięty przeczuciem nie czekał dłużej na mleko, tylko wybiegł z domu. Kiedy biegł w kierunku konia, usłyszał wezwanie po rosyjsku: „Stoj! Stoj! Stoj!” i zorientował się, że nie ma szans na odzyskanie wierzchowca. Wyciągnął pistolety (polski vis, który znajdował się na jego wyposażeniu oraz drugi, zdobyczny) i zaczął z nich strzelać w kierunku, z którego usłyszał krzyk, skąd po chwili dotarł do niego jęk trafionego. Jakiś czas później, stojąc po pas w wodzie pod drewnianym mostkiem i czekając na możliwość kontynuowania ucieczki, usłyszał turkot kół nad głową. Na wozie jadącym w kierunku Wojsławic prawdopodobnie wieziono rannego do lekarza.

W dalszą drogę ruszył piechotą, przy czym ciągle poruszał się tylko nocami. W linii prostej do Chełma było stamtąd około 25 kilometrów. Kiedy udało mu się dotrzeć na przedmieścia, mniej więcej półtora kilometra od miejsca gdzie mieszkał teść i gdzie przebywała jego żona z synami, został zatrzymany przez rosyjski patrol. Wykorzystując fakt, że było ciemno, rzucił pistolety na ziemię, w świeżo przeorany grunt. Z poprzedniej wojny wyniósł dobrą znajomość rosyjskiego – trochę zatem dzięki temu, a trochę dzięki czuwającej nad nim opatrzności udało mu się przekonać żołnierzy, żeby go puścili i ostatecznie dotarł do rodziny.

Niestety, nie było mu dane przebywać z nimi długo. Pod koniec września Chełm zajęli Niemcy. Wprawdzie po kilku dniach wycofali się, a od wschodniej strony do miasta wkroczyli z powrotem Sowieci, jednak w międzyczasie któryś z sąsiadów zdążył poinformować hitlerowców, że u Józefa Gryzińskiego przebywa wojskowy. Pan Zdzisław był wówczas dzieckiem, uczniem trzeciej klasy, jednak doskonale pamięta wrześniowy poranek, kiedy do domu wtargnęli Niemcy. Z przerażeniem patrzył na aresztowanie ojca. Zabrano go początkowo do więzienia w Radomiu, a następnie wywieziony został do obozu jenieckiego w Murnau w Bawarii. VII oflag Murnau wyzwolony został przez aliantów w kwietniu 1945 roku. Na początku września 1945 roku Stanisław Urbanowski wrócił do Polski z zamiarem zgłoszenia się do wojska. Kilkakrotnie składał podanie o przyjęcie do jednostki, ale nie wziął pod uwagę faktu, iż w kontynuowaniu służby woskowej w Ludowej Polsce przeszkodzi mu zarówno wojskowa przeszłość, jak i pochodzenie.

Przez jakiś czas przebywał w Chełmie, a następnie pojechał na Mazury, gdzie mieszkał jego ojciec, dziadek pana Zdzisława, Edmund Urbanowski. Był on przed wojną agronomem. Posiadał kilka majątków – w jednym z nich, w Radziejowicach pod Warszawą przyszedł na świat Stanisław. Po wojnie początkowo mieszkał w Ciechanowie, a następnie w Rastenburgu (obecnie Kętrzyn). Był tam kierownikiem trzech, czy czterech Państwowych Gospodarstw Rolnych – w czasie organizowania PGR kluczowe okazało się jego wykształcenie, w związku z czym znalazł zatrudnienie, pomimo niewygodnego władzy ludowej pochodzenia.

W roku 1946 Stanisław dowiedział się, że kapelan VII Pułku Legionów, ksiądz pułkownik Stanisław Warchałowski po wojnie mianowany został na stanowisko Generalnego Dziekana Wojska Polskiego. Udał się więc do niego, a ksiądz Warchałowski napisał mu list polecający do wojewody olsztyńskiego, zaświadczając, że „kapitan Stanisław Urbanowski był zawsze wzorowym oficerem, prawym Polakiem i honorowym, zacnym człowiekiem”. Dzięki temu otrzymał posadę w Powiatowej Radzie Narodowej w Kętrzynie. Jego praca polegała na kontrolowaniu młynów w powiecie Rastenburg (Kętrzyn).

