Teresy Gładysz tęsknota za Nieświeżem

W dniu ukończenia 81 lat dostałam od syna w prezencie laptop i drukarkę, ażebym opisała wspomnienia. Tak zaczynał się e-mail, od mającej obecnie 87 lat, Teresy Gładysz z Zielonej Góry. Swoje losy – mieszkanki Nieświeża i męża pochodzącego ze Starego Skałatu przedstawiła w dwóch książkach: Z tęsknoty za Nieświeżem i Wspomnienia. Lata wojny i po…

Teresa Gładysz urodzona w 1932 roku w Nowogródku, od 1936 roku do 15 maja 1945 roku mieszkała w Nieświeżu. Jej książki to przejmujące świadectwa końca polskich kresów.

Publikacje są do nabycia, a my aby zachęcić do ich kupna poniżej przedstawiamy spisy treści i fragmenty.

W 1939 roku, Rosjanie po wkroczeniu do Nieświeża, zburzyli z cokołu pomnik orła, a na jego miejscu postawili postać Lenina z wyciągniętą do przodu ręką. Ponieważ pomnik znajdował się przed ratuszem, a na placu wokół ratusza odbywały się targi, miejscowa ludność mówiła, że Lenin przyszedł do Polski i żebrze na targu prosząc Polaków o datek lub kawałek chleba.

Smarkaczom tylko trzeba było podać pomysł. Rano w dniu targowym wzięliśmy kawałek kartkowego chleba, to taki w którym były widoczne źdźbła owsa i jeden rubel papierkowy. Wdrapaliśmy się na pomnik…(większe fragmenty niżej)

Ceny są naprawdę symboliczne – 25 zł za książkę o młodości w Nieświeżu (w twardej oprawie!) i 15 zł za drugą pozycję. Zachęcamy do spisywania wspomnień, bo jak widać, można to zrobić w każdej chwili. Życie nie kończy się po 80.

Kontakt do autorki u której można nabyć obie pozycje: Teresa Gładysz, Zielona Góra, tel. 667 875 715 e-mail: terenia.gladysz@gmail.com

Teresa Gładysz, Z tęsknoty z Nieświeżem

Teresa Gładysz, Z tęsknoty za Nieświeżem miastem mojego dzieciństwa. Historia rodziny, korzenie, legendy i moje dzieciństwo w czasie okupacji. Książka liczy 287 stron plus fotografie. Cena 25 zł plus koszt przesyłki.

Teresa Gładysz, Z tęsknoty z Nieświeżem

Spis treści

Prolog 13

Część I

Rozdział I Historia rodziny – korzenie

Ojciec – głowa rodziny 19

Rodzina mamy 20

Początki miłości i problemy z tym związane 22

Ucieczka z domu przez Rosję do Polski 27

Życie w Nieświeżu 30

Życie w Nowogródku 33

Wiła i problemy z nią związane 35

Ponownie w Nieświeżu 36

Charakterystyka środowiska nieświeskiego 39

Rozdział II Rodzina i stosunki w niej panujące

Tęsknota mamy za synem i jej skutki 41

Uczennice mamy, jak wyglądała nauka w prywatnych zakładach 42

Moje zabawki i koleżanki 44

Lato, 1937 rok 46

Nauka Reni 47

Wiła 48

Defilady w czasie Świąt państwowych i nieodłączny Josel 50

Ojciec i mama ich stosunek do dzieci 54

Rygor domowy mamy i jego wpływ na moją przyszłość 61

Moje lektury w tym okresie 65

Tradycje świąteczne panujące w domu 69

Część II

Rozdział III Nowogródek

Nowogródek miasto w którym się urodziłam 77

Rozdział IV Nieśwież

Historia miasta 85

Legendy i rys historyczny Nieświeża 86

Radziwiłłowie 86

Jan Radziwiłł „Brodaty”. 87

Książę Mikołaj Radziwiłł zwany „Czarnym”. 87

Książę Mikołaj Krzysztof Radziwiłł „Sierotka”

I ordynat nieświeski 90

Cud nawrócenia „Sierotki”. 91

Herb Nieświeża 92

Książę Michał Kazimierz Radziwiłł „Rybeńka”

