Zbigniew Czarnuch, Opowieść o dwóch ziemiach mieszkańców Pyrzan (11). W Pyrzanach. Dzieje tej drugiej ziemi

Zbieramy chętnych na wyjazd na Kozaki – by zobaczyć okolice opisane w książce. Na zgłoszenia czekamy do końca stycznia 2020 r.: Bogusław Mykietów: aka@mykietow.pl

Nota wydawnicza wersji internetowej: Zbigniew Czarnuch,”Opowieść o dwóch ziemiach mieszkańców Pyrzan”, www.archiwumkresowe.pl 2020, Podstawą tekstu jest wydanie pierwsze z roku 1991, które zostało przez autora przejrzane, poprawione i uzupełnione. Tekst © Zbigniew Czarnuch 2020, ilustracje oznaczone znakiem wodnym © www.archiwumkresowe.pl . Dopiski (dop.): Bogusław Mykietów – w treści: BM. Uprasza się przy cytowaniu fragmentów, o podanie źródła jak wyżej.

Po zakończeniu cyklu umieścimy na naszej stronie, w zakładce ZAZULE KOZAKI KOŁO ZŁOCZOWA, WOJEWÓDZTWO TARNOPOLSKIE całą treść publikacji w jednym pliku, by można było tekst pobrać i wydrukować.

W PYRZANACH

DZIEJE TEJ DRUGIEJ ZIEMI

Wieś leży w pradolinie Warty. Pomiędzy Santokiem, gdzie rzeka przyjmuje nurt Noteci, a Kostrzynem gdzie oddaje swe wody Odrze. Przeszłość Pyrzan rysuje się ciekawie, zwłaszcza w odniesieniu do czasów swych początków jak i wydarzeń jakie miały tu miejsce w siedemnastym i dwudziestym wieku.

Jest to obszar zamieszkały w czasach prahistorycznych przez liczne ludy, a od około VI -VII wieku naszej ery zajęty przez plemiona Słowian Zachodnich. W dobie formowania się państwa polskiego ziemie te tworzą teren pogranicza Polan, Pomorzan i plemion Dolnego Śląska, a od zachodu Związku Wieleckiego, skupiającego kilka plemion Słowian Połabskich, będących w sojuszu z cesarzami niemieckimi.

W XII wieku istnieje na polach dzisiejszych Pyrzan słowiańska osada rybacka. Jedna z licznych rybackich wsi okalających rejon bagiennej niegdyś delty Warty. Tereny leżące przy ujściu Warty, znane jako historyczna ziemia lubuska znajdują się w tym okresie w rękach polskich władców, którzy administrują nimi za pośrednictwem kasztelanii lubuskiej i santockiej. Od czasu założenia przez Bolesława Krzywoustego około roku 1124 biskupstwa lubuskiego ludność tutejsza dotąd podległa biskupom poznańskim przechodzi do diecezji lubuskiej.

W wieku następnym pojawia się w okolicy, powstały w Jerozolimie podczas wypraw krzyżowych, zakon templariuszy. Sprowadzony nad Wartę i Myślę przez władcę tych ziem, poznańskiego księcia Władysława Odonica, lub jak chcą inni przez księcia śląskiego Henryka Brodatego. W połowie XIII wieku, w wyniku dyplomatycznych pertraktacji prowadzonych pomiędzy książętami śląskimi a niemieckimi, dochodzi do utraty przez Piastów ziemi lubuskiej i pojawienia się nad Wartą margrabiów brandenburskich, którzy przystąpili w 1257 roku do budowy nowego miasta położonego w pobliżu Santoka, nazwanego Landsberg (dzisiejszy Gorzów). To stało się powodem wywarcia pewnego nacisku na templariuszy, których mistrz w zamian za inne ustąpił Brandenburczykom te miejscowości,które leżały na trasie drogi prowadzącej z Kostrzyna do Gorzowa.

Wtedy to właśnie w 1262 roku Dąbroszyn, Kamień Wielki, Witnica, a także obszar dzisiejszych Pyrzan, znalazły się w ręku margrabiów niemieckich, którzy wkrótce sprowadzili z Kołbacza pod Szczecinem zakonników z reguły cystersów. Osadzili ich w Mironicach koło Gorzowa (niemiecka nazwa Himmelstadt) obdarowując szeregiem wsi, wśród których znalazły się Witnica, Łupowo, Mosina i Pyrzany. Miało to miejsce w roku 1300. Jest to najstarsza wzmianka pisemna o wsi występującej w dokumentach jako Pyren, Piren, Pyrene, Pyrehne. Niektórzy badacze dziejów skłonni są tę pierwszą wzmiankę datować na rok 1262, w którym wymienia się miejscowość Pudignowe w grupie tych, jakie templariusze odstąpili Brandenburczykom. Miejscowość ta ostatnio jest jednak lokowana na zachód od Witnicy. Chodzi o jakąś wieś, która zaginęła w mrokach przeszłości. Należy zatem odrzucić twierdzenie, iż „Pudignowe” to to samo co „Pyrehne”. Językoznawcy wyprowadzają pochodzenie tej nazwy od prasłowiańskiego „pyro”, czyli pszenica, względnie „pyrz”-perz.