1946, 25 czerwiec, MON Szefostwo Duszpasterstwa Rz-K. ks. Stanisław Warchałowski, Generalny Dziekan WP. Zaświadczenie dla Stanisława Urbanowskiego. Zbiory Zdzisława Urbanowskiego z Gorzowa Wlkp.

Po około dziesięcioletnim pobycie na Mazurach wrócił do Chełma. Do emerytury, na którą odszedł w 1967 roku, pracował w Spółdzielni Społem. Oprócz wspomnianego wcześniej czterokrotnego odznaczenia Krzyżem Walecznych za zasługi w wojnie z bolszewikami, otrzymał także między innymi Srebrny Krzyż Orderu Virtuti Militari, Srebrny Krzyż Zasługi i Medal Pamiątkowy za Wojnę 1918–1921. Zmarł 26. grudnia 1975 roku. Pochowany został na cmentarzu komunalnym w Chełmie.

Tadeusz Zieliński

Józef Gryziński miał sześć córek i dwóch synów. Stacjonowanie w Chełmie 7 Pułku Piechoty Legionów z pewnością przyczyniło się do tego, że cztery z jego córek wyszły za mąż za wojskowych. Oprócz Aliny, żony Stanisława Urbanowskiego, mundur zafascynował także Janinę. Wypatrzyła ona w 7 Pułku Tadeusza Zielińskiego, a może to on ją wypatrzył?…

1921, 30 maj. Stryj. Karta pocztowa do matki pana Zdzisława, Aliny Gryzińskiej (później po mężu Urbanowskiej) od brata Zygmunta Gryzińskiego. Zbiory Zdzisława Urbanowskiego z Gorzowa Wlkp.

Tadeusz Zieliński urodził się 30 października 1898 r. w majątku Winiary koło Warki, w powiecie grójeckim. Był synem Waleriana Zielińskiego herbu Świnka i Czesławy z Tomaszewskich herbu Bończa. Podobnie jak Stanisław Urbanowski, uczęszczał do „gimnazjum Górskiego” w Warszawie, a następnie zaciągnął się do 7 Pułku Piechoty Legionów, z którym brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Walczył na obszarze dzisiejszej Łotwy oraz nad Berezyną. Wojnę zakończył w stopniu porucznika, a za męstwo na polu walki otrzymał Krzyż Walecznych oraz Krzyż Niepodległości.

1916, 25 marzec, Karta pocztowa do Zygmunta Gryzińskiego (brata matki) od Mieczysława Gryzińskiego.  Zbiory Zdzisława Urbanowskiego z Gorzowa Wlkp.

Z Janiną Gryzińską ożenił się w roku 1925. Mieli dwoje dzieci – córkę Czesławę (po mężu Grabską) oraz syna Adama. Przez rok, w 1927 r. był wykładowcą w Wołyńskiej Szkole Podchorążych Rezerwy Artylerii im. Marcina Kątskiego we Włodzimierzu Wołyńskim, a następnie przeniesiony został do Korpusu Ochrony Pogranicza w Ostrogu. Służbę pełnił tam do roku 1934, kiedy to został powołany na stanowisko komendanta przysposobienia wojskowego w Lesku, w 5 Pułku Strzelców Podhalańskich. Równocześnie aktywnie działał społecznie, współtworząc w rejonie Przemyśla Związek Szlachty Zagrodowej.

W roku 1939 służył w 44. Pułku Piechoty w Równem na Wołyniu (od 1939 roku formalnie 44 Pułk Strzelców Legii Amerykańskiej). Był dowódcą 6 kompanii strzeleckiej w II batalionie.

Po zakończeniu walk w kampanii wrześniowej, kiedy Sowieci przekroczyli granice Polski i wszelkie polskie jednostki naporem wroga spychane były na zachód, Tadeuszowi udało się dotrzeć do domu teścia w Chełmie. Przez całą okupację działał w partyzantce. Pozostając w ukryciu, rozpoczął organizowanie ruchu oporu – początkowo w ramach Związku Walki Zbrojnej. Następnie został komendantem obwodu krasnystawskiego Narodowej Organizacji Wojskowej, a od roku 1942 komendantem Narodowych Sił Zbrojnych powiatu chełmskiego, zaś później całego Okręgu Lubelskiego NSZ.