IX ordynat nieświeski 106

Książę Karol Radziwiłł „Panie Kochanku” X ordynat nieświeski…108

Książę Dominik Hieronim Radziwiłł XI ordynat nieświeski 112

Książę Antoni Fryderyk Radziwiłł XIV ordynat nieświeski 116

Maria Dorota Elżbieta Radziwiłł 117

Książę Fryderyk Radziwiłł XV ordynat nieświeski 118

Książę Antoni Albrecht Radziwiłł XVI ordynat nieświeski 119

Rozdział V Tworzenie państwa polskiego, powstanie nieświeskie, opis miasta

Pomnik Niepodległości 121

Pierwsze gimnazjum nieświeskie w odrodzonej Polsce 122

Powstanie nieświeskie i jego skutki 122

Miasto i jego mieszkańcy 126

Nieśwież – miasto mojego dzieciństwa 127

Wygląd miasta, usytuowanie obiektów, ulic i urzędów. 127

Dzwonnica i brama wjazdowa do klasztoru, klasztor, kościół 130

Duchowieństwo nieświeskie – jego wpływ na rozwój duchowy i moralny młodzieży

Ksiądz Grzegorz Kołosowski 134

Duchowieństwo prawosławne w Nieświeżu 136

Wpływ dyrektora i grona profesorskiego na kształtowanie charakterów i kultury młodzieży do niego uczęszczającej 137

