Zbigniew Czarnuch, Opowieść o dwóch ziemiach mieszkańców Pyrzan (10). Za drugich sowietów / Na zachód w nieznane

Zbieramy chętnych na wyjazd na Kozaki – by zobaczyć okolice opisane w książce. Na zgłoszenia czekamy do końca stycznia 2020 r.: Bogusław Mykietów: aka@mykietow.pl

Nota wydawnicza wersji internetowej: Zbigniew Czarnuch,”Opowieść o dwóch ziemiach mieszkańców Pyrzan”, www.archiwumkresowe.pl 2020, Podstawą tekstu jest wydanie pierwsze z roku 1991, które zostało przez autora przejrzane, poprawione i uzupełnione. Tekst © Zbigniew Czarnuch 2020, ilustracje oznaczone znakiem wodnym © www.archiwumkresowe.pl . Dopiski (dop.): Bogusław Mykietów – w treści: BM. Uprasza się przy cytowaniu fragmentów, o podanie źródła jak wyżej.

Po zakończeniu cyklu umieścimy na naszej stronie, w zakładce ZAZULE KOZAKI KOŁO ZŁOCZOWA, WOJEWÓDZTWO TARNOPOLSKIE całą treść publikacji w jednym pliku, by można było tekst pobrać i wydrukować.

ZA DRUGICH SOWIETÓW

Kopalnia znowu stała się czynnikiem opiekuńczym wsi, choć zaszły w niej daleko idące zmiany kadrowe. Przybysze z zachodu wrócili do swych domów. Zagrożeni aresztowaniami zniknęli z pola widzenia. W kopalni pojawiło się wielu nowych ludzi: Ukraińców i Rosjan. Znowu ludność polska stanęła przed zagrożeniem ze strony banderowców. Ożywili oni swą działalność mimo zagrożenia ze strony NKWD, które tu, w okolicy kopalni, traktowało ich szczególnie surowo jako sprawców niepokojów utrudniających pracę przy wydobyciu węgla.

1945, 14 luty, Kozaki Franciszek Czerniecki. Legitymacja pracownika kopalni na Kozakach (Diejstwitielno na teritorii Kozackich i Trostjanieckich szacht) wydana 14.02.1945. Przedłużenia ważności: do 15.04.1945, do 15.05.1945, do 15.06.1945, do 15.07.1945. 4 strony, mały format. Zbiory: Marek Sokół Nowiny Wielkie.

W realiach Kozaków zdarzyło się, że Polacy stawali się sojusznikami nowej władzy w obliczu zagrożenia ze strony UPA. Szef Istriebitieli – enkawudzista polskiego pochodzenia, Józef Miedwiecki, stawał się ich obrońcą. Miedwiecki wiedział, że wielu Kozaczan posiada broń, tolerował ten fakt w imię bezpieczeństwa kopalni.

1945, 14 luty, Kozaki Franciszek Czerniecki. Legitymacja pracownika kopalni na Kozakach (Diejstwitielno na teritorii Kozackich i Trostjanieckich szacht) wydana 14.02.1945. Przedłużenia ważności: do 15.04.1945, do 15.05.1945, do 15.06.1945, do 15.07.1945. 4 strony, mały format. Zbiory: Marek Sokół Nowiny Wielkie.

Wśród tutejszych Polaków słabnie jednak wola pozostania tu i liczenia na przetrwanie. Coraz częściej nocami widać łuny w sąsiednich wsiach. Przejmujące grozą wieści dochodzą z Zazul, Brzegu, Amrozów, Trościańca Małego. W Trościańcu zamordowano Jana Pająka, brata Antoniego (autora poematu) i spalono zagrody Jana i Andrzeja Stojanowskich (Pająka – mieszkał na Amrozach, a nie w Trościańcu – zamordowano w listopadzie 1943 roku, zaś gospodarstwa Stojanowskich spalono w lutym 1944 roku – dop. BM).