Po wojnie, 18 marca 1946 roku, został aresztowany przez aparat bezpieczeństwa Polski Ludowej. Śledztwo objęte było bezpośrednim nadzorem Józefa Różańskiego, dyrektora Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, którego metody śledcze owiane były ponurą sławą, ponieważ zeznania wymuszał torturami (także psychicznymi). Pan Zdzisław podczas spotkania z wujem miał okazję zaobserwować efekt tychże tortur – Tadeusz Zieliński nie miał paznokci.

W listopadzie 1947 roku Zieliński skazany został na dwukrotną karę śmierci. Karę tę zamieniono później na więzienie – odbywał ją w słynnym warszawskim więzieniu na Rakowieckiej, a później we Wronkach, w Rawiczu i w Krakowie. W październiku 1956 roku dostał miesięczną przepustkę z więzienia na podreperowanie stanu zdrowia. Następnie na mocy amnestii został warunkowo zwolniony z więzienia. Zmarł 11 stycznia 1992 roku w Podkowie Leśnej pod Warszawą, gdzie po wyjściu z więzienia mieszkał wraz z córką. Nie doczekał niestety wyroku Sądu Wojewódzkiego w Warszawie i satysfakcji z rehabilitacji. Wyrok skazujący z roku 1947 został unieważniony kilkanaście dni po jego śmierci, 28.01.1992 r. Uznano, że przypisane mu czyny związane były z działalnością na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego.

Władysław Krawczyk

Maria, trzecia z sióstr Gryzińskich, w 1924 roku poślubiła Władysława Krawczyka – kolejnego oficera 7 Pułku Piechoty Legionów. Mieli córkę Annę Danutę Krystynę po mężu Jezierską.

Władysław Krawczyk urodził się 23 lutego 1897 roku w Krężnicy Jarej, wiosce pod Lublinem. W 1915 roku ukończył 8-klasową Prywatną Szkołę Filologiczną im. Staszica w Lublinie, a w roku 1917 kurs oficerski. 11 listopada 1918 r. przyjęty został do formującego się Wojska Polskiego i otrzymał przydział do 7 Pułku Piechoty Legionów. Dowodząc plutonem, a następnie 6 kompanią brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. W 1925 roku ukończył półroczny kurs w Centralnej Szkole Strzelniczej w Toruniu.

W latach 1929-1931 był słuchaczem Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie, w której po uzyskaniu dyplomu oficera, od 1931 roku objął stanowisko wykładowcy taktyki ogólnej. W latach 1934-1936 pełnił funkcję zastępcy szefa Gabinetu Wojskowego prezydenta RP Ignacego Mościckiego, a od roku 1936 był dowódcą III batalionu 5 pułku Strzelców Podhalańskich w Przemyślu. Po stażu w rumuńskim 13 pułku piechoty, w stopniu podpułkownika wrócił do jednostki oraz na stanowisko wykładowcy Wyższej Szkoły Wojennej. Podczas kampanii wrześniowej był szefem grupy operacyjnej „Bielsko” (późniejsza nazwa „Boruta”) w Armii Kraków. Niestety, pod koniec września trafił do niewoli i przez sześć lat przebywał w obozach jenieckich – w oflagach IVB Königstein i VIIA Murnau.

Po wyzwoleniu obozu został przyjęty do 2 Korpusu Polskiego. W 1946 roku wstąpił do Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia w Wielkiej Brytanii, którego celem było przysposobienia zdemobilizowanych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych do życia cywilnego na terytorium Wielkiej Brytanii, jak również poza jej granicami. W roku 1949 wyjechał do Kanady, jednak niezbyt długo wytrzymał na obczyźnie – w lutym 1956 roku wrócił do Polski. Od września 1956 roku był kierownikiem kancelarii Szpitala Miejskiego w Chełmie. Dla chętnych pracowników szpitala zorganizował i prowadził kurs języka angielskiego, a zatem w cywilnej pracy, podobnie, jak wcześniej w służbie wojskowej, wykazywał się inicjatywą oraz zaangażowaniem. Odznaczony został między innymi Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta, dwukrotnie Krzyżem Walecznych oraz Srebrnym Krzyżem Zasługi. Zmarł 22 października 1975 roku w Chełmie, gdzie pochowany został w rodzinnym grobowcu Gryzińskich.

