Wigilia Bożego Narodzenia, Jazłowiec i Kuliczkowscy

Szybkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Obrzędy, rytuał i tradycje tych świąt, które były kultywowane na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej, zostały przywiezione przez wysiedlonych na Ziemie Zachodnie a następnie do wielu innych krajów. Poniżej zamieszczamy opracowanie Czesława Antoniego KULICZKOWSKIEGO z USA.

Ja, Czesław Antoni KULICZKOWSKI nie posiadam dokładnych informacji o pierwszych wieczerzach wigilijnych celebrowanych przez rody KULICZKOWSKICH na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej (RP). W latach 1830-1895, w miasteczku Jazłowcu i okolicach zamieszkiwało 16 rodzin, zaś tuż przed II Wojną Światową – 11 rodzin o nazwisku KULICZKOWSKI. Ojciec, moi dziadkowie i inni przodkowie po mieczu pochodzili z miasta a następnie miasteczka Jazłowiec, w powiecie buczackim, w województwie tarnopolskim na Kresach Wschodnich RP. Jazłowiec na Kresach Wschodnich był i pozostanie rodzinnym gniazdem naszego rodu. Znawcy podkreślają, że wieczerza wigilijna przygotowywana w przeddzień Bożego Narodzenia stała się częścią polskiej tradycji w XVIII wieku. W naszym domu, Wigilia była wydarzeniem niezwykłym, podniosłym i szczególnym. Samo słowo Wigilia zawsze oznaczało wyjątkową wieczerzę przed Świętami Bożego Narodzenia.

Melchior Jakubowski, Jazłowiec, Warszawa 2016, s. 69, mapa nr 11 – miejsca kultu w Jazłowcu.

Jadłospis wieczerzy składał się z potraw postnych i bezmięsnych, których składniki pochodziły z pola, sadu, ogrodu, lasu oraz okolicznych wód; podczas wieczerzy nie podawano alkoholu. Doskonale pamiętam ten niepowtarzalny wieczór, który wypełniony był pracą, oczekiwaniem, aromatem tak potraw jak i też różnych wypieków; dodam, że podczas dnia (24 grudnia) aż do samej wieczerzy jedliśmy bardzo mało.

Wigilię rozpoczynaliśmy z pojawieniem się pierwszej gwiazdy na niebie. Przy pochmurnym niebie i przy braku gwiazd – a zdarzały się i takie wieczory, mój Ojciec Franciszek KULICZKOWSKI (1924-2014) tj. po śmierci swojej Mamy a mojej Babci Kazimiery (z d. MARCINKOWSKIEJ, KULICZKOWSKIEJ, 1901-1973) i Dziadzia Kazimierza KULICZKOWSKIEGO (1886/87-1957), zwoływał nas na wieczerze, która odbywała się w pokoju stołowym. Na naszym stole zawsze było dodatkowe miejsce oraz nakrycie dla nieoczekiwanego gościa lub podróżnika oraz dusz zmarłych – wierzono, że nikt nie powinien być sam podczas tego wieczoru. Podczas posiłku wspominano tych, którzy zmarli w danym roku i których dusze towarzyszyły nam w czasie wieczerzy.

Franciszek i Helena KULICZKOWSCY, Stare Żabno koło Nowej Soli, 1951 r. archiwum prywatne Czesława Kuliczkowskiego.

Wolne miejsce symbolizowało gościnność a także pamięć o bliskich świętujących Boże Narodzenie z dala od rodziny i ojczyzny. Poeta Wincenty Pol w „Pieśni o domu naszym” napisał m.in., A trzy krzesła polskim strojem / Koło stołu stoją próżne / I z opłatkiem każdy swoim / Idzie do nich spłacać dłużne / I pokłada na talerzu / Anielskiego chleba kruchy… / Bo w tych krzesłach siedzą duchy”. Wanda Chotomska (1929-2017), w wierszu pt. „To już pora na Wigilię” napisała, To już pora na Wigilię, to już czas, / A tu jeszcze kogoś nie ma pośród nas. / A tu jeszcze, a tu jeszcze ktoś ma przyjść / Bo przy stole wolne miejsce czeka dziś. Wśród potraw były te przypominające zmarłych przodków np. mak w kutii był symbolem zarówno życia, jak i śmierci. Suszone owoce w kompocie, który serwowano raz w roku na zakończenie tej wieczerzy, np. śliwki, symbolizowały uśpione życie.