Jan Pająk w 1918 roku przed swoją chatą na Amrozach

Podczas jednego z takich napadów przybył sąsiadom na odsiecz oddział Istriebitieli z Kozaków. Po strzelaninie, w której udział brali także właściciele napadniętych domów, wśród zabitych banderowców znaleziono zwłoki syna księdza unickiego z Trościańca Małego (napad na przysiółek Brzegi miał miejsce w lutym 1944 roku i na odsiecz przybył wówczas oddział AK /nie IB/ z Kozaków pod dowództwem Przybyły/Strokosza. Naocznym świadkiem był Michał Kutny, który opisał to we wspomnieniach: Losy rodziny Kutnych z Zarwanicy pod Złoczowem (1869-1945). Zarwanica –Złoczów –Lwów –Kraków –Katowice –Milkel –Kłodzko –Minkowice Oławskie – dop. BM).

1942, maj, Zielone Święta w Brzegu koło Łuki, na odwrocie napis: Pamiąntka z gościny maj 1942. 1. Iwasiuta z Zazul 2. Żona Iwasiuty. 3. Anna Stojanowska żona Mikołaja Stojanowskiego syna Michała i Marii 4. Stasia (przybrana córka – przez 2-3 lata- Katarzyny i Jana Stojanowskich, później naturalna matka odebrała dziecko) 5. Katarzyna Stojanowska córka Michała i Marii 6. Maria Stojanowska córka Andrzeja i Karoliny 7. Adam Piasecki 8. Michał Stojanowski syn Jana i Maryi Tkaczuk 9. Andrzej Stojanowski syn Michała i Marii 10. Michał Stojanowski syn Andrzeja i Karoliny 11. Edward Piasecki (jego ojca – właściciela młyna zabili banderowcy) 12. Stojanowski Jan mąż Katarzyny 13. Anna Furtan córka Andrzeja i Karoliny Stojanowskich 14. Maria Stojanowska (żona Michała Stojanowskiego) 15. Żona Andrzeja – Karolina Stojanowska z domu Szafaluk 16. i jej córka Stanisława po mężu Ufnalska. Zbiory Krystyny Borawskiej, Pyrzany.
1944, 8 maj, Złoczów, Polski Komitet Opiekuńczy, Mieczysław Kalityński, Michał Stojanowski ur. 1874 Zazule, rolnik w Łuce – pismo w języku niemieckim o napadzie bandytów (2 luty 1944) na dom Michała i spaleniu gospodarstwa z bydłem. Jest on wraz z żoną (lat 75) w ciężkim położeniu. Zbiory Krystyny Borawskiej, Pyrzany.

Na wielu polskich domach wieczorami przybijano tabliczki z napisami w rodzaju: „Jeżeli nie wyjedziecie, czeka was śmierć”. Wiedziano o tym, że ziemia złoczowska nie znajduje się już w granicach nowego państwa polskiego. Wojna miała się ku końcowi. Mówiono o możliwościach osiedlania się na ziemiach odzyskanych. W chatach trwały długie narady. Co robić? Zostać, narażając się na wymordowanie całej rodziny i utratę dobytku, czy wyjechać w nieznane? Nikt tu nie wierzył, że Ameryka i Anglia zgodzą się na stałość granic, w których Lwów, Tarnopol, Wilno mają do Polski nie należeć. W Londynie działał przecież polski rząd, ich nadzieja. Zostać więc – czy jechać? Władze ich stąd nie wypędzały, ale też i nie zachęcały do pozostania. Nieliczni postanowili pozostać. Większość Polaków zdecydowała: „Jedziemy na zachód, aby ratować życie, ale na krótko, bo niedługo wrócimy z powrotem”.