Moje przyrzeczenie nie picia alkoholu 138

Rozdział VI Historia powstania 27 Pułku Ułanów i ich walki

Powstanie 203 Ochotniczego Pułku Ułanów – jego historia 141

Walki stoczone przez 203 Ochotniczy Pułk Ułanów. 142

Przeniesienie 27 Pułku Ułanów do Nieświeża 145

Nadanie Pułkowi nazwy im. Króla Stefana Batorego 148

Ćwiczenia wojskowe i zawody sportowe 149

Współżycie wojska z mieszkańcami miasta 152

Walki pułku po wybuchu wojny w 1939 roku 154

Rozdział VII Ostatni Radziwiłłowie władający zamkiem do 17 września 1939 roku

Książę Antoni Albrecht Radziwiłł XVI ordynat nieświeski 158

Zycie Radziwiłłów i mieszkańców miasta w okresie międzywojennym 160

Książę Leon Władysław Radziwiłł XVII ordynat nieświeski 162

17 września 1939 rok, wkroczenie Sowietów do zamku 164

Część III

Rozdział VIII Wakacje 1939 rok

Sierpień, 1939 rok 168

Żywe torpedy, historia 168

1 września 1939 rok 170

Tajne porozumienie Niemców z Rosjanami i jego skutki 171

Królowa Włoch ratuje Radziwiłłów. 172

Problemy z wyjazdem 172

Baronowa Stempel 173

Oryginalne wojsko rosyjskie i moje z nimi spotkanie 175

Rządy Rosjan 176

Sytuacja na froncie 177

Pomnik Niepodległości w Nieświeżu i jego los 177

Życie na terenach zajętych przez Rosjan 178

Śmieszne i ciekawe sytuacje spowodowane przez najeźdźców. 180

Tamara Żukowa i jej polityczne rozterki 181

Świetlana, niezrealizowane marzenie jej babci o chrzcie 182

Sytuacja żywnościowa 183

Trzeba zdobyć żywność poza miastem 184

Sytuacja w mieście 188

Groza Sybiru 190

Rozdział IX Okupacja niemiecka lata 1941-1944

Ucieczka Rosjan wkroczenie Niemców. 192

Organizacja życia w mieście 194

Początki partyzantki 197

Nasza restauracja, jak zostaliśmy jej pozbawieni 198

Powstanie w Getcie, egzekucje 199

Niemcy i Białorusini organizują pracę w mieście 204

Początek klęski Niemców. 205

Jak z koleżanką postanowiłyśmy być łączniczkami w partyzantce..206

Niemcy starają się zlikwidować okoliczną partyzantkę 207

Wakacje 1942 roku, likwidacja Getta i zniszczenie miasta 209

Zdobywamy koce z magazynów niemieckich na zimową odzież 215

Ojciec szuka mieszkania 219

Białorusin okrutnym mordercą bezbronnego dziecka 220

Klęska Niemców. 221

Spotkanie z przeszłością 222

Rozdział X Druga okupacja rosyjska

Lato 1944 rok 228

Zaduszki w Nieświeżu 237

Rozdział XI Lato – jesień

Ojciec przygnieciony stropem piwnicy. 241

Wiła, aresztowanie Zygmunta 242

Rozdział XII Jesień – zima

Szkoła i wszystko co z nią związane 249

Przysposobienie wojskowe – sposób prowadzenia zajęć 250

Pierwszy papieros – nieudana próba 252

Trudności z dotrzymaniem przyrzeczenia 254

Wesołe spotkanie „starszym” – kaprala szkolnego z zawodowymi wojskowymi 

Handel i moja wpadka 254

Prowadzą mnie pod karabinem do NKWD 255

Przebieg rewizji 256

Radość mamy, że wróciłam i reakcja ojca 258

Pierwsza w życiu jazda pociągiem na olimpiadę międzyszkolną….258

Potrzebuję pieniędzy, pomysł jak je zdobyć 259

Rozdział XIII Druga Rosyjska okupacja Polski.

Zima-wiosna 1944-1945

Wiła uznana za pielęgniarkę o złotych rękach 264

Wiła przewiduje swoje aresztowanie 266

Aresztowanie Wili 267

Wiła jak lunatyk idzie ku swemu przeznaczeniu 268

Rzeczywistość więzienna 269

Usytuowanie więzienia 269

Zaopatrzenie w żywność zatrzymanych w śledztwie 270

Sposób na kontakt z Wilą 271

Strażnicy szukają przecieku, jak docierają do więzienia wiadomości…272

Wsypa znaleźli przeciek 273

Nawiązaliśmy przerwaną łączność 278

Białorusini przygotowują się do zasiedlenia naszych terenów. 279

Koniec wojny. Co usłyszeliśmy przez głośnik 9 maja 1945 roku 280

Rosjanie nadal bezwzględni dla więźniów politycznych 281

Termin wyjazdu ustalony. 281

Pożegnanie ze szkołą i kolegami 282

Ostatnia wspólna droga z koleżankami i kolegami – pożegnanie na trasie 282

Odjazd w nieznane 283

Zakończenie 284

Nauka udzielenia pomocy przy ataku serca 285

Epilog 286

Fragment:

Oryginalne Wojsko Rosyjskie i moje z nimi spotkanie

17 września 1939 roku wcześnie rano Rosjanie z dwóch stron wkroczyli do miasta, przez Słucką Bramę do zamku i później ulicą Horodziejską, która łączyła się z ulicą ul. Piłsudskiego, na której mieszkaliśmy. Podenerwowani ludzie od rana skupiali się na podwórkach, dyskutując i zastanawiając się, co przyniesie jutro. Tylko dzieci pozbawione stałego nadzoru beztrosko bawiły się na ulicy. Wtem do naszych uszu doszły jakieś dziwne odgłosy i pojawił się jakiś niezwykły korowód.

Na małych konikach o owłosionych pęcinach, siedzieli jeźdźcy, nogami prawie dotykali ziemi. W brudnych, długich płaszczach tzw. szynelach. Na głowach mieli czapki ze sterczącymi szpicami. Koniki jechały nierówno, bezładnie, pojedynczo, dwójkami, czwórkami, a między nimi furmanki załadowane różnym sprzętem i ludźmi.

Co to jest? Odważniejsi dorośli, którzy wyszli na ulicę, mówili, że to wojsko sowieckie i to są ich mundury. Nie mogliśmy w to uwierzyć. Porównywaliśmy ich ze znanym nam wojskiem polskim, z naszymi ułanami, którzy mieli czyste mundury, lśniące buty, piękne rasowe konie, równo idące w szeregu czwórkami, wg maści; w jednym szeregu białe, w innym kasztany, w innym siwe, dalej gniade z uniesionymi łbami dumne, jakby chciały dodać splendoru siedzącym na ich grzbiecie ułanom.

A co tu widzieliśmy? Nie mogliśmy uwierzyć, że to naprawdę jest wojsko. To była zbieranina jakichś brudasów i łachmaniarzy. Wielu miało karabiny zawieszone na sznurkach, oraz worki na plecach również na sznurkach, które służyły im jako plecaki.