Po prawie 45 latach od wyjazdu z Polski, kiedy myślę o Wigilii, nadal odczuwam szczególne emocje. W domu starano się o przygotowanie 12 potraw uważanych jako symbol 12 apostołów jak i też 12 miesięcy w roku.

Obraz olejny pędzla Franciszka KULICZKOWSKIEGO pt. „W świątecznej szacie”, 1955 r.

Franciszek Kuliczkowski opowiadał jak w Jazłowcu, jego Ojciec Kazimierz, tuż przed Wigilią wchodził do domu z symboliczną wiązką siana oraz snopkami nieomłóconego zboża przewiązanymi powrósłami tj. żyta, pszenicy, owsa oraz jęczmienia i rozstawiał je w kątach pokoju. Snopki te symbolizowały urodzaj, a tradycje ich stawiania tłumaczono tym, że w stajni Najświętsza Maryja Panna leżała połogiem. Zygmunt Gloger wyjaśniał, że zwyczaj stawiania snopków w rogach izby miał przybliżyć wygląd mieszkania do wnętrza groty czy też stajni betlejemskiej.

Tuż przed rozpoczęciem wieczerzy, Dziadzio Kazimierz i podobnie jak gospodarze w większości domostw KULICZKOWSKICH na Kresach Wschodnich RP a po 1945 r. na Ziemiach Zachodnich Polski, ogłaszał zebranym domownikom: Raduje się świat cały teraźniejszej pory. Radują się niebiosa i anielskie chóry. Brzmi muzyka w powietrzu, chwałę Bogu głosi. Że anioł pastuszkom nowinę przynosi. Że się Chrystus rodzi, gładzi grzech Adama. Że jest nam otwarta już do Nieba brama. Deklamacja ta kończyła się słowami: Ażebyście jak najdłużej żyli, jak najdłuższe lata. Czego życzę i tego wam wszystkim winszuje. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Siano rozkładane było pod białym obrusem tuż przed nakryciem stołu; dodam, że na Ziemiach Zachodnich, snopki zboża już nie były rozkładane w kątach pokoju. Ojciec przy stole żegnając się rozpoczynał modlitwę; my domownicy klęczący dookoła stołu odmawialiśmy z nim Ojcze nasz… Modlitwę kończyliśmy słowami: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu jak było na początku teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen. Nie było naszą tradycją odczytywanie stosownego fragmentu Pisma Świętego. Na stole, tuż obok talerzyka z opłatkiem zapalona była biała świeca.

Opłatek wigilijny – archiwum prywatne Czesława KULICZKOWSKIEGO

Biorąc przygotowany opłatek, który był położony na sianie – na białym talerzyku, Ojciec podchodził do Matki i życzył Jej zdrowia, cierpliwości i wytrwałości względem dzieci oraz domowych i rodzinnych obowiązków. Następnie podchodził do nas, czworga dzieci i od najstarszego do najmłodszego, przełamując się z nami opłatkiem życzył wiele zdrowia, sukcesów w nauce oraz wszelkiej pomyślności. My dzieci dzieliliśmy się opłatkiem miedzy sobą życząc sobie wesołych i pamiętnych świat, ale i jednocześnie prosząc o wybaczenie złego postępowania. Dzielenie się opłatkiem uważaliśmy za symbol przyjaźni, jedności rodziny i miłości. Podkreślę, że dość często Ojciec smarował opłatki miodem i składał je razem; w ten sposób podkreślano słodkość świątecznych przeżyć i pozbawiano się kłopotów z okruchami przełamywanego opłatka. Opłatek według nas oraz w opinii wielu osób był i pozostaje nawiązaniem do modlitwy Ojcze Nasz oraz nadziei aby go nigdy nie zabrakło: chleba naszego powszedniego.