Nim to jednak nastąpiło, wieś uczestniczyła w dwu smutnych obrzędach. Na Trzech Króli 1945 roku od wybuchu granatu zginął nastolatek, Józef Stojanowski. Pragnął popisać się przed kolegami wrzuceniem granatu do wraku pancernego wozu stojącego przy drodze. Wkrótce rodzina Pełechów otrzymała zawiadomienie następującej treści: „Wasz syn Pełech Jan, syn Grzegorza, żołnierz oddziału partyzanckiego, urodzony w roku 1920, biorący udział w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej przeciwko niemiecko-faszystowskim okupantom, poprzednio pracownik kopalni węgla na stanowisku robotnika z pensją 400 rubli miesięcznie, został zabity w czerwcu 1944, w boju za socjalistyczną ojczyznę przeciw niemieckiemu okupantowi. Miejsce pochówku nieznane”. Pod spodem pieczęć Ukraińskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego i podpis.

1945, 6 kwiecień, Kijów. Druk – tłumaczenie: L.K.O.- Z.S.R.R. Ukraiński Sztab Ruchu Partyzanckiego – 6 kwietnia 1945 r. Nr 3781-Wzór 6. Ob. Pełech Grzegorz, Mały Trościaniec, obwodu lwowskiego. Zawiadomienie – Wasz syn Pełech Jan, syn Grzegorza, żołnierz oddziału partyzanckiego, urodzony w 1920 roku, biorący udział w Wielkiej Wojnie ojczyźnianej przeciwko niemiecko-faszystowskiemu okupantowi, poprzednio pracujący w kopalni węgla na stanowisku robotnika, z pensją 400 rubli miesięcznie, w boju za Socjalistyczną ojczyznę przeciwko niemieckim zaborcom, w czerwcu 1944 r. (został) zabity. Pogrzebany nie wiadomo (gdzie). Niniejsze zawiadomienie jest podstawą dla wszczęcia starań o wyznaczeniu renty. – Za Naczelnika Wydziału Kadr / podpis nieczytelny / Pieczęć okrągła: Ukraiński Sztab Ruchu Partyzanckiego. Zbiory Teresy Lesiuk z Pyrzan.

Ksiądz Krall odprawił nabożeństwo żałobne w intencji Jana, którego opłakiwała nie tylko rodzina, bo był chłopakiem powszechnie łubianym, odważnym zawadiaką. Nikt jeszcze nie wiedział, że było to nieporozumienie, że tamta zasadzka nie skończyła się śmiercią Janka, który w tym czasie przebywał już w obozie w Gross Rosen. Tymczasem gospodarze pozałatwiali już niezbędne formalności, uzyskali w urzędach potrzebne zaświadczenia, mówiące o pozostawionym tu majątku, co będzie niezbędne do uzyskania jego równowartości tam, na ziemiach zachodnich. Wręczono im karty ewakuacyjne upoważniające do podróży koleją. Do pozbijanych skrzyń załadowano dobytek. Kobiety naszykowały wory sucharów, krup, mąki, nawędzono mięsa, kiełbas, boczku, słoniny i czekano na podstawienie wagonów na złoczowskiej stacji.

1945, 25 czerwiec, Złoczów, Franciszek Czerniecki Kozaki, Karta ewakuacyjna. Rok urodzenia Franciszka podany błędnie: 1895. Ewakuuje się do Katowic. Wpisana rodzina: Czerniecka Maria żona ur. 1.08.1903, Czerniecka Zofia córka 11.09.1930, Czerniecka Józefa córka ur. 15.12.1931, Czerniecka Maria córka ur. 24.05.1938. Wykreślony z listy: Czerniecki Jan syn ur. 11.08.1944. Obywatel (…) przewozi z sobą (…) rogacizny dwie (…) produktów żywnościowych piętnaście w tym ziarna i produktów zbożowych pięć, przedmiotów użytku domowego pięć. Stempel punktu etapowego w Wicinie (Witnica) 26.07.1945. 2 strony. Zbiory: Marek Sokół Nowiny Wielkie.

Ci z Kozaków mogli czekać w domu, bo do stacji nie było daleko. Ci z dalszych okolic, z miejsc szczególnie zagrożonych napadami, już od tygodnia, a niektórzy od miesięcy przeprowadzili się do znajomych w Złoczowie. Wielu koczowało na stacji narażając się na kradzieże ze strony złodziejaszków, bandytów, wojskowych. Wieść o podstawionych wagonach dotarła do Kozaków w wigilię świętych Piotra i Pawła, 28 czerwca.

