Kazimiera i Kazimierz Kuliczkowscy z Jazłowca na Kresach Wschodnich RP

Niniejsze opracowanie dedykuję moim Dziadkom po mieczu, Kazimierzowi Kuliczkowskiemu (1886/87-1957) i Kazimierze Kuliczkowskiej (1901-1973) z domu Marcinkowskiej. Ich dusze polecam Miłosierdziu Bożemu.

W ostatnim opracowaniu wspomniałem o styczniowym Dniu Babci i Dziadka oraz relacjach dziadków z wnuczętami przez pryzmat własnych doświadczeń, które pozostały dla mnie radosną historią z mojego dzieciństwa. 4 marca Kościół wspomina świętego Kazimierza królewicza, urodzonego na Wawelu, syna Kazimierza Jagiellończyka, patrona Polski i Litwy. Pamiętam od najmłodszych lat, że był to szczególny dzień w rodzinie, podczas którego honorowaliśmy moich Dziadków po mieczu: Kazimierza Kuliczkowskiego (1886/87-1957) i Kazimierę Kuliczkowską (1901-1973) z domu Marcinkowską, imienników świętego Kazimierza.

Kazimierz Kuliczkowski (1886/87-1957) i Kazimiera Kuliczkowska z domu Marcinkowska (1901-1973), Nowa Sól 1948 (archiwum własne Czesława Antoniego Kuliczkowskiego).

Urodziłem się w domu dziadków Kuliczkowskich w czasach, kiedy nie było telewizji, telefonów komórkowych, komputerów i Internetu. Wzrastałem w latach, kiedy rodziny, znajomi oraz sąsiedzi spotykali się w celu wspólnej celebracji świąt, imienin, rocznic; ażeby podzielić się dziedzictwem, historią, przeżyciami, tradycjami i zwyczajami. Opowiadania oraz rodzinne i zbiorowe słuchania gromadziły i łączyły rodziny oraz wspólnoty, stając się częścią mojego i naszego mówionego dziedzictwa. Kunszt i sztuka opowiadania a także przekazywania informacji były szczególnymi lekcjami historii, tworząc jakby pomosty wiedzy oraz szacunku między pokoleniami. W mojej dziecinnej, a później wraz ze wzrastaniem, coraz bardziej dojrzałej pamięci, pozostał kult i duży sentyment do Jazłowca, gniazda rodu Kuliczkowskich, Marcinkowskich, Grzesiowskich, Hoffmannów, Horewiczów, Buczyńskich i innych rodów w naszej rodzinie jak i samych Kresów Wschodnich RP.

Obecnie, w oparciu o wspomnienia dziadków a potem rodziców, własną pamięć, przeżycia z pobytu w Jazłowcu oraz wielu innych miejscowościach wraz z Kuzynką Ewą Agnieszką Śliwińską przygotowuję dla przyszłych pokoleń dokumentację pt.: „Moje genealogiczne poszukiwania”. Prowadzone od wielu lat prace nad genealogią, liczne artykuły, informacje na witrynach internetowych, Pamiętnik-kronika pióra mojego Ojca Franciszka Kuliczkowskiego (1924-2014), Zapiski jego siostry Jadwigi Aścik (1927-2020) z domu Kuliczkowskiej oraz zgromadzona dokumentacja, pomogły w przygotowaniu m.in. niniejszego opracowania.

Kazimiera Kuliczkowska z domu Marcinkowska, moja Babcia po mieczu, urodziła się 4.03.1901 r. w miasteczku Jazłowiec, położonym w powiecie buczackim, w późniejszym województwie tarnopolskim, we Wschodniej Galicji, na Podolu, na Kresach Południowo-Wschodnich i rubieżach Rzeczypospolitej Polskiej (RP), w późniejszej Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej (USRR) a obecnej Ukrainie.

Babcia Kazimiera była córką Jakuba Marcinkowskiego (1864–1934). Jej matką była Feliksa Marcinkowska z domu Hoffmann (1872–1940). Kazimiera miała pięcioro rodzeństwa, wszystkie siostry: Marię (1891-1960), Antoninę (1893-1985), Michalinę (1895-1978), Emilię (1904–1996) i Honoratę (1907–1984).

