JAZŁOWIEC, WIELKANOC I KULICZKOWSCY

Pamiętam od najmłodszych lat, że moi Dziadkowie po mieczu jak i też mój Ojciec byli bardzo cierpliwi i chętnie odpowiadali na moje pytania i opowiadali m. in. o przygotowaniach do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego i obchodach Wielkanocy poprzez pryzmat duchowości, religijności, rytuału, obyczajów i tradycji w mieście, a następnie w miasteczku Jazłowiec, w powiecie buczackim, w województwie tarnopolskim na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej (RP).

Kazimierz i Kazimiera Kuliczkowscy, Stare Żabno k. Nowej Soli, 1948 rok. Archiwum prywatne Czesława Kuliczkowskiego.

Dziadkowie Kazimierz KULICZKOWSKI (1886/87-1957) i Kazimiera KULICZKOWSKA z domu MARCINKOWSKA (1901-1973), a po ich śmierci mój Ojciec Franciszek KULICZKOWSKI (1924-2014), podkreślali jak na Kresach Wschodnich RP począwszy od Środy Popielcowej aż do Wielkiego Czwartku, tj. podczas 40-dniowego Wielkiego Postu – czasu odnowy i wewnętrznego nawrócenia, środy i piątki były dniami ścisłego postu oraz udziału w nabożeństwach Gorzkich Żali i Drogi Krzyżowej. Podczas przygotowywania potraw używano olej lniany lub rzepakowy; masło było tolerowane, smalec już nie. Pracujący zawodowo doświadczali ulgi pod względem tych rygorów.

Gorzkie Żale, fragment modlitewnika, który został przywieziony z Jazłowca na Ziemie Zachodnie w 1945 r. przez Kazimierę Marcinkowską-Kuliczkowską. Archiwum prywatne Czesława Kuliczkowskiego.

Stacje Drogi Krzyżowej, fragment modlitewnika, który został przywieziony z Jazłowca na Ziemie Zachodnie w 1945 r. przez Kazimierę Marcinkowską-Kuliczkowską. Archiwum prywatne Czesława Kuliczkowskiego.

Wielki Tydzień rozpoczynała Palmowa Niedziela. Po powrocie z kościoła, Dziadzio Kazimierz, a po jego śmierci Ojciec, symbolicznie uderzał nas ozdobioną i poświęconą gałązką wierzbową z puszystymi baziami po ramieniu mówiąc: “Palma bije, nie zabije – od dzisiaj za sześć noc będzie u nas Wielkanoc!” Wierzono, że uderzeniem tym zabezpiecza się od choroby, zapewnia żywotność i szczęście. Z opowiadań najstarszych pamiętam, że w gospodarstwach symbolicznie uderzano też bydło. Palmy te później dekorowały krucyfiks lub obraz aż do następnego roku i miały strzec dom oraz cały dobytek od pożaru i innych nieszczęść, jak i też przynieść błogosławieństwo Boże. W niektórych domostwach palmy dawano do zjedzenia zwierzętom.

.

Obraz udekorowany palmą. Archiwum prywatne Czesława Kuliczkowskiego.

W czasie Triduum Paschalnego uczestniczono w nabożeństwach ustanowienia sakramentu eucharystii w Wielki Czwartek, misterium Męki Pańskiej w Wielki Piątek oraz obrzędów poświecenia ognia, paschału i wody w Wielką Sobotę. Od Wielkiego Czwartku rozpoczynano przygotowywanie świątecznych jajek, tj. kraszanek, malowanek oraz pisanek. Ich nazwy pochodziły od sposobu zdobienia. Kraszanki barwione były w jednym kolorze w naturalnych wywarach, pisanki były ‚pisane’ gorącym woskiem, a potem barwione – wosk był z nich później ścierany, rysowanki po uprzednim farbowaniu były dekorowane przez skrobanie wzorów igłą lub ostrym nożykiem.

Niektórzy znawcy podkreślają, że dekorowanie pisanek przyjęliśmy od Żydów, którzy uczyli Słowian robienia wycinanek w celu dekorowania jajek wycinanymi wzorami. Inni uważają, że tradycja malowania i dekorowania jaj przywędrowała na tereny RP z Persji. Jeszcze inna tradycja podkreśla, że św. Magdalena po Zmartwychwstaniu Chrystusa przybyła do domu i zauważyła, że wszystkie jajka stały się kolorowe, dlatego też wszyscy wierzący w Chrystusa powinni kolorować jajka w przygotowaniu na Wielkanoc. Praktykując tę wielowiekową tradycję kolorowania i przygotowywania jajek używano głownie naturalnych barwników, np. łupiny z cebuli – kolor żółty, pędów zboża ozimego lub trawy – zielony, łupiny z buraków – czerwonylubróżowy, kory z dębu – brązowy, kory olchy – czarny itp. Im dłużej trzymane było jajko w danym barwniku – tym ciemniejszy był obrany kolor z upływem lat, kupowano barwniki w sklepie.