Droga do Złoczowa zapełniła się wozami wypełnionymi dobytkiem. Wieczorem młodzi przyjdą tu jeszcze, aby pozałatwiać różne porachunki. Także ci, którzy pozostali, tej nocy pełnej zamieszania będą regulowali swe krzywdy. Czernieckiemu z Łuki zabrano cały dobytek (Andrzej Czerniecki – zobacz wpis: Uratowany z niepamięci. Andrzej Czerniecki z Łuki koło Złoczowa i jego rodzina. Dworski ekonom, zarządca 300-hektarowego majątku, kierownik kołchozu, zamożny gospodarz – kresowe losy w fotografiach ze zbiorów Wandy Nykiel z Gorzowa Wlkp. – dop. BM). Złodzieje ograbili go z konia, krów, zapasów żywności. Nasi nie byli lepsi. Tuż przed odjazdem milicja zjawiła się z poszkodowanymi Ukraińcami na stacji i w wyniku rewizji odnaleziono skradzione przedmioty. Dwóch sprawców zaaresztowano. Nie było im dane razem z wsią opuścić złoczowską ziemię.

1945, 27 czerwiec, Wapnica. Na progu domu Anny (z domu Stojanowskiej) i Pawła Wilka na Wapnicy (przysiółek Kozaków) w ostatnim dniu przed wyjazdem na zachód – ok. 27.06.1945 roku. Dmytryszynowie- ich rodzina, którzy zostali, mieszkali w Strutyniu – oni robili fotografię. Przyszli ich pożegnać. Stoją od lewej: 1. Maria Kłak (później po mężu Pańczyszyn, córka Rozalii Czernieckiej i Jana), 2. Józef Wilk syn Anny (Stojanowskiej) i Pawła, 3. Anna Wilk z domu Stojanowska, 4. Maria Wilk (po mężu potem Zakaszewska) córka Anny i Pawła, 5. Stefania Dmytryszyn córka Józefy Stojanowskiej (siostra Anny Stojanowskiej po mężu Wilk) i Piotra, 6. Anna Dmytryszyn córka Józefy Stojanowskiej (siostra Anny Stojanowskiej po mężu Wilk) i Piotra. Górny rząd: 7. Paweł Wilk 8. Piotr Dmytryszyn 9. Władysław Dmytryszyn. Zbiory Marii Pańczyszyn z Pyrzan.

W Kozakach i okolicy pozostało jednak kilkanaście rodzin polskich, które nie zdecydowały się na opuszczenie rodzinnych zagród. Odprowadzali swoich na stację. Był wśród nich Grzegorz Martyniuk. Przyjedzie do Polski w 1959 roku. Wtedy na stacji ksiądz Krall powiedział do niego: „W piwnicy parafialnego domu został spory zapas mszalnego wina, idź i zabierz, po co mają inni to zrobić”.

Jak wynika z relacji Martyniuka, ziemia złoczowską miała przed sobą kolejne krwawe dni. Do opuszczonych przez Polaków domów sprowadzono Rosjan i innych osiedleńców. Ukraińcy spod znaku tryzuba nie zaprzestali swej straceńczej walki o niepodległość. Żydów i Polaków już tu właściwie nie było. Pozostało jeszcze „ziarno kąkolu” pod postacią Rosjan i ukraińskich komunistów. We wsi zakwaterował liczny oddział wojskowy chroniący kopalnię. Żołnierze organizowali wypady przeciw oddziałom Ukraińskiej Powstańczej Armii. Także tutejszy Istriebitielnyj Batalion dowodzony przez Miedwieckiego, skupiający 13 uzbrojonych mężczyzn, w tym także pozostałych tu Polaków, wyprawiał się na pacyfikacyjne akcje do Strutynia, Trościańca Małego, Monastyrka, Łuki, Podlipiec, Zazul.