Podczas I wojny światowej na froncie wschodnim wojska rosyjskie okupowały Galicję od listopada 1914 r. do maja 1915 r. Podobnie jak tysiące innych mieszkańców Kresów Południowo-Wschodnich, Kazimiera wraz z najbliższą rodziną została ewakuowana na Czechy i Morawy w obliczu zbliżających się obcych wojsk. Ponad 600 tysięcy Galicjan znalazło się w głębi Austro-Węgier. Po wyparciu armii rosyjskiej przez wojska koalicji ze wschodnich terenów Galicji oraz w wyniku działalności polityków Koła Polskiego we Wiedniu na rzecz pomocy Polakom zesłanym w głąb Austro-Węgier, Marcinkowscy powrócili do Jazłowca. Ponad 137 000 mieszkańców Galicji otrzymało pozwolenie na pozostanie w stolicy Austrii, Wiedniu, oraz innych miejscowościach. Wśród tych, którzy pozostali, było ponad 77 000 galicyjskich Żydów. Po powrocie z ewakuacji, Jakub i Feliksa Marcinkowscy oraz ich sześć córek zastali zniszczone zabudowania gospodarcze oraz zdewastowany i splądrowany dom. Doświadczenie ewakuacji pozostało dla Marcinkowskich bolesnym doświadczeniem. Wiele lat później, babcia Kazimiera skomentowała: „Musieliśmy się przyzwyczaić do nagłych wyjazdów, ewakuacji, a potem powrotów do zniszczonych domostw!”

W wieku 19 lat Kazimiera Marcinkowska wyszła za mąż za Kazimierza Kuliczkowskiego, syna Karola Kuliczkowskiego (1865-1895) i Zuzanny Kuliczkowskiej (1872-1930) z domu Buczyńskiej z Jazłowca. Kazimierz miał troje rodzeństwa: siostry Karolinę i Marię oraz brata Juliana; po przedwczesnej śmierci rodzeństwa, Kazimierz został i był nazywany „jedynakiem”.

Zapis urodzin z „Liber natorum – księgi urodzin i chrztów” z 1887 r. z wyszczególnieniem Kazimierza Kuliczkowskiego, syna Karola i Zuzanny Buczyńskiej. Księgi metrykalne parafii wyznania rzymskokatolickiego w Jazłowcu.

Ślub Kazimiery M. z Kazimierzem Kuliczkowskim odbył się zimą 1920 r., w parafii rzymskokatolickiej pw. św. Anny w Jazłowcu. Kazimierz i Kazimiera Kuliczkowscy zostali rodzicami czworga dzieci: synów: Władysława, Franciszka i Mieczysława oraz córki Jadwigi. Kuliczkowscy przyjęli do swojej rodziny sierotę-nastolatka o imieniu Władysław; od tej pory ich własny syn Władysław nazywany był Dziunkiem. Od czasu ślubu, Kazimierz i Kazimiera Kuliczkowscy zamieszkali z mamą Kazimierza – Zuzanną Zatorską (nazwisko po powtórnym wyjściu za mąż) i wraz z Kazimierza przyrodnim rodzeństwem: Antonim i Eugenią.

Kazimierz Kuliczkowski podobnie jak inni Kuliczkowscy w Jazłowcu był nie tylko wielkim patriotą, ale również działaczem społecznym. Dziadzio był osobą mądrą, stanowczą oraz prawą, chociaż nie zawsze posiadającą wiele cierpliwości. Był człowiekiem dokładnym, dotrzymującym słowa, obowiązkowym i odważnym, pracowitym, punktualnym, statecznym, sumiennym i wymagającym w stosunku do siebie oraz względem innych osób. Kazimierz pracował bez przerwy, był tytanem pracy, którą to etykę odziedziczyły po nim wszystkie dzieci i wiele wnucząt. Dziadzio Kazimierz był człowiekiem towarzyskim, dobrym mówcą, lubił śpiewać, gawędzić oraz opowiadać; bardzo często występował w roli mistrza ceremonii i wodzireja. Był osobą inteligentną, logicznie myślącą, mądrą i prawą. Kazimierz K. był radnym w Urzędzie Gminnym w Jazłowcu, przewodniczącym Komitetu Parafialnego, kierownikiem chóru oraz członkiem tzw. Rady Starszych przy urzędzie proboszcza. Był aktywnym członkiem różnych stowarzyszeń i organizacji oraz popularną osobą w miasteczku.