Jadłem świątecznym jest kutia, potrawa z prażonych ziarn pszenicznych z miodem i makiem, tak opisał tę potrawę Józef Szujski w książce pt. „Polacy i Rusini” na stronie 30, a wydanej w Krakowie w 1896 r. Jak już wcześniej podkreśliłem, nasze korzenie sięgają Kresów Wschodnich RP. Ojciec często przypominał nam, że kultura wschodnich rubieży jest częścią naszej tożsamości.

Po przełamaniu się opłatkiem, jedliśmy kutię. Kutia to prawdziwy smak i mistycyzm Kresów Wschodnich. Kutia była i pozostaje wyjątkową potrawą na naszym stole podczas tej świętej wieczerzy. Potrawa ta przygotowana z ziaren obłuskanej oraz ugotowanej pszenicy, z makiem, miodem, rożnymi bakaliami i śmietaną, pozostanie do końca mojego życia potrawą rytualną. Wiele osób zalicza kutie do potrawy zaduszkowej, którą dawniej spożywano podczas pogrzebowej stypy jak i też podczas uroczystości zadusznych. Jej obecność na wigilijnym stole jest unikatowym reliktem. Popularność kutii wzrasta nie tylko w Polsce ale i również wśród tych z nas żyjących z dala od ojczyzny. Jest ona popularną potrawą wśród naszych przyjaciół i znajomych reprezentujących rożne rasy, grupy etniczne i wyznaniowe. Dla większości z nas, nie ma Wigilii bez kutii! Niektórzy podkreślają, że kutia była i jest jakby „królową” Kresowej Wigilii, kulinarnym przysmakiem, potrawą zapewniającą pamięć o zmarłych a także pomyślność wśród żyjących. Pamiętam z opowiadań najstarszych, że kutie pozostawiano na grobach najbliższych w czasie Świąt Bożego Narodzenia jako duchowy pokarm dla dusz zmarłych, wyraz jedności z nimi oraz pamięci o nich. Osobiście wraz z najbliższymi wręcz nie wyobrażamy sobie wieczerzy wigilijnej bez kutii tutaj w Stanach Zjednoczonych AP.

Lista podawanych potraw podczas naszej Wigilijnej Wieczerzy była i pozostaje następująca:

  • Opłatek, który święcimy w I Niedzielę Adwentu,

  • Kutia, podawana w temperaturze pokojowej,

  • Barszcz czerwony ugotowany na tzw. zakwasie i z grzybowym wywarem, podawany był z uszkami nadziewanymi grzybami, ziemniakami a czasem i śledziem,

  • Zupa migdałowa z ryżem i rodzynkami już zastąpiła tradycyjny barszcz w USA,

  • Grzyby z cebulą i śmietaną podawane na gorąco,

  • Karp w galarecie – po żydowsku, którego nie podajemy po naszej stronie Atlantyku,

  • Kapusta z grochem i cebulą podawana na ciepło,

  • Ryba smażona lub pieczona z sosem maślanym,

  • Pierogi z farszem z kapusty i grzybów, serem, ziemniakami czy też śliwkami,

  • Kołacz i masło,

  • Wypieki – typowymi bożonarodzeniowymi wypiekami były makowiec, piernik, sernik, pączki i ciastka; obecnie zajadamy się roladą z orzechów i z powidłami,

  • Kompot z suszu (tzw. „suszenica” z jabłek, gruszek, owoców cytrusowych i śliwek z dodatkiem rumu),