Pyrzany nie na długo dostają się w ręce cystersów, bo wkrótce zakupuje je pewien rycerz, który stał się właścicielem folwarku o powierzchni 24 łanów. W tym czasie we wsi gospodarzy także kilku rolników uprawiających dalsze 11 łanów. Jeden łan to mniej więcej 15 do 20 hektarów. Możemy zatem powiedzieć, że w XIV wieku gospodarzy się tutaj na obszarze około 600—700 hektarów ziemi ornej, łąk i pastwisk. Miejscowa ludność miała nadal pewne zobowiązania wobec cystersów płacąc im dziesięcinę, czyli równowartość co dziesiątego snopka zboża, kury, gęsi, owcy itd. Dziesięcina ta przysługiwała właściwie biskupowi lubuskiemu, który w 1406 roku wiódł z zakonem spór, domagając się zwrotu należnych sum.

W roku 1337 wieś należy do rodu Wedingów. Dwa wieki później Pyrzany znajdują się na liście posiadłości innego możnowładcy z tych terenów o nazwisku Marwitz, do którego należą Marwice, Stanowice, Jenin, Wieprzyce, Tarnów, Wysoka, Kłodawa, Gralewo, Jeńczewo, Racław, Wojcieszyce i Santok.

Wiek XVI przynosi ważne wydarzenie w życiu religijnym tutejszej ludności. Wieś znalazła się przez kilkadziesiąt lat we władaniu księcia Hansa von Küstrin, czyli margrabiego Jana z Kostrzyna z dynastii Hohenzollernów, który odrzucił katolicyzm i stał się wyznawcą nauk Marcina Lutra. A ponieważ wyznanie księcia pociągało wtedy za sobą wyznanie ludu jego kraju, mieszkańcy jego państewka z katolików przeistoczyli się w protestantów. Książę skasował zakony, a ich dobra, podobnie jak folwarki duchownych świeckich, przejął na rzecz państwa. Mironice w związku z tym będą odtąd spełniały rolę ośrodka administracyjnego i urzędu skarbowego upaństwowionych dóbr kościelnych tej części Nowej Marchii – jak ziemia ta nazwana została przez Niemców.

Następny wiek przynosi ogrom zniszczeń wojny trzydziestoletniej (1618 – 1648). W wyniku rabunków, gwałtów, mordów, pożogi, epidemii, głodu i ogólnego spustoszenia, w drugiej połowie wieku pozostało w Pyrzanach na gospodarce dwu rolników. Długo trwała kuracja z ran zadanych przez tę potworną wojnę, skoro pół wieku po jej zakończeniu liczba mieszkańców wsi powiększyła się tylko o jednego rybaka i kilku chałupników pracujących na folwarku.

Podstawowym środkiem wyżywienia w latach biedy była kapusta i groch. Ziemniaków jeszcze nie znano. Gdy wieś obudowano, z czasem wykształciła się jej specjalność rolnicza: plantacje kapusty. Przez wieki, aż do lat ostatniej wojny, kapusta tutejsza szeroko znana była w bliżej i dalszej okolicy. Jesienne jarmarki w Witnicy, Słońsku, Gorzowie i Kostrzynie wypełnione były wozami pełnymi dorodnej, pyrzańskiej kapusty, w którą zaopatrywano także Berlin. Obok kapusty żródłem dochodów wsi była hodowla bydła i siano. W początku XVIII wieku w Pyrzanach istnieją już dwa rycerskie folwarki. Właścicielem jednego z nich jest Brezemann. Chłopi tutejsi za prawo gospodarzenia na jego ziemi odrabiali rocznie 280 dni pańszczyzny. Przez pięć dni w tygodniu ktoś z rodziny musiał pracować na folwarku.

W roku 1730 oba folwarki wykupuje król Prus i Brandenburgii, Fryderyk Wilhelm I, poddając je pod zarząd swych dóbr w Mironicach. W tym samym roku kawałek gruntu położony nad Wartą wydzierżawiony zostaje rodzinie Zimmermannów – znanych wówczas wytwórców szkła, którzy budują tu magazyny i port rzeczny. Zimmermannowie posiadali niewielkie huty szkła w Tarnowie i Łośnie, a także w Rybakowie. W dwu pierwszych hutach ogólna produkcja szkła w roku 1749 wynosiła 2737 skrzyń szkła okiennego, 12 skrzyń specjalnego szkła przeznaczonego do okien w karetach, 28 skrzyń szkła stołowego i luksusowego, malowanego złotem. Były to kieliszki, puchary, żyrandole i inne przedmioty zbytku. Wiele z nich produkowanych było z tak zwanego szkła białego. W roku tym wyprodukowanych zostało także 121 tysięcy butelek. Połowę z nich wyeksportowano do Hamburga i Amsterdamu.