W przeciągu pierwszych 10 lat swojego małżeństwa Kazimierz i Kazimiera podjęli decyzję o budowie własnego domu na parceli otrzymanej od Kazimierza rodziców na tzw. „ojcowiźnie”, w centrum Jazłowca. Projekt budowy przewidywał dom skonstruowany z cegły i kamienia oraz pokryty metalowym dachem. Dom miał być całkowicie podpiwniczony z obszernym strychem oraz odpowiednim przygotowaniem jednego „rogu” na przyszły sklep. W 1937 r. budowa domu została pomyślnie zakończona zgodnie z planami, wkrótce Kazimierz Kuliczkowski doświadczył udaru. Sparaliżowana prawa część ciała, częściowe kłopoty z mową oraz inne komplikacje, bardzo negatywnie wpłynęły na sytuację rodzinną, głównie z uwagi na koszty leczenia oraz potrzebę spłacania hipoteki. Przy pomocy starszej siostry Kazimiery – Michaliny Grzesiowskiej z domu Marcinkowskiej z St. Louis (USA), pobierania opłat z wynajmu domu po teściach oraz pokojów w nowym domu, Kazimiera Kuliczkowska umiejętnie prowadziła dom, spłacała hipotekę i zajmowała się chorym mężem oraz czwórką dzieci. Pomimo wielokrotnego pobytu w szpitalach w Czortkowie i we Lwowie oraz zamawianych wizyt lekarzy w domu, stan zdrowia Kazimierza nie uległ poprawie. Nowy dom Kuliczkowskich wybudowany został na rodzinnej parceli koło urzędu gminnego, punktu pocztowego oraz posterunku policji, a dokładniej u zbiegu dwóch ulic: Guberni i Gminnej.

Dom Kazimiery i Kazimierza Kuliczkowskich położony u zbiegu ulic Gminnej i Guberni w Jazłowcu ze wskazaniem narożnika na przyszły sklep, Jazłowiec 1937 (archiwum własne Czesława Antoniego Kuliczkowskiego).

Podczas II wojny światowej, w czasie sowieckiej i niemieckiej okupacji, Kazimiera i Kazimierz Kuliczkowscy udzielali schronienia oraz pomocy siedmiu osobom narodowości żydowskiej z rodzin Zelmann (Celmann) i Schechner (Schachner). Dziadkowie okazali prawdziwe bohaterstwo, odwagę oraz ogromną przyzwoitość; ryzykowali nie tylko swoje życie i całej rodziny, ale nawet całego sąsiedztwa i wszystkich mieszkańców Jazłowca.

Po zesłaniu młodszej siostry Kazimiery – Emilii Baczyńskiej z domu Marcinkowskiej oraz jej rodziny na Sybir; Kuliczkowscy wysyłali im pomoc w postaci żywności, ciepłej odzieży oraz środków higienicznych. W latach 50. ubiegłego stulecia i trudnej sytuacji w USRR, Kuliczkowscy podjęli się kolejnej akcji wsparcia sióstr Kazimiery: Marii Baczyńskiej z domu Marcinkowskiej i Honoraty Zielińskiej z domu Marcinkowskiej oraz ich rodzin zamieszkałych w Jazłowcu, wysyłając paczki z rożnymi artykułami. Kazimiera również zorganizowała wysyłkę paczek od swoich sióstr w USA i Kanadzie do Jazłowca w celu polepszenia sytuacji życiowej swoich krewnych.

Kuliczkowscy wraz z innymi repatriantami przybyli wagonem towarowym oraz ich częściowym dobytkiem na tzw. Ziemie Odzyskane jesienią 1945 r. i zamieszkali w Starym Żabnie k. Nowej Soli przy ulicy Lubuskiej nr 2. Sam przejazd i repatriacja z Jazłowca na Ziemie Zachodnie okazał się dla nich trudnym i pamiętnym doświadczeniem. Otrzymany dom, tj. w zamian za ten pozostawiony w Jazłowcu, dzielili z Kazimiery Kuliczkowskiej siostrzenicą z Jazłowca, Eugenią Grzesiowską i jej rodziną. Eugenia była córką Marii Baczyńskiej z domu Marcinkowskiej.

Helena Kuliczkowska (1930-1953) z domu Horodecka, Nowa Sól 1948 (archiwum własne Czesława Antoniego Kuliczkowskiego)

30.09.1953 r. Kazimiera Kuliczkowska objęła obowiązki matki względem wnuków Czesława i Teresy Kuliczkowskich, w wyniku tragicznej śmierci swojej synowej a mojej Mamy Heleny Kuliczkowskiej (1930-1953) z domu Horodeckiej. Kazimiera okazała się cierpliwą i kochającą drugą mamą. Babcia Kazimiera K. była osobą mądrą, roztropną i nadzwyczaj skromną, która nie lubiła zwracać na siebie uwagi. Była pracowita, poczciwa, prostolinijna, religijna, szczera, serdeczna, skupiona, spokojna, sumienna, troskliwa, wrażliwa, wyrozumiała, dbająca o dom oraz bardzo kochająca swoją rodzinę. Jej szlachetny i zrównoważony charakter pozwolił przetrwać trudne lata i doświadczenia ze spokojem, bez załamania i psychicznej traumy. Kazimiera Kuliczkowska była cichą kobietą o łagodnym uśmiechu i okazała się jakby „żywą kroniką” rodów oraz wzorcem pielęgnowania i celebrowania rodzinnych tradycji, obyczajów, zwyczajów z wielkim oddaniem i szczególnym namaszczeniem.