Śmialiśmy się głośno, pokazując palcami, co ciekawsze wg nas i śmieszniejsze „egzemplarze”. Starsi próbowali nas uspokoić, ale nie mogli uciszyć rozbrykanych dzieciaków, więc przezornie wycofali się z chodnika. Byliśmy tak rozbawieni, że nie zdawaliśmy sobie sprawy z niebezpieczeństwa jakie nam groziło. Na nasze szczęście, oni byli skrajnie zmęczeni i głodni. (…)

Rządy Rosjan

Następnego dnia od rana, Rosjanie zaczęli swoje rządy. Grabili sklepy, zajmowali domy, mieszkania, biura. Mieszkańcom kazali przyjść do pracy, tam gdzie pracowali, tylko na kierowników postawili swoich ludzi. Najbardziej zainteresowani byli pochodzeniem ludności i ewidencją ludności.

W ewidencji sprawdzali i zaznaczali poszczególne nazwiska, porównując je z posiadaną przez nich listą. Nikt nie wiedział, że mieli już wcześniej przez szpiegów przygotowaną listę ludzi, których w pierwszej kolejności miano aresztować lub wywieźć. Rosjanie zaczęli dekorować domy czerwonymi flagami portretami Lenina i Stalina. Mimo wszystko, na razie humor nie opuszczał nieświeżan.

Na rynku przy ratuszu pojawiły się becząc i gdacząc oskubane do skóry koza i kura, z przywiązanymi do szyi tabliczkami z napisem „izwinitie czto ja hoła, no ja iz kołchoza, kak u was pożywu to i obrastu” (przepraszam że jestem goła, ale jestem z kołchozu, jak u was pożyję to obrosnę]. Niestety wkrótce żarty się skończyły.

(…)

Sytuacja na froncie

W tym czasie na froncie walczyło 25 polskich jednostek, przeciw 75 jednostkom Wermachtu i 52 jednostkom Armii Czerwonej. Wobec takiej sytuacji Rydz Śmigły nakazał wycofanie wojska i sprzętu do Rumunii i na Węgry, ponieważ posiadaliśmy deklarację rumuńskich władz o „prawie przejazdu”.

17 września najwyższe władze Polski opuszczają kraj, udając się do Rumunii. Niestety pomimo deklaracji o prawie przejazdu, prezydent, rząd i naczelny wódz zostają internowani. Warszawa nadal się broniła, lecz wobec przeważających sił wroga kapituluje dnia 28 września 1939 roku. 27 września Michał Koraszewicz-To- karzewski otrzymał pełnomocnictwo do zorganizowania wojskowej siatki konspiracyjnej i powołał do życia wojskowo-polityczną organizację podziemną „Służba Zwycięstwu Polski”.

Pomnik Niepodległości w Nieświeżu i jego los

W 1939 roku, Rosjanie po wkroczeniu do Nieświeża, zburzyli z cokołu pomnik orła, a na jego miejscu postawili postać Lenina z wyciągniętą do przodu ręką. Ponieważ pomnik znajdował się przed ratuszem, a na placu wokół ratusza odbywały się targi, miejscowa ludność mówiła, że Lenin przyszedł do Polski i żebrze na targu prosząc Polaków o datek lub kawałek chleba.

Smarkaczom tylko trzeba było podać pomysł. Rano w dniu targowym wzięliśmy kawałek kartkowego chleba, to taki w którym były widoczne źdźbła owsa i jeden rubel papierkowy. Wdrapaliśmy się na pomnik z zastosowaniem wyczynów akrobatycznych, trzymając się pomnika, stając jedna osoba na drugiej. Ta u góry, już na głowie, nie na ramionach poprzedniej, ażeby sięgnąć do ręki Lenina i położyć rubel, tak żeby zwisał i był widoczny z dołu. Na rubel położyłyśmy przyniesiony kawałek chleba, który go przytrzymał. Zadanie wykonane.