Znaczna część tych wyrobów przechodziła przez magazyny w porcie rzecznym Pyrzanach. Być może z tutejszego portu korzystał również inny producent szkła, dziedzic Stanowic, von Golden, który w roku 1748 założył hutę specjalizującą się w produkcji szkła czarnego i butelek. Huty te przestały istnieć w końcu XVIII wieku. Powodem ich likwidacji była konkurencja hut śląskich, które po podboju Śląska przez Prusy mogły tu przywozić swe towary. Zaniechano produkcji także ze względu na niebezpieczeństwo wytrzebienia lasów. Huty potrzebowały bowiem jako surowca potażu (węglanu potasu) uzyskiwanego z popiołu drzewnego, a także dużych ilości drewna do podgrzewania kadzi. Król pruski zakazał produkcji szkła, drewno przeznaczając na cele ważniejsze strategicznie niż produkcja butelek.

Na początku XVIII wieku w okolicy, nad Wartą pojawiają się nowe „holenderskie” miejscowości. W tym Woxholländer-dziś Oksza . („Wox” to tyle, co stare koryto rzeki, zakole) oraz Vietzer Holländer, a w granicach dzisiejszego Boguszyńca Pyrehner Holländer. Chociaż prace melioracyjne tu przeprowadzone oparte były na tajnikach holenderskiej sztuki ujarzmiania żywiołu wody, to nie chodziło o ludzi narodowości holenderskiej. Chociaż być może wśród fachowców kierujących pracami odwadniającymi byli i tacy. W tym przypadku byli to koloniści osadzani na terenach zalewowych na prawach, odmiennych od tych, które mieli pańszczyźniani chłopi uprawiający pola. Tu trzeba było być oswojonym z żywiołem wody i znać się na tajnikach sztuki melioracji. Prowadzili gospodarkę hodowlaną, gdyż ich grunty były znaczną część roku pod wodą.

W dziejach Polski spotykamy się z pojęciem osad olęderskich. Nazwą tą określano wsie lokowane na terenach podmokłych na prawach gospodarki czynszowej. Tutejsze wsie holenderskie ( Holländereien) to tyle samo, co nasze polskie wsie olęderskie.

Następca Fryderyka Wilhelma I, Fryderyk II, zachęcony zdobyciem Śląska, planował dalsze poszerzenie granic swego państwa kosztem ziem zagrabianych sąsiadom. Pragnął zabrać Polsce ujście Wisły i dorzecze Noteci. Do tego celu potrzebne były armaty. W roku 1753 wykupuje więc z rąk prywatnych tartak w Witnicy, aby na jego miejscu zbudować hutę żelaza i metali kolorowych, nastawioną na produkcję zaopatrującą wojsko. Po dwóch latach nowoczesny wielki piec zaczął odlewać do 200 ton surówki rocznie. Surowiec był w pobliżu. Zarówno ruda darniowa, jak i węgiel drzewny. Gdy słota uniemożliwia docieranie ładunków do portu witnickiej odlewni w Kłopotowie (Vietzer Ablage) do portu w Pyrzanach przywozi się niekiedy także lufy armatnie i kule z witnickiej huty. Wozy w drodze powrotnej wiozą rudę wydobywaną z tutejszych łąk. Obładowane grzęzną na piaszczystej drodze, więc trzeba ją tu i ówdzie utwardzić. Jeszcze dziś w Pyrzanach znaleźć można resztki przywożonego tu z huty szafirowego żużla. Aby koła wozów mogły się należycie obracać, muszą być smarowane. W Pyrzanach urządzono smolarnię. Dziegieć tu produkowany był towarem poszukiwanym przez woźniców do smarowania osi, a kobiety potrzebowały go do walki z wszawicą i kołtunem, plagami dziecięcych głów. Podobne smolarnie istniały na skraju lasów w Dzieduszycach, Mosinie, Bogusławiu i wielu innych wsi Nowej Marchii.