Eligiusz Sobocki

Czwartą panną Gryzińską, która wyszła za mąż za wojskowego z 7 Pułku Piechoty Legionów była Władysława. Jej wybrankiem został kapitan i lekarz medycyny Eligiusz Sobocki. Mieli dwóch synów – Wojciecha i Stanisława. Eligiusz mniej więcej do 1926 roku był w 7 pułku. Następnie przeniesiony został do Włodzimierza Wołyńskiego, zaś we wrześniu 1939 roku służył jako lekarz w szpitalu wojskowym w Jarosławiu i stamtąd właśnie wyruszył na wojnę.

Z wojskiem polskim dostał się do Rumunii. Ciągle żywa w rodzinie jest opowieść o tym, jak podczas przekraczania granicy w Zaleszczykach podniósł i zamknął w medalionie grudkę polskiej ziemi. Ziemia ta towarzyszyła mu w długim szlaku – przez Rumunię i Francję dotarł do Wielkiej Brytanii. Tam przez cały okres wojny pracował w polskim szpitalu wojskowym. Po wojnie wrócił do kraju, a kiedy zsiadł ze statku w Gdyni, ucałował ojczystą ziemię i wysypał z medalionu tę odrobinę, którą zabrał ze sobą opuszczając Polskę podczas wojny. Po powrocie zamieszkał w Jarosławiu, gdzie najpierw, ciągle jeszcze w mundurze, zaś później już w cywilu niósł ludziom pomoc jako lekarz. Zmarł 22 sierpnia 1962 roku w Jarosławiu, jednak pochowany został w grobowcu rodziny Gryzińskich w Chełmie.

Wojsko przyciągało, jak magnes nie tylko mamę pana Zdzisława oraz jej siostry. Wojskowa tradycja żywa była także po stronie rodziny ojca. Nie tylko sam Stanisław był żołnierzem, ale jedna z jego sióstr, Maria Urbanowska w 1922 roku wyszła za mąż za pułkownika Józefa Koczwarę, który w sierpniu 1914 roku wstąpił do tworzących się Legionów Polskich. Służył najpierw w 1 Pułku Piechoty Legionów Polskich, a następnie w 1 Pułku Ułanów Legionowych. Po latach służby w legionach, w 1936 roku został przeniesiony na stanowisko Dowódcy Broni Pancernej do Ministerstwa Spraw Wojskowych. W czerwcu 1939 roku mianowany został dowódcą broni pancernej Armii Prusy. Funkcję tę pełnił podczas kampanii wrześniowej. Druga stryjenka pana Zdzisława wyszła za mąż za kapitana Stanisława Spodenkiewicza.

Ryszard Urbanowski, urodzony w 1925 roku starszy brat pana Zdzisława, przez całą okupację należał do partyzantki – współpracował między innymi z Tadeuszem Zielińskim. Po zakończeniu wojny był śledzony, a lęk do tego stopnia zapanował nad jego życiem, że towarzyszył mu do samej śmierci. Nigdy, nawet po nastaniu Solidarności, nie ujawnił on swojej przeszłości.

1916, 25 marzec, Karta pocztowa do Zygmunta Gryzińskiego (brata matki) od Mieczysława Gryzińskiego. Data na pieczęci Poczty Polowej: 25.03.1916 r. Nadawca Mieczysław Gryziński 4 p.p. 3 baon 11 kom poczta polowa No. 35 Legiony Polskie. Pocztówka zaadresowana: Wielmożny Pan Zygmund Gryziński Chełm Ul. Lubelska Krul. Polskie. Treść: 23 III 916 r. Kochany Munni! Donoszę Ci, że jestem zdrów i cały jak dotąd, czego i Tobie życzę. Bądź tak dobry i przyślij mi [?] 10 k [?] i karty do grania od dwójek. U nas na lini spokój moskale się boją. Ukłony dla mamusi i sióstr. Więcej nie mam co pisać, całuję Cię Twój M Gryziński. Zbiory Zdzisława Urbanowskiego z Gorzowa Wlkp.