Kazimiera Kuliczkowska z domu Marcinkowska z synem Franciszkiem, synową Katarzyną oraz wnukami: Czesławem i Teresą Kuliczkowskimi, Stare Żabno k. Nowej Soli 1956.

29.07.1970 r. Babcia Kazimiera Kuliczkowska z okazji 18. rocznicy moich urodzin podarowała mi srebrny dzwonek po baronowej Marii Błażowskiej z Nowosiółki Jazłowieckiej k. Jazłowca, która przed zsyłką na Sybir zamieszkiwała z Kuliczkowskimi w ich nowo wybudowanym domu. Dzwonek ten jest szczególnym reliktem z Jazłowca i Kresów Południowo-Wschodnich RP.

Srebrny dzwonek baronowej Marii Błażowskiej, który zachował się w rodzinie Kuliczkowskich (zbiory Czesława Antoniego Kuliczkowskiego).

Dziadkowie Kuliczkowscy kochali swoje rodzinne miasteczko Jazłowiec; tam się urodzili, tam spędzili swoje najlepsze lata młodości, tam przeżyli swoją pierwszą miłość, tam stali się małżeństwem, tam urodziły się ich dzieci; tam żyli, pracowali i zmarli ich rodzice, dziadkowie, tam pozostały mogiły ich zacnych przodków. Wychowywali czwórkę dzieci w duchu miłości, patriotyzmu, potrzebie rozumnej wiary w Boga, służby i oddania RP. Dziadkowie wymagali od swoich dzieci poszanowania i szacunku względem osób reprezentujących różne grupy etniczne, narodowe i wyznaniowe. Dziadkowie Kuliczkowscy wychowywali swoje dzieci surowo, lecz sprawiedliwie; przeżyli razem 37 lat i doczekali się trzynaściorga wnucząt. Pamiętam, że dziadkowie wyrażali obawy, czy ich osobiste relacje oraz opowiadania pozostaną w pamięci młodszych pokoleń; mój ojciec również ubolewał nad możliwością utraty naszego mówionego dziedzictwa. Prowadzone prace genealogiczne, przygotowywane opracowania, kroniki i pamiętniki stały się poniekąd moją i naszą odpowiedzią na wyrażane przez dziadków obawy. Mam nadzieję, że również „ocalą od zapomnienia” utrwalone w nich ślady obecności i aktywności moich i naszych przodków…

Jan Marcinkowski (1619-1709), płyta nagrobna na cmentarzu w Jazłowcu (źródło: Kuliczkowski, Czesław Antoni, Moje genealogiczne poszukiwania, Nazareth, PA 2020).

Kazimiera Kuliczkowska zmarła w niedzielę, 25 lutego 1973 r., w szpitalu miejskim w Nowej Soli. Pogrzeb Kazimiery K. odbył się 27 lutego 1973 r. w jej domu przy ulicy Lubuskiej nr 2 w Starym Żabnie. Ciało Kazimiery Kuliczkowskiej zostało złożone na cmentarzu komunalnym w Starym Żabnie k. Nowej Soli przy ul. Piaskowej, obok jej męża Kazimierza. Grób śp. Kuliczkowskich położony jest w sektorze nr 1, rzędzie nr 26 i oznaczony jest numerem 28. W grobie tym pochowani są: Kazimierz Kuliczkowski, jego żona Kazimiera Kuliczkowska z domu Marcinkowska, ich synowa Katarzyna Kuliczkowska z domu Bielecka oraz ich syn a mój ojciec Franciszek Kuliczkowski.

Grób śp. Kuliczkowskich położony na cmentarzu komunalnym przy ul. Piaskowej w Starym Żabnie k. Nowej Soli (źródło: Kuliczkowski, Czesław Antoni, Moje genealogiczne poszukiwania, Nazareth, PA 2020).

W czasie trwania śmiercionośnej pandemii COVID-19 jakże wdzięczny jestem za dar zdrowia i dobrego samopoczucia; jednocześnie dziękuję Dziadkom Kuliczkowskim za dar „wirusa genealogii” oraz potrzeby historycznych badań i poszukiwań. Cześć Ich pamięci!

Niektóre wykorzystane źródła:

Aścik, Jadwiga, Pamiętnik-zapiski, Nowa Sól, 2015

Kuliczkowski, Czesław Antoni, Moje genealogiczne poszukiwania, Nazareth, PA 2020

Kuliczkowski, Franciszek, Pamiętnik-kronika, Nowa Sól 2005

Zebrał i opracował: Czesław Antoni Kuliczkowski, frczeslaw@aol.com

Nazareth, PA (USA), 4 marca 2021 r.