Ślady po porcie rzecznym Hoffmannów w postaci dawnego jej kanału oraz szklanej stłuczki napotkać można przy mostku przerzuconym przez odwadniający pobliskie łąki kanał Maszówek. Dziś jest to krajobraz znacznie przeobrażony. Dawne nadwarciańskie bagna, błota, zalewy, jeziorka, stare zakola rzeki, wysepki, mokradła przemieniły się w łąki i uprawne pola. Dzikie gęsi, kaczki, wydry, raki i bogactwo ryb wyparte zostały przez bydło, konie, stada gęsi domowych. Przemiana nastąpiła za sprawą Fryderyka II Wielkiego, który pomny klęski powodzi 1736 roku, kiedy to w Pyrzanach wszystko co żyło, chroniło się na wyniesieniach skarpy pradoliny, idąc śladem osadniczych dokonań swego ojca założyciela wsi olęderskich, postanowił tereny te zmeliorować, a groźną dotąd Wartę ujarzmić potężnymi przeciwpowodziowymi wałami.

Z rozkazu króla w roku 1765 przybył na te tereny pułkownik Isaak Jacob von Petri – kartograf, który dokonał dokładnych pomiarów pod plany założenia tu dziesiątków nowych wsi. Na nich opierał się będzie minister Franz Balthazar Schonberg von Brenkenhoff. Ten za siedzibę sztabu, z którego będzie dowodził wielkim przedsięwzięciem, obrał sobie niezaludnioną wyspę Fichtwerder (dziś Świerkocin). Tu kazał zbudować budynek Komisji Kolonizacyjnej, zaś w pobliżu, już na terenach wyniesienia, wznieść stadninę koni. Prace melioracyjne nad Wartą rozpoczęto od wsi Borek pod Gorzowem. Dziesięć lat później wał sypany od Gorzowa zbliżył się do Świerkocina. W tym czasie ośrodek kierowniczy prac melioracyjnych przeniesiono do Kostrzyna, a w Świerkocinie osiedlono 42 rodziny rzemieślników i robotników niezbędnych do prowadzenie dalszych prac nad osuszaniem Błot Warciańskich ( Warthebruch) jak nazywa się teren dolnej Warty od Santoka do Kostrzyna. Otrzymali oni mieszkania w bliźniaczych domach a każda rodzina 5 morgową działkę na ogrody i możliwość utrzymania krowy. Wtedy też zlikwidowano stadninę koni a na jej miejscu urządzono tak zwany Amt Pyrehne, czyli odrębny od Moronic samodzielny rejon administracyjny dla kilku tutejszych nowo powstałych w dobrach królewskich kolonii.

Pyrzany powiększyły swój obszar gruntów uprawnych i łąk o dalsze 320 mórg, czyli około 160 ha. Wieś nadal była własnością króla i znajdowała się w administracji zarządu dóbr królewskich w Mironicach. Koloniści pojawili się także i w Pyrzanach. . W końcu XVIII wieku w spisach gminy wyznaniowej znajdujemy ich nazwiska: Bartz, Bumke, Domcke, Gabbe, Ottow, Paehlicke, Paescke, Radack, Robbach, Selchow, Strutz, Tietz, Wand, Wechow, Whlitz, Wendt, Wenland, Wilck, Zepernik.

W roku 1772 ma miejsce pierwszy rozbiór Polski, w wyniku którego Fryderykowi II przypadł Gdańsk i Pomorze Gdańskie, Warmia oraz okrąg nadnotecki z Bydgoszczą. Król oddelegował Brenkenhoffa do Bydgoszczy, by kierował budową kanału bydgoskiego, który poprzez Brdę i Noteć połączył Wisłę z Odrą, a Rosję z Europą zachodnią. Kanał budowano w dzień i w nocy. Po niespełna trzech latach popłynęły nim pierwsze statki rzeczne. Jego budowa podniosła rangę Warty jako fragmentu drogi wodnej łączącej Wisłę z Łabą.

Król Fryderyk II, wielki wróg Polaków do których odnosił się z lekceważeniem i pogardą, nie przewidział że niespełna dwieście lat później, Nowa Marchia ziemia jego pruskiego państwa, o którą tak się troszczył, przypadanie Polsce a my obecni mieszkańcy tej ziemi będziemy mogli pozytywnie oceniać jego tutejsze gospodarcze dokonania, rozjaśniając jego ponury obraz polakożercy.

Po założeniu Świerkocina i przysiółków (które później znalazły się w granicach wsi Nowiny Wielkie i Białczyk), a także wsi położonych za Wartą, w Pyrzanach żyło się ciekawiej. Wieś stała się przez krótki czas dla przybyłych kolonistów małym centrum handlowym okolicy, póki nie wykształciły się inne ekonomiczne powiązania. Osiedlonej w nowych wsiach ludności zarząd domen królewskich w Amt Pyrehne wydał zakaz łowienia ryb Zajmowali się tym rybacy – chałupnicy zamieszkali w Pyrzanach. Ich obszar połowów rozciągał się od Jenina po granice witnickich pól. Poza zaopatrywaniem w nie ludności wsi, mieli obowiązek dostarczania ryb także do izby wojskowo-skarbowej w Kostrzynie.