Józef Gryziński

Józef Gryziński (1870-1942) był przemysłowcem, szanowanym obywatelem Chełma. Od lat dwudziestych posiadał małą fabryczkę, zatrudniającą około 20-30 pracowników. Zakład specjalizował się w budowie oraz remontach gorzelni. Gryziński był także właścicielem dwupiętrowego młyna, a majątku dorobił się własnymi rękoma. Ludzie chwalili go i szanowali, jednak po wkroczeniu Sowietów ktoś doniósł, gdzie mieszka właściciel młynów, fabryki, posiadacz pięknego sześcioosobowego samochodu oldsmobile z opuszczanym dachem i dwunastoma cylindrami pod maską.

Pan Zdzisław był wtedy w 6 klasie – doskonale pamięta, jak do domu dziadka przyszedł radziecki lejtnant z pytaniem, kto tu jest właścicielem. Józef Gryziński odpowiedział, że on, a zapytany wskazał także, gdzie stoi samochód. W międzyczasie wykręcone zostały świece, co sprawiło, że Sowieci nie byli w stanie go uruchomić. Przyprowadzili dwa konie i podczepili je do zderzaka chcąc zabrać auto. Dziadek pana Zdzisława widząc, że w biały dzień stracić może znaczny majątek zaczął do nich krzyczeć, że nawet Stalin nie ma prawa zabrać mu tego, co jest jego własnością. W odpowiedzi na ten protest sowiecki lejtnant odbezpieczył pistolet i przyłożył mu lufę do czoła. Córki Józefa rzuciły się na kolana prosząc Rosjanina o łaskę dla ojca.

Przypadek sprawił, że najstarsza z nich, Natalia, przez trzy lata mieszkała w Moskwie, znała więc perfekcyjnie język rosyjski. Spodobało się to lejtnantowi. Zastanowiło go, skąd młoda dziewczyna tak dobrze mówi w jego ojczystym języku, to zaś ocaliło życie Gryzińskiemu. W taki oto sposób, z narażeniem życia bronił on swojej własności, nie mając świadomości, że ta walka nie ma żadnego znaczenia – po wojnie, w roku 1946, cały majątek został upaństwowiony. Zrządzeniem opatrzności Józef Gryziński nie musiał patrzeć na ten dramat – zmarł w roku 1942.

Jego syn, Konstanty Gryziński, przez całą okupację wspierał finansowo partyzantkę. Matka pana Zdzisława, Alina Urbanowska, również była zaangażowana w konspirację, a sam pan Zdzisław jako młody chłopak – był wówczas w 5-6 klasie – rozwoził bibułę do wskazanych punktów. Nie znał szczegółów, wiedział jedynie to, komu ma doręczyć dokumenty – zawsze odbierał je od niego starszy brat.

Regina Urbanowska

Żona pana Zdzisława Regina Urbanowska z domu Jamroz jest rodowitą Wołynianką. Urodziła się w roku 1934 w kolonii Głęboczyca w pobliżu Werby i tam właśnie mieszkała jej rodzina na początku wojny.

Ojciec jej był legionistą. Na Wołyniu znalazł się jako osadnik wojskowy (z nadania Piłsudskiego). Miał ośmioro dzieci. Najstarszy syn, brat pani Reginy, Stanisław, urodzony w roku 1920 a także dwie jej siostry, Janina oraz Zofia, zostali w czasie wojny wywiezieni na roboty do zachodniej części Niemiec. Po wyzwoleniu przez aliantów młodzi ludzie nie wrócili do Polski – wyjechali do Kanady. Niezbyt łatwo im się żyło. Bez względu na status materialny, zawsze czuli się obywatelami drugiej kategorii, ponieważ urodzili się poza Kanadą.