Przez jakiś czas obserwowaliśmy, jaki będzie efekt, gdy ludzie to zobaczą. Przez dłuższy czas nikt nie patrzał do góry byliśmy rozczarowani, że taki wysiłek poszedł na marne. Już odwróciliśmy się i mieliśmy iść do szkoły, ale spostrzegliśmy jakiś inny między ludźmi ruch. Ktoś zauważył. Pokazuje na Lenina palcem, inni też patrzą do góry i śmieją się. Ci co byli dalej zostawili wozy, konie i podchodzili bliżej, ażeby zobaczyć co się stało? Dlaczego takie zbiegowisko? Wszyscy gromko się śmieli. My zadowoleni z efektu, pobiegliśmy szybko do szkoły.

W czasie okupacji niemieckiej, Lenin został zrzucony z cokołu, przed pomnikiem postawili szubienicę i na niej wieszali złapanych partyzantów. Pomnik został zburzony, nie pamiętam przez kogo i kiedy.

Życie na terenach zajętych przez Rosjan

Rosjanie zaprowadzili swoje porządki i trzeba przyznać, że w bardzo szybkim tempie organizowali życie na zajętych terenach. Już w pierwszym tygodniu po wkroczeniu, w kioskach i sklepach pojawiły się kartoniki z alfabetem polsko-rosyjskim. Nie pamiętam czy były za darmo, czy w groszowej cenie. Ojciec przyniósł taki jeden do domu i dał mi ażebym oswoiła się z tak dziwnym alfabetem. Rosjanie chcieli w ten sposób umożliwić dorosłym i młodzieży szkolnej wcześniejsze oswojenie się z „cyrylicą” dla nas nie znanym alfabetem, którym w niedługim czasie będziemy musieli się posługiwać.

Już w drugim tygodniu od najazdu uruchomili wszystkie szkoły i kazali się stawić w szkołach wszystkim uczniom szkół podstawowych, średnich i gimnazjum. Rozpoczęli od reorganizacji szkolnictwa. Wprowadzili od razu obowiązującą u nich dziesięciolatkę, w którym mieszkał profesor muzyki Wirstiuk. Jego córka była naszą rówieśniczką, chodziła z nami do jednej klasy.

Białorusin, sąsiad koleżanki, okrutnym mordercą bezbronnego dziecka

W czasie powstania żydzi uciekali jak najdalej miejsca zbiórki. Byle dalej od centrum miasta. Jedna dziewczynka w naszym wieku, z naszej klasy, uciekała, była już przy domu Wirstiuków, był to ostatni dom, już tylko kilka metrów przez pole i las gdzie się schroni. Dziewczynka o bujnych rudych włosach, przerażona biegła, już tylko kilka metrów dzieliło ją od lasu, wtem zobaczył ją jeden z mieszkańców z tych domków. Wyrzucał gnój od świń. Zobaczył uciekające dziecko, wiedział że to żydówka, z widłami wybiegł za nią na drogę. W tym miejscu kończyła się już ulica. Dopadł ją i widłami zakłuł na śmierć. Potem spokojnie zostawił jej ciało na ziemi i poszedł po nagrodę do Niemców za zabicie żydowskiego dziecka.

Wirstiukówna i Wercia pogrzebały koleżankę w ziemi w miejscu gdzie zamordował ją, żądny pieniędzy Białorusin. Gdy Wercia mi o tym opowiedziała poszłyśmy razem na jej grób i postanowiłyśmy że postawimy krzyż na jej grobie. Nie była katoliczką, była żydówką ale czułyśmy że musimy to zrobić, żeby nie deptano po niej. Potem zrobiłyśmy wspólnie drewniany krzyż i postawiłyśmy na jej mogile.

Po wojnie, na Sylwestra w 1948 roku pojechałam do Krosna Odrzańskiego gdzie mieszkała moja koleżanka Wercia i ona mi mówi, że w mieście mieszka morderca naszej koleżanki i zajmuje we władzach miasta wysokie stanowisko. Poszłam do jej ojca z wyrzutami, dlaczego milczy, dlaczego nie powie o wszystkim, co wie milicji. Niestety ojciec powiedział, że z nim i milicja nic nie zrobi. Jest ponad nimi, a on chce żyć, a nie starość spędzić w więzieniu. Ja tego zdarzenia nie widziałam, człowieka nie znałam więc byłam bezsilna. Zastanawiam się tylko ilu jeszcze takich bestialskich morderców żyje w Polsce. W poważaniu u ludzi z racji zajmowanego stanowiska. Udając porządnych obywateli, szanowanych przez ludzi i dzieci, które nawet nie przeczuwają kim naprawdę jest ich ojciec.

