Z kresowego albumu dziadka (8). Folwarki koło Złoczowa. Krótka historia o niedokończonych skrzypcach.

Folwarki, lata 30. XX w.

Miejscowość Folwarki, obecnie dzielnica Złoczowa o nazwie Pidhorodne. To stąd wywodzi się i mieszkała przed wojną rodzina Z.

Folwarki koło Złoczowa w 1924 roku

Jakub Z. wraz żoną Anną z domu Różycką razem wychowali siedmioro dzieci, cztery młodsze córki i trzech starszych synów. Jedną z tych córek była moja babcia, Stefania.

Jakub w latach 30. XX w. prowadził pracownię, a właściwie warsztat lutniczo-stolarski. Spod ręki pradziadka wychodziły podobno instrumenty, głównie smyczkowe w typie skrzypiec, a może i inne? W środku naklejał karteczki ze swoim nazwiskiem.

Prawdopodobnie taki instrument, dzieło rąk Jakuba został wywieziony i był eksponatem w jednym z muzeów w USA. Niestety nie mam informacji w którym. Tyle wiem z przekazów rodzinnych.

Chcąc sprawdzić te wiadomości, zwróciłam się do kilku krajowych muzeów instrumentów muzycznych, z zapytaniem, czy w swoich zasobach mają jakąkolwiek informację, lub ślad po warsztacie, lub instrumentach sygnowanych nazwiskiem Z., albo o innych tego typu pracowniach w okolicy Lwowa. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że tereny te to dla nich ciągle biała karta, jeszcze nie odkryta i wiedza jaką posiadają na ten temat jest nikła.

Pradziadek wraz ze swoimi braćmi oraz synami chętnie grywali przy okazji różnych uroczystości rodzinnych, a także na okolicznych weselach.

W pracy w warsztacie, Jakubowi pomagały córki, w tym babcia Stefania i jej siostra Wanda. Jako najmłodsze z rodziny zajmowały się głównie wyginaniem drewienek na odpowiednie kształty.

Bardzo tego nie lubiły, wolały zajmować się czymś innym, ale ojciec gonił je do roboty. Córka Wandy, kuzynka mojego taty do dzisiaj ze śmiechem wspomina, jak jej mama buntowała się i przedrzeźniała ojca, słysząc ciągłe ponaglenia: trzymaj to, wygnij, nie puszczaj. Ale nie było rady, słuchać musiała. Posłuch i szacunek się ojcu należał.

Z czasem rodzeństwo założyło swoje rodziny. Jakub wyprawił wesela córkom i dalej prowadził warsztat.

Złoczów. Ślub Stefanii i Antoniego, 1938 r.

Jesienią 1945 roku, rodzina zaczęła się pakować. W ramach przesiedleń na „Ziemie Odzyskane” dostali przydziały w różne miejsca docelowe i zostali rozdzieleni.

Rodzina Jakuba

W domu została tylko Anna, bratowa babci. Postanowiła na miejscu czekać na powrót męża ze Stalagu, a wraz z synową i wnukami został schorowany i słaby już Jakub. Nie chciał zostawiać synowej samej, ale też nie czuł się na siłach by wytrzymać trudy podróży i jechać w nieznane.

Pradziadek zmarł w 1949 roku, a Anna nie doczekawszy się powrotu małżonka, z ostatnią turą repatriacji wraz z dziećmi wyjechała do Polski. Zabrała ze sobą ostatnie niedokończone skrzypce, nad którymi z wielkim już trudem pod koniec życia pracował jej teść, a mój pradziadek Jakub.

Niestety w chwili obecnej nie możemy już cieszyć oczu ich widokiem, ponieważ nieodpowiednio przechowywane i konserwowane oraz wielokrotnie przenoszone, po prostu z czasem się rozpadły.


Część ósma jest jednocześnie ostatnią historią z cyklu wpisów pod wspólnym tytułem „Z Kresowego Albumu Dziadka….”

Kresowa odyseja mojej rodziny dobiegła końca. Rodzina się rozjechała i rozsypała po Polsce i po świecie, tak jak rozpadły się niedokończone skrzypce pradziadka Jakuba.

Dopiero teraz, współcześnie, my wnuki próbujemy scalić ją na nowo i ocalić to, co jeszcze się da od zapomnienia.

Dziękuję wszystkim za zainteresowanie, pomoc i wsparcie oraz miłe i ciepłe recenzje.

Pozdrawiam, Renata

Adres do kontaktu: naciao@op.pl


Wszystkie części mojej opowieści znajdują się tu: Z kresowego albumu dziadka. Złoczów, Lwów, Jarosław…