W nocy z soboty na niedzielę (w ostatnią niedzielę sierpnia) 1943 roku kilkunastoletni chłopak biegł przez wieś, budząc jej mieszkańców stukaniem w okna i okrzykiem: „wstawajcie, uciekajcie, wioska otoczona przez Ukraińców”. Z pozostałej w domu czwórki dzieci najstarsza miała 13, a najmłodsza 6 lat. Pani Regina miała wówczas 9 lat. Rodzice zaczęli pospiesznie pakować niezbędne rzeczy, szukać dokumentów, jednak matka w pewnym momencie powiedziała dziewczynkom, że niedaleko, za rzeczką Turią jest lasek. Poleciła im biec tam, ukryć się w gąszczu i zaczekać. Rodzice mieli tylko wziąć jeszcze coś do jedzenia i dołączyć do córek. Niestety, okazało się, że kilka naprędce zamienionych zdań było ich pożegnaniem…

Nad Turią nie ma śladu po tej zbrodni. Był tylko wykopany dół i wrzucone do niego ciała Polaków zamordowanych tej nocy przez Ukraińców. Minęło wiele lat, ale ból pozostał…

Dziewczynki dotarły do lasu. Na skraju stał stóg siana. Najstarsza siostra wydrążyła w nim dziurę taką, by wszystkie się w niej zmieściły. Dziewczęta ukryły się, jednak kiedy do ich uszu dotarły głosy w języku ukraińskim, najmłodsza z sióstr zaczęła płakać ze strachu. Słysząc podejrzane odgłosy, Ukrainiec zaczął dźgać stóg widłami. Kiedy pani Regina wraca pamięcią do tamtych chwil zastanawia się, iż w całej tej tragedii miały dużo szczęścia, że oprawcom nie przyszło do głowy podpalenie stogu – banderowcy potrafili być naprawdę bezlitośni… Wiele jeszcze śladów ich zbrodni dzieci widziały po drodze, jak choćby księdza, którego zadźgali przed ołtarzem.

2018, Kostrzyn nad Odrą, Słup ogłoszeniowy „ubrany” w nekrologi upamiętniające ofiary ludobójstwa. Państwo Regina i Zdzisław Urbanowscy – pani Regina wskazuje klepsydrę z nazwą miejscowości, z której pochodzi. Pod koniec sierpnia 1943 roku ukraińscy bandyci wymordowali prawie wszystkich mieszkańców wsi – źródła podają, że zginęło wówczas ok. 250 osób, przy czym 199 zidentyfikowanych zostało z imienia i nazwiska (za: Siemaszko W., Siemaszko E.; Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945, Warszawa 2000). Zbiory Zdzisława Urbanowskiego z Gorzowa Wlkp.

W jednej z kolejnych miejscowości, w Maciejowie, znajdował się punkt, w którym PolKO (Polski Komitet Opiekuńczy) zbierał osierocone dzieci. Po sześciodniowym pobycie na plebanii dziewczynki, wraz z grupą innych sierot, przewiezione zostały do Chełma. Tam, zupełnie przypadkowo, pani Regina została wybrana przez jedną z rodzin. Zdecydowali, że wychowają małą czarnowłosą dziewczynkę… Skończyła szkołę powszechną, a następnie Liceum Pedagogiczne w Chełmie i Studium Nauczycielskie w Lublinie. Zaocznie ukończyła studia. Przepracowała 41 lat w jednej szkole. Została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Państwo Urbanowscy są 62 lata po ślubie. Pan Zdzisław, dzieląc się z nami całym wachlarzem dramatycznych wojennych historii, optymistycznie podsumowuje całość… Bardzo obrazowo porównuje radość dzielenia wszystkich tych lat z żoną do radości, jaką daje wygrana w totka. Ukradkiem ociera łzę… Nie mieli beztroskiego dzieciństwa, ani łatwej młodości, a jednak w masie nieszczęść, jakich doświadczyli oni i ich najbliżsi, mieli też wiele szczęścia – los zetknął ich ze sobą…

2019, Gorzów Wlkp. Zdzisław Urbanowski w gościnnych progach gorzowskiej biblioteki.

Fotografie i skany dokumentów znajdą Państwo tu:

Urbanowscy Regina (ur.1934) Kolonia Głęboczyca i Zdzisław (ur. 1931) Chełm → Gorzów Wlkp.

Lidia Opaczewska, Piła, e-mail: lidia.opaczewska@gmail.com