1944, około, Kozaki. 1. Rozalia Banyk żona Antoniego 2. Antoni Banyk z Betlejem 4. Grzegorz Martyniuk 6. Maria Martyniuk 7. Danuta Martyniuk 10. Józef Martyniuk 11. Jan Pańczyszyn. Zbiory Marii Pańczyszyn z Pyrzan.

Martyniuk wspomina, jak którejś nocy w czasie jednej z tych wypraw spotkali w lesie trzy furmanki ukraińskich partyzantów. Miedwiecki kazał im się ukryć. Ostatnia z tych furmanek wlokła za sobą jęczącą kobietę, przywiązaną za nogi do wozu. Martyniuk zaproponował Miedwieckiemu, że korzystając z ciemności podskoczy do wozu i przetnie linkę. Dowódca jednak nie pozwolił. Za chwilę nadjechało dalszych dwadzieścia kilka wozów wypełnionych żołnierzami UPA. Innym razem Istriebitiele znaleźli w lesie martwą kobietę z uratowanym od śmierci niemowlęciem, które ssało pierś nieżyjącej matki. Podczas tych wypraw byli często ostrzeliwani. Pod Miedwieckim najpierw zabito kilka koni, a później sam przypłacił życiem te wyprawy.

1942, około, Złoczów, Kozaki, 1. Józef Pańczyszyn 2. Grzegorz Martyniuk. Zbiory Marii Pańczyszyn z Pyrzan.

Sowieci przez kilka lat powojennych mieli kłopoty z ukraińskim podziemiem banderowskim. Ostateczna rozprawa z partyzantką nastąpiła, gdy sprowadzono na te tereny duże oddziały wojsk, które przeprowadziły akcję zwaną „Czerwoną miotłą”.

Skomasowanym atakiem przeszukiwano każdy zakątek, każdą piędź ziemi. W domu należącym do jednego ze Stojanowskich, w którym zamieszkała rodzina banderowców, matka, ukraińska patriotka, zdecydowała się zabić ukrytych w schronie czterech synów, a potem samej odebrać sobie życie, niż pozwolić im, aby poddali się Armii Czerwonej. W Kozakach pod kościelną dzwonnicą było miejsce straceń. Zwłoki rozstrzeliwanych leżały przez wiele dni, bowiem krewni bali się przychodząc po zwłoki ujawnienia. Rozkładające się ciała wypełniły studnię opuszczonego probostwa. Ludzie obecnie odwiedzający Kozaki opowiadają, że w miejscu tym, pod dzwonnicą, jest klepisko. Trawa tu nie chce rosnąć.

Widok z Kozakowej Góry na kościół parafialny na Kozakach (2010 rok)

Po październikowym przełomie w 1956 roku w wyniku zawartych polsko-radzieckich porozumień łatwiej można było przyjeżdżać pozostałym w Kozakach Polakom do swoich, na ziemię gorzowską. Podczas takich odwiedzin pani Martyniukowa wróciwszy do domu powiedziała do męża: „Jedziemy do swoich, do Polski!”. Był to już jednak rok 1959. Wolnych domów nie było. Martyniukowie znaleźli w Witnicy siedlisko przy ulicy Sportowej, które choć nie miało domu mieszkalnego, ale miało ładną murowaną stodołę, którą można było przerobić na domek. Po krótkim czasie zamieszkali tu znajdując w Witnicy spokój po tamtych jakże krwawych latach spędzonych w Kozakach.

Pozostało tam jednak kilka polskich rodzin i wielu krewnych wśród Ukraińców. Ułatwi to po latach możliwość wzajemnych odwiedzin mieszkańców obu ziem: złoczowskiej i gorzowskiej.