Przygotowanie grzybów, archiwum prywatne Czesława KULICZKOWSKIEGO

Podczas wieczerzy wigilijnej tj. pomiędzy podawanymi potrawami, śpiewaliśmy kolędy, które intonował mój Ojciec. Pierwszą kolędą, którą śpiewaliśmy przy stole była Wśród nocnej ciszy. Ojciec zawsze wyróżniał kolędy, które uwielbiał mój Dziadzio Kazimierz Kuliczkowski m.in. Bracia patrzcie jeno… i inne. Kolędy te wzruszały, dawały nadzieję i stwarzały szczególny nastrój wśród biesiadników. Pamiętam jak dziadkowie, a po ich śmierci rodzice, snuli wspomnienia oraz opowiadali nam o świątecznych przeżyciach swojego dzieciństwa, tych radosnych i smutnych, szczęśliwych i tragicznych. Opowiadano o dawnych tradycjach i bożonarodzeniowych zwyczajach na Kresach Wschodnich, które były niezwykłe i przesiąknięte nastrojem oraz wielkim majestatem. Podczas rozmów i opowiadań dowiadywałem się bardzo wiele od moich przodków, których już z nami nie ma – ale których nadal wspominamy poprzez praktykę naszego wigilijnego i świątecznego rytuału. Wręcz nie mogę sobie wyobrazić Bożego Narodzenia bez kultywowania tych tradycji i zwyczajów. Szczególnym błogosławieństwem jest urodzić się w rodzinie i uczyć się od dzieciństwa odpowiedniego stylu celebracji świąt – jestem wiec szczęśliwcem w pełnym znaczeniu tego słowa. Przekazywanie tradycji, zwyczajów oraz rytuału zawsze uważałem za nieodzowny element mojej i naszej kresowej tożsamości.

Fragment modlitewnika, zwanego „Kantyczką”, który został przywieziony z JAZŁOWCA na Ziemie Zachodnie w 1945 roku przez Kazimierę MARCINKOWSKĄ-KULICZKOWSKĄ.

Tradycyjne Kresowe wigilijne potrawy oraz zwyczaje Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku mają bogaty rodowód. Kresy Wschodnie RP były unikatowe z uwagi na to, iż były to tereny różnych grup etnicznych, języków, kultur, wyznań i przepisów kulinarnych – tereny pięknej mozaiki gdzie obchodzono święta w duchu wzajemnego szacunku i poszanowania. Zdaje sobie sprawę, że potrawy te różnią się między sobą w zależności od danego regionu Kresów jak i też obecnej Polski; ważną rzeczą jest fakt, że są one uszanowaniem Narodzin Jezusa Chrystusa. Od 1975 r. tj. od czasu mojego wyjazdu z Polski i życia na obczyźnie propaguję oraz odpowiednio wyjaśniam to nasze dziedzictwo. Organizowałem odczyty i tzw. warsztaty na ten temat, publikowałem artykuły w prasie oraz informacje na witrynach internetowych, także wielokrotnie występowałem w środkach masowego przekazu. Tradycje wigilijne ulegają zmianie, proces ten jest nie do powstrzymania. Uważam, że w kultywowaniu tych tradycji i zwyczajów strzeżemy nie tylko ciągłości rodowej ale również okazujemy szacunek wobec własnej tożsamości. Takie duchowe wartości i dziedzictwo wyniosłem z rodzinnego domu.

Szata świąteczna w Wilkes-Barre, Pensylwania – USA

Nieodłączną ozdobą w naszym mieszkaniu w czasie Bożego Narodzenia była choinka (szczególnie ta naturalna). Pamiętam z lat dzieciństwa, że choinka była oświetlona i przystrojona małymi świeczkami na metalowych spinaczach. Wspólnie ubieraliśmy choinkę i cieszyliśmy się zapachem igliwia. Obok bombek, wieszaliśmy na niej również jabłka, orzechy, cukierki, pierniki, szyszki. Ozdoby z kolorowego szkła, papieru i wydmuszek były wykonane własnoręcznie. Łakocie na choince przypominały nam o miłości i dobroci Chrystusa. Na wierzchołku drzewka umieszczany był wykonany z kolorowego szkła tzw. szpic. Przystrajanie (nie dekorowanie) kończyliśmy umieszczeniem na choince śnieżnobiałej waty i tzw. anielskich włosów. W latach 60-tych XX w. świeczki zostały zastąpione elektrycznymi światełkami. Światła przypominały nam, że Chrystus był i jest Światłością Świata.

Choinka

Zbliżenie dekoracji z informacją dot. przybycia Polaków do USA

Przykrycie stojaka choinki z życzeniami z okazji Świąt

Ozdoby choinkowe

Po zakończeniu wieczerzy, nas czworo rodzeństwa zajmowało się sprzątaniem oraz myciem naczyń w kuchni. Rodzice otwierali okno w pokoju ażeby umożliwić Św. Mikołajowi wejście z prezentami, które były układane pod choinką. W paczkach znajdowaliśmy m.in. cytrusowe owoce, słodycze, przybory do szkoły, czasem zabawki i coś z odzieży. Prezenty były raczej skromne choć bogatsze w swojej zawartości od tych na Kresach; dostarczały wiele radości, wzruszeń i zadowolenia. Chrystus pojawił się w postaci dziecka-niemowlęcia; my dzieci bardzo czekaliśmy na te podarki.