Wśród osadzonych w Pyrzanach i okolicy kolonistów byli tacy, których określano w dokumentach mianem „ludzi polskich”, co niekiedy bywało odczytywane, jakoby byli to Polacy. W rzeczywistości była to ludność niemiecka, wyznania ewangelickiego, zamieszkująca tereny zachodniej Wielkopolski i Pomorza. Byli to dawni uchodźcy z Niemiec w latach wojny, głodu i fiskalnego ucisku szukający lepszego bytu w Polsce. Teraz w XVIII wieku w związku z łamaniem przez polską szlachtę warunków zawartych z nimi umów ograniczających ich wolność osobistą i wolność wyznania tym razem uciekali do Prus i tu nad Notecią, Wartą i Odrą znajdywali swe kolejne schronienie. W przytoczonym wyżej spisie kolonistów pobrzmiewa echo nazwisk Domka, Wilka, Paliczki czy Cepernika Nie można wykluczyć, że byli wśród nich Polacy z małżeństw mieszanych czy rodziny Polaków zniemczonych.

W roku 1772 wieś Pyrzany, zlokalizowaną wtedy nad brzegiem rzeki w obecnej południowej części wsi w rejonie magazynów szkła Zimmermanna, nawiedza klęska. Zwarta zabudowa ulicówki uległa pożodze. Zarząd domen królewskich podjął decyzję mającą na celu uniknięcie w przyszłości takiego totalnego nieszczęścia. Służyć miał temu inny sposób wytyczania siedlisk w nowym miejscu. Stąd ten intrygujący układ przestrzenny obecnej wsi z dużym kojarzącym się z miasteczkiem dużym prostokątnym placem. Podobny układ spotkać możemy w Polichnie koło Santoka i Trzebiechowie koło Sulechowa i wielu wsiach zaodrzańskiej Brandenburgii. Był to dość popularny w tym czasie sposób lokacji wsi powstałych w XVIII i XIX wieku. Takie zlokalizowane w centrum wsi owalne placyki ze stawem pośrodku i kościołem określane słowem nawsie znane są w tej części Europy już w średniowieczu. Były łąką, na którą wypuszczano z zagród bydło przed jego pędzeniem na pastwiska przez jednego wspólnego dla całej wsi pastucha. Nawsie w Pyrzanach odróżniało się od nich prostokątnym kształtem i imponującym rozmiarem.

Wiek dziewiętnasty przynosi zanik feudalnych stosunków własnościowych. Zwyciężający kapitalizm spowodował likwidację pańszczyzny i stworzył możliwość wykupu uprawianej ziemi. Rozpoczął się długotrwały proces zmiany struktury wielkości gospodarstw. Drogą spadków, darowizn, kupna i sprzedaży jedne gospodarstwa upadają, inne powiększają swój obszar użytków rolnych.

Na początku wieku XIX, gdy w zajętej po klęsce Prus przez Francuzów kostrzyńskiej twierdzy na mocy zgody Napoleona Bonapartego kwateruje – jakiś oddział Legionów Dąbrowskiego, które z ziemi włoskiej do Polski tutaj przekraczały Wartę – wieś liczy około 270 mieszkańców. Wszyscy oni przeżyli dopiero co grozę wieści, że Witnica w roku 1806 została przez Francuzów spalona i taki sam los spotkał niedaleki Jenin. W Pyrzanach tym razem skończyło się na zwykłym w takich okolicznościach rabunku, gwałtach i plądrowaniu. W czasie wojny żołnierz musi jeść, żony i dziewczyny zostały daleko we Francji, a trzeba do domu wrócić z trofeami, bo rodzina i dalsi krewni tego oczekują…

Za życia następnego pokolenia pożar znowu niszczy wieś. Nie pomogła nowa koncepcja zabudowy. Pożar zniszczył wiele domostw, kościół i szkołę. Stało się to w 1842 roku.

W drugiej połowie tego wieku zbudowano nowy, murowany kościół z wieżą, usytuowany w środku nawsia. Wraz z nim wystawiono także murowaną plebanię, w której mieści się dziś Dom Ludowy. Większość domów nadal budowano techniką ryglową, czyli konstrukcji z belek ze ścianami z gliny zmieszanej ze słomą. Co zamożniejsi stawiali domy murowane. Dawne dwa królewskie folwarki zostały sprywatyzowane . Po tym leżącym w północnym skraju wsi zachował się fragment parku, zabytkowa stodoła i zbudowany później dworek, w którym przez pewien czas była siedziba leśnictwa. Po folwarku drugim, usytuowanym w jej południowej części tuż przy szosie do Świerkocina, zachował się dom z XVIII wieku – dawny dwór zarządcy stojący w otoczeniu późniejszych zabudowań gospodarczych.