Czerwony kolor paschalnych jajek oznaczał miłość i cierpienie, żółty – radość, brązowy – glebę, fioletowy – odnowę, niebieski –spokój, zielony – nowe życie. Znaczenie symboli na pisankach tłumaczono następująco: trójkąt – Trójca Święta; powietrze, ogień i woda; gałązka sosny lub świerku – młodość, gwiazda – pomyślność, słońce – szczęście i radość, linia ciągła – wieczność i nieskończoność, serce – miłość.

W Wielką Sobotę przygotowywano koszyk z wielkanocnymi darami na poświecenie jako symbol nowego życia, które daje nam Chrystus. W koszyku były: baranek, ugotowane jajka i ozdobione pisanki, wędlina, chleb lub kołacz, masło, chrzan, ocet, sól i woda. Na Kresach Wschodnich kosze były duże, a w wielu z nich była też świeca, którą zapalano podczas święcenia pokarmów. Wśród tych darów – baranek paschalny był symbolem Jezusa Chrystusa oraz zwycięstwa życia nad śmiercią; jajka i pisanki – wiary, wieczności i nieśmiertelności; kiełbasa i inne wyroby mięsne – Paschalna Ofiara Nowego Przymierza i dostatku; babka – symbolem słodyczy Królestwa Niebieskiego, szczególnego kunsztu i zdolności; chleb lub kołacz – pamiątka nakarmienia przez Jezusa tłumów na pustyni, symbolem pomyślności i ciężkiej pracy człowieka; masło – dobrobytu; chrzan i ocet – gorzkie zioła spożywane podczas Paschy; symbole mocy, goryczy i męki Chrystusa; sól – symbolem wszystkiego co dobre i świeże. W miejscowościach, gdzie nie było kościołów, przynoszono pokarmy pod krzyże u zbiegu głównych dróg, czy też do przydrożnych kapliczek, gdzie kapłan objeżdżający tereny parafii je poświęcał. Mieszkając z Dziadkami w Starym Żabnie koło Nowej Soli, gdzie nie było kościoła, zbieraliśmy się u zbiegu dwóch głównych ulic przy Krzyżu w celu poświęcenia pokarmów. W dużych koszykach na Kresach, a później na Ziemiach Zachodnich już w małych koszyczkach wykonanych z wikliny i pięknie udekorowanych nigdy nie było królików, kurczaczków czy też słodyczy.

Koszyk z wielkanocnymi pokarmami. Archiwum prywatne Czesława Kuliczkowskiego.

Dziadkowie i Ojciec opowiadali o dynamicznym oraz tryumfalnym biciu dzwonów, strzelaniu z moździerzy, huku wystrzałów i petard oraz intensywnym zapachu kadzidła podczas obrzędów i liturgii Wielkiej Nocy celebrowanych w parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Jazłowcu o godzinie 6:00 rano.

Zegar przywieziony z Jazłowca na Ziemie Zachodnie w 1970 r., który obecnie odmierza czas w USA. Zbliża się godz. 6:00 rano, czas na Rezurekcję. Archiwum prywatne Czesława Kuliczkowskiego.

Głośne bicie dzwonów, trzykrotne salwy karabinowe i huk wybuchów były salutem na cześć Zmartwychwstałego Chrystusa, a także pamiątką wielkiego hałasu, z jakim osuwał się grobowy kamień.

Kościół rzymskokatolicki pw. Wniebowzięcia NMP w Jazłowcu (stan obecny) – fot. Dmytro Antoniuk, 2019 r.

Po powrocie do domu, gromadzono się w jadalni przy stole pokrytym białym obrusem. Baranek z czerwoną chorągiewką i krzyżem lub z napisem Alleluja stał na zielonym owsie w centrum stołu obok talerzyka z poćwiartkowanym jajkiem i zapalonej białej świecy. Ojciec nauczył mnie jako chłopca, jak przygotować ziemie z ziarnami owsa; mieszankę tę umieszczano w doniczce, stawiano na okiennym parapecie i podlewano przez okres ok. dwóch tygodni. Z upływem czasu owies kiełkował i rósł w przygotowaniu do Wielkanocy. Pamiętam, że czasem baranek pieczony był również z ciasta chlebowego w metalowej foremce. W USA utrzymujemy tę tradycję stawiając na stole baranki wyciśnięte z masła.

Zmartwychwstały Chrystus ukazuje się Marii Magdalenie” – obraz pędzla Aleksandra Iwanowa (1806-1858).

Przodkowie wspominali, że „Na Kresach Wschodnich, po Wigilii Bożego Narodzenia składano na grobie kutię, zaś podczas Wielkanocy – na grobie składano jajko i kawałki chleba lub kołacza”. Dbano, ażeby zmarli się posilili. Wierzono, że dusze odczuwają głód i potrzebują pamięci oraz odwiedzin – tych tradycji nie praktykowano na Ziemiach Zachodnich.