Msza św. Pasterka kończyła Wigilię; dorośli i młodzież udawali się do kościoła, najmłodsi wraz z seniorami pozostawali w domu. Pamiętam, że nie gaszono światła w pokoju, w którym była wieczerza w celu upamiętnienia, że właśnie narodziło się Dziecię Boże, Jasność i Światłość ludzkości. Po powrocie do domu, około godziny drugiej po północy, już w sam Dzień Bożego Narodzenia, kosztowaliśmy niektóre potrawy mięsne. W modlitewnej atmosferze refleksji i wspomnień, rozmawialiśmy przez wiele godzin.

Pamiętam od najmłodszych lat, że tzw. pierwszy dzień Bożego Narodzenia był tak na Kresach Wschodnich jak i też na Ziemiach Zachodnich uważany jako święto dla najbliższej rodziny i był obchodzony w zaciszu domowym, bez przyjmowania gości i składania wizyt. Tradycja ta przypominała o potrzebie spokoju i unikania zakłócania pobożnego nastroju Świąt. Na stole pojawiały się potrawy mięsne m.in. wędzona szynka, kiełbasa, boczek, polędwica, marynowane grzybki, ogórki, papryka, chrzan, sałatka jarzynowa, chleb, alkohol jak i też tradycyjny kołacz oraz inne wypieki. W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia szliśmy w gościnę lub przyjmowaliśmy we własnym domu zaproszonych gości, sąsiadów czy też przyjaciół.

Franciszek KULICZKOWSKI często podkreślał, że W Jazłowcu na Kresach Wschodnich, Boże Narodzenie było bardziej świąteczne, wzruszające, podnoszące na duchu i jakby trwało dłużej! Podkreślał niezwykły nastrój, mroźne dnie, zaśnieżone domostwa, spokojne i pełne refleksji wieczory. Wspominał odwiedziny, śpiewy i deklamacje kolędników z szopką oraz tych chodzących z gwiazdą.

Szopka Bożonarodzeniowa

Bardzo ubolewał nad tym, że w obecnej Polsce postępująca komercja ogranicza i podważa magię oraz świętość Bożego Narodzenia. Rozpaczał z powodu braku praktykowania świątecznych tradycji i zwyczajów. Uważał, że coraz bardziej brakuje odpowiedniej duchowości, szczerej gościnności, uszanowania, pobożnej radości i tradycyjnego rytuału. Ze łzami w oczach radował się, że na Ziemi Waszyngtona wciąż praktykujemy Kresowe tradycje, zwyczaje i rytuał.

Święta Bożego Narodzenia to błogi, szczególny i wyjątkowy czas całego roku. Wszystkim czytelnikom jak i współpracownikom Archiwum Kresowego życzę radosnej, spokojnej, tradycyjnej i wypełnionej pięknym nastrojem Wigilii oraz błogosławionych, magicznych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia.

Przygotowując powyższe opracowanie opierałem się na opowieściach i „Pamiętniku” pióra mojego Ojca Franciszka KULICZKOWSKIEGO oraz opowiadaniach mojej Babci Kazimiery (z d. MARCINKOWSKIEJ) KULICZKOWSKIEJ.

Korzystałem również z następujących publikacji:

  • Sophie Hodorowicz Knab, Polish Customs, Traditions and Folklore, New York 1993.

  • Renata Hryn-Kusmierek i Zuzanna Sliwa, Encyklopedia tradycji polskich, Poznań 1990.

  • A Cookbook of Treasures, Resurrection of the Lord PTO – Polish National Catholic Church, Edwardsville, Pennsylvania 1993.

Czesław Antoni KULICZKOWSKI, Boże Narodzenie 2019 r.

e-mail do autora: frczeslaw@aol.com


Czesław Kuliczkowski z psem Jake, Wilkes-Barre, Pensylwania – USA