Pierwsze niepełne półwiecze XX w. oprócz wielkiej wojny i poniesionych strat, wśród których było także utrata życia wielu poległych na jej frontach mieszkańców Pyrzan, a potem super inflacji i wielkiego kryzysu, nie przynosi wsi istotniejszych przeobrażeń dostrzeganych w zachowanej budowlanej substancji wsi. Wspomnieć tylko trzeba jej elektryfikację i telefonizację oraz budowę stałego mostu w Świerkocinie, który zastąpił przeprawę promową na Warcie. To co ma miejsce w Pyrzanach do roku 1939, jest przykładem normalnych procesów cywilizacyjnych, które analogicznie występowały w podobnych miejscowościach Niemiec. Trwa nieprzerwanie proces zmiany struktury społecznej i ekonomicznej wsi – plajtują gospodarstwa nierentowne rozwijają się te typu farmerskiego. Nadmiar ludności wymusza na wielu konieczność szukania pracy poza rolnictwem.

W roku 1939 wieś zamieszkiwało 667 osób. Połowa z nich utrzymywała się z pracy w rolnictwie i leśnictwie. Pozostali środki do życia czerpali z pracy w przemyśle, handlu, transporcie i rzemiośle, dojeżdżając do pobliskich miast. Gospodarstw rolnych było w Pyrzanach 115. Ich wielkość była zróżnicowana. Większość rolników gospodarowała na obszarze do 5 hektarów. Trzydziestu miało gospodarstwa od 5 do 10 hektarów. Dwunastu uprawiało ziemię w granicach 10 – 20 ha, a pięciu powyżej 20 ha. Pyrzany były więc wsią raczej biedną. Zaledwie kilkanaście gospodarstw miało przed sobą dalsze perspektywy rozwojowe. Pozostali byli w przyszłości skazani na ekonomiczną plajtę.

Dojście do władzy Hitlera podnosi rangę polityczną wsi. Z Pyrzan wywodził się Helmut Reinke, wysoki komisarz III Rzeszy do spraw polityki agrarnej. Nic z tego jednak dla wsi nie wynikało. Splamił się członkostwem w kierownictwie centralnego urzędu do spraw osadnictwa rasowego.

W okresie drugiej wojny światowej fakt masowej mobilizacji rolników do armii mógł zaowocować stratami w rolnictwie. Do tego władze hitlerowskie dopuścić nie mogły. Brakujące ręce do pracy uzupełniono poprzez bezprawne w świetle prawa międzynarodowego zatrudnianie jeńców wojennych i wywożenie z podbitych krajów na przymusowe roboty ludności cywilnej. W Pyrzanach znajdowała się filia obozu jenieckiego w Drzewicach, zatrudniająca jeńców francuskich. Około 30 osób zamieszkiwało jeden z budynków usytuowany w centrum wsi. Jeńcy pracowali w poszczególnych gospodarstwach, a po pracy przebywali w otoczonym drutami domu pod strażą niemieckich wartowników. W Pyrzanach byli również wywiezieni tu do prac przymusowych, obywatele polscy i radzieccy.

Wśród zmobilizowanych do wojska znalazł się syn tutejszego pastora, Helmut Lent. Był lotnikiem. W czasie działań wojennych wyróżnił się stoczeniem 110 walk powietrznych, z których wyszedł cało. Uhonorowany w 1944 roku najwyższym hitlerowskim odznaczeniem bojowym: krzyżem rycerskim z brylantami, liśćmi dębowymi i mieczami. Zginął w tym samym roku podczas jednego z nalotów bombowych. Sławę syna przyszło okupić śmiercią ojcu, który zginął kilka miesięcy później w wyniku strzałów jednego z radzieckich żołnierzy. W okresie przygotowań do ofensywy odrzańsko-berlińskiej na polach Pyrzan i Białczyka Sowieci w lutym 1945 roku zbudowali przyfrontowe polowe lotnisko.

Po wkroczeniu wojsk Armii Czerwonej na tereny dorzecza dolnej Warty, na przełomie stycznia i lutego 1945 roku, i wykrystalizowaniu się sytuacji na froncie, w związku z walkami o Kostrzyn i o utrzymanie zdobytych dwóch zaodrzańskich przyczłóków, zadecydowano że niemieccy mieszkańcy podkostrzyńskich wsi będą ewakuowani bliżej Gorzowa. Wśród licznej grupy ludności z tych wsi znalazła się w Pyrzanach rodzina pastora z Dąbroszyna. Jego krewna, Margarete Jannicke, prowadziła pamiętnik, który został opublikowany w książce ziomkostwa landsberczan z 1976 roku. Dalsze losy Pyrzan i okolicy prześledźmy czytając relację naocznego świadka.