Dziadkowie, a po ich śmierci mój Ojciec podnosił talerzyk z poświęconym oraz poćwiartkowanym jajkiem i pozdrawiał nas słowami: „Chrystus zmartwychwstał!” My biesiadnicy odpowiadaliśmy: „Prawdziwie powstał, żywot wieczny nam darował!” Podobnie jak podczas wigilijnego rytuału dzielenia się opłatkiem, Ojciec dzielił się poświęconym jajkiem z Mamą, a potem od najstarszego do najmłodszego, dzielił się z nami, dziećmi, jajkiem, życząc nam błogosławionych, radosnych i spokojnych Świąt w Zmartwychwstaniu Chrystusa Pana. Pamiętam, jak najstarsi w rodzinie wspominali, że na Kresach Wschodnich RP przy wielkanocnym stole przyjmowano osoby, które nie urządzały śniadania wielkanocnego u siebie bez względu na ich pochodzenie czy też wyznanie. Nie było naszą tradycją śpiewanie wielkanocnych pieśni podczas śniadania.

Nasz wielkanocny jadłospis był, i w większości pozostaje, następujący:

  • Poświęcone i poćwiartkowane jajko.
  • Biały barszcz z poćwiartkowanymi jajkami oraz plasterkami wędzonej kiełbasy; w USA podajemy żurek na zakwasie i wywarach mięsnych z ćwiartkami jajek i kiełbasą.
  • Nadzianka – obowiązkową potrawą i wielkanocnym specjałem w rodzinie była, jest i będzie wielkanocna nadzianka. Potrawę tę podawano na gorąco z plasterkami kiełbasy, szynki oraz boczku w wywarze z wędzonki – nadzianka szczególnie dobrze smakuje z buraczkami i chrzanem.
  • Wyroby mięsne – na stole stawiano szynkę wędzoną, polędwicę, kiełbasę (nie było naszą tradycją podawanie białej kiełbasy), galaretę z nóżek wieprzowych zwaną studzeniną, chrzan z buraczkami i chleb.
  • Wypieki – wśród wypieków były kołacz wyrabiany z pięciu wałeczków ciasta z kruszonką, babki drożdżowe, sernik, słodkie drożdżowe ciasto z lukrem.

Powyżej wyszczególniona wielkanocna nadzianka to specjał, którym zajadano się i zachwycano po obu stronach Atlantyku; dodam, że nie jest to farsz, czy też nadzienie do mięsa. Potrawa ta upieczona w piekarniku z potartych mącznych placków, 12 całych jajek, pokrojonego w kosteczki boczku, szynki wraz z wywarem z wędzonki i przypraw pozostaje tradycyjnym daniem. Poza Wielkanocą nadziankę podawano tylko podczas historycznych i szczególnych wydarzeń. Np. w czasie odwiedzin rodziny w Jazłowcu w 1970 r. pierwszy raz od czasu repatriacji na Ziemie Zachodnie, podano nam nadziankę podczas pierwszego wspólnego obiadu. Przybywając z USA z odwiedzinami do Polski, moi rodzice serwowali wielkanocną nadziankę jako pierwszą potrawę. Tak jak podczas Wigilii kutia uważana jest za wyjątkową potrawę i mistycyzm Kresów Wschodnich, podobnie też Kuliczkowscy oraz inni z Jazłowca uważają nadziankę za„królową” wielkanocnych potraw.

Przekrój nadzianki wielkanocnej z mięsem wędzonym (źródło: apetytonline.pl)

Powyżej wyszczególnione dania, potrawy i wypieki to mozaika Kresowych smaków i specjałów z wpływami polskiej, ormiańskiej, rusińskiej, ukraińskiej, niemieckiej, tatarskiej i żydowskiej kuchni.

Dodam, że podczas Wielkanocy dzieci i młodzież zabawiały się tzw. tłuczeniem jajek oraz toczeniem jajek z górki; zabawa szukania zajączka nie była znana.

W Poniedziałek Wielkanocny, „Śmigus-Dyngus” praktykowany był raczej symbolicznie; polewaliśmy się w domu wodą perfumowaną. Na Kresach Wschodnich świętowano Wielkanoc przez trzy dni. Podobnie jak podczas Bożego Narodzenia, pierwszy dzień Świąt Paschy był obchodzony w rodzinnym gronie. Zygmunt Gloger podkreślał: „Wielkanoc była zawsze domową uroczystością wielkiej doniosłości (…) Toteż w pierwszym dniu świąt każda rodzina pozostawała sama ze sobą, drugi zaś i trzeci dzień przeznaczony był na wzajemne odwiedziny sąsiedzkie, a zabierano z sobą i dzieciarnię”. W drugi lub trzeci dzień chodziliśmy w gościnę lub przyjmowaliśmy w domu zaproszonych gości. Na Kresach Wschodnich RP zasada „Gość w dom, Bóg w dom”, była ścisłe praktykowana i przestrzegana.

Wielkanoc to uroczystość zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, czas radości, nadziei i odradzającego się życia. Pamiętajmy „Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, próżna byłaby nasza wiara” (1 Kor 15, 14).

Zebrał i opracował Czesław Antoni KULICZKOWSKI – Frczeslaw@aol.com.

Źródła:

  • Kuliczkowski Franciszek, Pamiętnik, Nowa Sól 2005.
  • A Cookbook of Treasurers, Resurrection of the Lord PTO – Polish National Catholic Church, Edwardsville PA 1993.
  • Zawistowicz Kazimiera, Wielkanocne obrzędy i wierzenia, Warszawa 1933.