Po likwidacji getta w mieście było bardzo ciężko, wiele ludzi zostało bez dachu na głową. Popalone sprzęty i odzież. Musieli jakoś przetrwać, nawzajem sobie pomagać, żeby przeżyć.

Klęska Niemców

Klęska Niemców była coraz bliżej. Można było to wyczuć z nerwowego zachowania, współpracujących z Niemcami Białorusinów i z wiadomości przekazywanych pocztą pantoflową. Radia i prasy nie było. Białorusini obawiali się, że w razie zmiany władzy oni jako konfidenci poniosą poważne konsekwencje. Chcieli jak najszybciej zniszczyć wszystkich Polaków, którzy coś o nich wiedzieli.

Niemcy zaczęli podejrzewać komendanta policji Sołowieja o kontakty z podziemiem. Tuż przed aresztowaniem Sołowiej i jego brat zdołali się ukryć. Przedtem spotkali się u siebie w domu z dowódcą oddziału AK „Strażnica” żeby omówić warunki ich przejścia do partyzantki. Po skończonym spotkaniu, straże zobaczyły zbliżający się oddział wojskowy idący od wsi w kierunku ich domu. Łącznicy okrężną drogą wyprowadzili dowódcę „Strażnicy”. Sołowiej z bratem i z bronią w ręku ruszyli do lasu.

Dwa tygodnie przed wyjściem Niemców z Nieświeża w łapance uwięziono około 60-80 osób młodych nawet 17-letnich. Załadowali ich na dwa ciężarowe samochody i wywieźli do obozu w Kołdyczewie, gdzie wszystkich rozstrzelali. Niemcy przed końcem wszystko burzyli, palili. Na ulicy, przed kościołem, postawili dwa działa i strzelili do wieży kościoła, zaczęła płonąć, tylko natychmiastowa pomoc księdza Kołosowskiego, uratowała kościół od całkowitego zniszczenia. Niemcy nie odeszli spokojnie. Bombardowali miasto. (…)

Spotkanie autorskie z Teresą Gładysz. Zielona Góra 22 maja 2019 r. Spotkanie prowadził Roman Czarnecki.

Teresa Gładysz, WSPOMNIENIA. Lata wojny i po… wg opowiadań męża Mariana Gładysza. Książka liczy 62 strony. Cena 15 zł plus koszt przesyłki.

Teresa Gładysz, Wspomnienia. Lata wojny i po…

Cała historię zawarłam w pięciu częściach:

  1. Rodzina.

  2. Krótki rys historyczny.

  3. Wkroczenie Niemców na nasze tereny.

  4. Deportacja do Niemiec na przymusowe roboty w Mittejdeutchen Motorenwerken w Taucha bei Leipzig.

  5. Życie po zakończeniu wojny.

Teresa Gładysz, Wspomnienia. Lata wojny i po…

Fragment:

Urodziłem się 28.02 1925 roku we wsi Stary Skałat, pow. Skałat woj. Tarnopolskie. Mieliśmy nieduże gospodarstwo rolne, ojciec dodatkowo trudnił się krawiectwem i miał pasiekę. Było nas, dzieci w rodzinie, pięcioro. Dzieci rodziły się mniej więcej co trzy lata. Najstarsza siostra, Józefa, potem brat o imieniu Adolf (w domu wołaliśmy na niego Dołek) następnie ja — Marian, brat Stanisław i najmłodsza siostra — Eugenia. Wyżywić taką gromadkę z małego gospodarstwa nie było łatwo, żyliśmy skromnie. Pomimo trudności materialnych, trójka starszych dzieci uczęszczała do szkoły średniej, która znajdowała się w Skałacie oddalonym od Starego Skałatu o 6 kilometrów. Do szkoły chodziliśmy pieszo, przez łąki i pola, tym skrótem było tylko 3 kilometry.