FRAGMENTY PAMIĘTNIKA

12 lutego. W nocy strzelanina. Lotnictwo niemieckie bombarduje teren budowy rosyjskiego lotniska. Nasz dom drży w posadach. Rano zjawiają się Rosjanie. Znowu wszystko przewracają do góry nogami. Zabrali nam budzik i mój grzebień. U Pastora w Pyrzanach znowu przeszukiwano dom. Było słychać wrzaski i krzyki. Syn pastora Helmut był słynnym lotnikiem odznaczonym krzyżem rycerskim. Ktoś musiał o tym donieść Rosjanom.

13 lutego. Dziś przeżywamy duży smutek. Opuszczają nas dwie dziewczyny, Rosjanki, wywiezione tu na roboty. Dostały wóz z koniem i zabrały sporo żywności ze sobą. Pożegnanie było serdeczne i pełne łez. Nawet pies Hektor łasił się i drapał ziemię w niepewności. Teraz więc jesteśmy skazani na siebie. Dziewczęta wiele nam pomagały i broniły w potrzebie. Pastor Lent stwierdził, że Olga i Katia były bardzo mu pomocne. Gotowały posiłki także oficerom.

14 lutego. Nikt nas w domu nie niepokoił, ale na dworze słychać było strzelaninę i warkot przejeżdżających samochodów. Po południu pojawili się uciekinierzy z Mosiny. Dotarli tu pieszo, 15 osób. Kazano im opuścić swą wieś. Olga i jej grupa jest nadal na wsi. Widocznie nie chciano, aby oddalały się od Niemców przez powrót do swego kraju.

15 lutego. Wagony kolejowe z Kutna zatrzymują się w pobliżu Białcza. Samoloty rosyjskie krążą nisko nad naszymi domami. Na kościele wisi plakat z apelem gen. Paulusa do mężczyzn i rozkazem o obowiązku pracy. Pani Pade proponuje podarowanie nam świni, abyśmy zaopatrzyli się w mięso i tłuszcz. Ze wsi otrzymujemy darmo masło, chleb, jaja, proszek do prania. W Pyrzanach nie ma polowego szpitala, jest tylko komendantura. Dwie kobiety z Białcza przynoszą nam chleb i sól. Gdzieś od strony Kostrzyna słychać dalekie strzały.

16 lutego. Noc cicha. Tutejsi Rosjanie to przeważnie ludzie starsi. Powiadają: „Wojna niedobrze. Siedzieć w domu dobrze”. Strzelają do kur i kobiety mają dużo pracy z ich skubaniem. Zwołano wszystkie dziewczyny i kobiety do lat 50 i kazano im z łopatami udać się do pracy przy budowie lotniska. Cała ich kolumna przeciągnęła koło naszego domu. Wśród nich znalazła się Jadwiga. Ewakuowano ludność Sarbinowa, Krześnicy i okolic. Przepędza się przez wieś wielkie stada bydła. Rosjanin wyprowadził nam ze stajni dużego konia. Szukał wódki. Na podwórze wjechały trzy samochody. Dom pastora Lenta jest zupełnie zdemolowany. Nie ma ani jednego całego talerza. Jego córka jest zatrudniona przy pracach na lotnisku. Obydwoje staruszkowie są zrozpaczeni. Przed naszym domem zatrzymują się wciąż nowe samochody z Rosjanami i odjeżdżają. O dziesiątej wieczorem ktoś dobija się do mieszkania i domaga się pościeli. Wszedł do pokoju, ściągnął Heinerowi i babci kołdry i zniknął w ciemności, zostawiając nas w spokoju.

17 lutego. Jadwiga w pracy. Żołnierze gotują i smażą, a po posiłku wyjeżdżają. Po południu przyszła pastorowa Lent ze swoją córką. Mówi nam, że wczoraj jej mąż został zabity. Po raz któryś zjawili się Rosjanie i przeszukiwali dom. Jej mąż powiedział do nich pełen wzburzenia: „Czego jeszcze od nas chcecie. Myśmy wam już wszystko oddali. Zabijcie mnie w końcu. Ja chcę do Jezusa!” Wtedy padł strzał. Rosjanin strzelił w brzuch i pastor oblał się wielką strugą krwi. Kilka godzin później skonał. Żona i córka wyniosły go na katafalk. Trumny nie ma i tak musi zostać pochowany. Komendant wydał nam rozkaz spakowania się i opuszczenia Pyrzan w ciągu godziny. W międzyczasie wróciła z lotniska Jadwiga wraz z innymi kobietami. Heiner zaprzęga konia. Co mamy robić? Dokąd mamy się udać? Raz jeszcze pojawia się pani Lent z córką, chcą się do nas dołączyć. Mają mały ręczny wózek, ale pragną wcześniej pochować zmarłego. Jadwiga powiada, że przez Lentów możemy być narażeni na niebezpieczeństwo. Pozostały nam jeszcze dwa konie, a Heiner ma tylko 15 lat. Obie panie zadecydowały, że same pójdą ze swym małym dobytkiem do Chwałowic, gdy pochowają pastora.

Wieś jeszcze nie opustoszała. Nie mamy pewności: jechać czy nie jechać. Przybyli wysiedleńcy z Warnik, ciągnąc za sobą ręczne wózki. Śmierć pastora spowodowała naszą rozterkę (…). Ponownie zjawiają się Rosjanie domagając się jedzenia. Heiner pomrukiwał niezadowolony, ale posiłek musiałyśmy przygotować. Tej nocy pozostaliśmy jeszcze w domu, który zapełnił się żołnierzami. Rosjanie zatarasowali nasze drzwi meblami i nie mogliśmy wychodzić z mieszkania. Tej nocy nie spałam.

18 lutego. W ostatnim momencie przed naszym odjazdem pojawił się na podwórku jakiś Rosjanin. Zabrał nam plandekę od naszego wozu. Wszyscy siedzą na wozie. Postanowiliśmy jechać sami. Babcia jest zdania, że powinniśmy sprawdzić, czy można jechać wałem do Włostowa. Komendant nam odpowiedział: „Kierować się prosto na Stalingrad”. Ja byłam zdania, że nie powinniśmy korzystać z głównej szosy, lecz winniśmy jechać wałem. Wszędzie widać przeganiane wielkie stada bydła, wozy z wysiedleńcami. Zderzamy się z wojskową kolumną transportową. Zjeżdżamy na bok. Po pół godzinie ruszamy wolno w dalszą drogę. Pytamy o drogę do Włostowa. Okazuje się, że musimy jechać wałem w kierunku Gorzowa. Jest strasznie zimno i wieje wiatr. Heiner jest bardzo dzielny. Nasz wóz zaprzęgnięty jest w dwa małe konie. Ostatnie dwie godziny jazdy były straszne. Jadwiga bała się o Heinera, nie dowierzając jego umiejętnościom powożenia. Wzięła z jego rąk cugle i powoziła sama. Jadąc po wertepach wóz pochylał się z boku na bok, a pasażerowie rzucani byli na wszystkie strony. Dzieci krzyczały, ja byłam zrozpaczona. Zadumana, w ostatniej chwili zauważyłam nowe dla nas niebezpieczeństwo. Młodzi Rosjanie pędzili kolejne stado bydła. Szybko schowaliśmy Heinera przykrywając go starym paltem, aby go Rosjanie nie dostrzegli. Ale oto już są na naszym wozie i przewracając bagaże krzyczą: „zegarki, zegarki, spirytus”. My jednak już nic z tych rzeczy nie posiadamy. Na krótko powtórzyło się znane nam przedstawienie.

Babcia przypomniała sobie, że we Włostowie mieszkają jej dalecy krewni. Następna wieś Gostkowice jest niemal cała spalona. Pytamy o rodzinę Roselerów: „w pobliżu następnej wsi, na podwórku rosną dwa stuletnie kasztany” – słyszymy w odpowiedzi. Szczęśliwie dotarliśmy do celu (…).

Nie przeczuwaliśmy w tamtą niedzielę, że los połączy nas, mieszkających tu, u Roselerów, gromadę wysiedleńców w jedną wspólnotę nieszczęścia jeszcze przez 73 dni”.

1905, około Pyrehne Pyrzany Poniemieckie fotografie ślubne z Pyrzan- duży format- na obu stronach kartonu, znalezione na strychu. Zbiory Krystyny Borawskiej, Pyrzany.

Po tych siedemdziesięciu trzech dniach bo wojna się zakończyła i autorka pamiętnika wraz z inni mieszkańcami ewakuowanych wsi powróciła do swych zagród. Nie na długo jednak. Kilka tygodni później ludność wsi ziemi gorzowskiej, zostanie siłą „przesiedlona” za Odrę. Na dworzec kolejowy w Witnicy już od pewnego czasu zaczęły przybywać transporty ludności ze wschodu, która koczowała albo na stacji, albo na terenie boiska szkolnego koło kościoła, bo w budynku szkolnym zajętym na schronisko PUR nie wszyscy mogli się pomieścić. Czekali na wysiedlenie Niemców, aby zająć ich zagrody.

Jutro kolejna część: Lęki / Władza / Szkoła / OSP / Parafia