Wkroczenie Niemców na nasze tereny, lato 1941 rok

Były wakacje. Z kolegami paśliśmy krowy na wzgórzu, z którego widoczna była droga do Tarnopola. Zobaczyliśmy kolumnę aut pomału posuwającą się w kierunku Skałatu. W pewnym momencie kolumna zatrzymała się, z niej na drogę wyjechał żołnierz na motocyklu i pojechał do miasta. Objechał je, sprawdził, czy nie ma już Rosjan i zawrócił. Gdy wrócił, wówczas na drogę wyjechała część kolumny, która w zwartym szyku pojechała do miasta. W mieście Niemcy zorientowali się, że mieszka w nim dużo Żydów. Kazali na wszystkich domach w których oni mieszkali, na drzwiach napisać „Jude”. Polecili, ażeby lekarze i farmaceuci wyszli z domów i stanęli przed drzwiami obok. Zawrócili i podjechali do czekającej kolumny, z którą natychmiast w zwartym szyku ruszyli do miasta. Byliśmy ciekawi, jak wygląda niemieckie wojsko.

Zagoniliśmy krowy do domu i szybko pobiegliśmy do miasta. Gdy dotarliśmy na miejsce, zobaczyliśmy sceny, których nie zapomnę do końca życia. Niemcy wpadali do domów oznaczonych napisem „Jude” i strzelali do wszystkich obecnych. Domy w większości były parterowe, więc ludzie wyskakiwali przez okna, mając nadzieję, że uda się im jakoś uciec. Strzelano do wszystkich: do tych co byli w domu, do tych, co wyskakiwali i do tych którzy na ulicy. Omijali tylko tych, którzy przerażeni stali nieruchomo przed domami zgodnie z rozkazem.

W pewnym momencie zauważyli, że do jednego mężczyzny stojącego przed domem tuli się z płaczem przerażona kobieta. Podeszli do nich i jeden z Niemców zapytał kobietę, „jesteś lekarzem, czy farmaceutą”? Mężczyzna stojący obok powiedział – „ja jestem lekarzem, a to moja żona”. Niemiec brutalnie chciał oderwać ją od męża, ale on trzymał ją mocno i zasłaniał swoim ciałem. Wówczas Niemiec z uśmiechem podniósł broń i zastrzelił oboje.

Gdy to wszystko zobaczyliśmy, ukryci za węgłem jakiegoś domu, przerażeni uciekliśmy z miasta. Przez kilka dni Niemcy poszukiwali pozostałych przy życiu Żydów. Znalezionych bezwzględnie mordowali. Ulice miasta, parapety okien, wnętrza domów, były zasłane zwłokami pomordowanych. Niektórym Żydom udało się uciec z miasta, wówczas szukali schronienia na wsi. Rodzice ukrywali jedną żydowską rodzinę u nas w piwnicy.

Po pewnym czasie, zaczęli przychodzić do nas sąsiedzi mówiąc, że ukrywamy Żydów. Jak rodzice zaprzeczali, to tylko się uśmiechali. Ukrywanie Żydów groziło karą śmierci dla całej rodziny, a ten, co ich wydał, dostawał nagrodę. Wówczas rodzice zrozumieli, że nie mogą dalej ryzykować, widocznie ktoś zauważył, że ich ukrywamy i może nas wydać. W nocy dali Żydom prowiant na drogę i kazali dalej uciekać. Musieli tak postąpić, nie mieli innego wyjścia. Po ich odejściu usunęli z domu wszystkie ślady czyjejś bytności. Po kilku dniach wpadło do nas w nocy kilku miejscowych policjantów i jeden Niemiec. Przeszukali cały dom od strychu po piwnice, nie znaleźli żadnego śladu stwierdzającego, że ktoś oprócz nas tu był, więc odeszli .

Nie chodziliśmy już do szkoły. Trzeba było znaleźć pracę, tylko to mogło ochronić od wywiezienia do Niemiec. Dołek rozpoczął pracę w młynie, a ja u zegarmistrza. Okazało się, że nie zawsze to pomagało. Latem 1942 wywieziono Dołka do Niemiec, ja pracowałem nadal u zegarmistrza. (…)

Teresa i Marian Gładyszowie

Bogusław Mykietów, Zielona Góra, e-mail: aka@mykietow.pl