NA ZACHÓD W NIEZNANE

29 czerwca ksiądz Krall odprawił ostatnie nabożeństwo już w Złoczowie, bo sprzęty kościelne z Kozaków były zapakowane i załadowane na wagony. Modlono się w intencji błogosławieństwa Bożego na dalsze koleje życia parafian. Na stacji wojsko pożyczyło pomosty, które ułatwiły załadunek wozów, skrzyń, koni i bydła. Trzeba się było spieszyć, bo nie dano wiele czasu. Starsi z rady wsi postanowili wydzielić wagony na sprzęt kościelny, bo nie uchodzi, aby jechał razem z ludźmi. Załadowano tu ołtarz, figury świętych, chorągwie i meble z zakrystii, niezbędne do przechowywania ornatów, stuł i innych szat i sprzętów liturgicznych. Osobny wagon przeznaczono dla dzieci i osobny dla chorych.

1945, 20 marzec, Złoczów. Karta ewakuacyjna. Stanisław i Pelagia Stojanowscy. Zbiory Zbigniewa Stojanowskiego z Kostrzyna nad Odrą.

Dostali wagony odkryte. Węglarki. Podróż dla dzieci – z których większość pierwszy raz w życiu jechała koleją, była wielką atrakcją, ale dla dorosłych – koszmarem. Deszcz, upał, chłody nocy, dym i popiół z komina parowozu dawały się dotkliwie we znaki. Przejazdy pod mostami i w tunelach powodowały spadanie bagaży, niszczenie dobytku. Pojawiła się wszawica – nieznośny towarzysz biedy i poniewierki. Na licznych postojach kobiety rozpalały ogniska, aby uwarzyć strawy. Mężczyźni z kosami wyprawiali się po trawę dla koni i bydła, młodzi wybiegali w poszukiwaniu stawu, rzeki, bajora, w których choćby na chwilę można się było wykąpać.

1945, 20 marzec, Złoczów. Karta ewakuacyjna. Stanisław i Pelagia Stojanowscy. Zbiory Zbigniewa Stojanowskiego z Kostrzyna nad Odrą.

Bywało – że ten i ów nie zdążył na odjeżdżający pociąg gubiąc się po drodze, ale częste postoje ułatwiały dołączenie do swoich. Powszechnie przyjętym w tamtych czasach zwyczajem – kiedy to kolejarze w dobie wielkiej wędrówki ludów w hierarchii zawodów zajmowali pierwsze miejsca – parafianom księdza Kralla przyszło raz po raz organizować samogonową „ściepkę”, aby zebrać odpowiednią ilość alkoholu niezbędną do tego, aby pociąg mógł ruszyć dalej.

Podróż przebiegała południowym szlakiem magistrali kolejowej z „ruskim” szerokim torem, której punktami orientacyjnymi były: Przemyśl, Rzeszów, Kraków, Katowice. W Łańcucie zmizerowany, na bosaka dołączył do swoich wracający z obozu Jan Pełech.

W Kędzierzynie kończył się szeroki tor i trzeba było czekać na przeładunek do innych wagonów. Postój trwał dwa tygodnie. Ojcowie rodzin udali się na poszukiwanie miejsca zasiedlenia. Ktoś odkrył wieś, która miała 60. wolnych zagród. Rozterka. Parafian jest o dwadzieścia rodzin więcej. Co robić? Nie mogą się przecież rozstać, muszą w tej biedzie trzymać się dalej razem, bo w tym jedyny ratunek. Zresztą coraz częściej ludzie mówią o trzeciej wojnie, może więc wkrótce powrót? Rozłączać się więc nie wolno.

Młodzież zbratała się z wojskiem. Żołnierze pozwalają chłopcom jeździć wierzchem na koniach do wodopoju. O mało nie doszło do wypadku. Któryś nie umiał pływać, zsunął się do wody. Ale „tonący chwyta się brzytwy”, ten zaś chwycił za grzywę. Tym razem skończyło się dobrze. Dziewczęta zbierają się razem, żeby pośpiewać tęskne pieśni. Ktoś do starej melodii ułożył nowy tekst:

Przez pięć lat wojny wszyscy w domu byli,

aż banderowcy pół wioski spalili

i na ostatku plakiety przybili,

żeby się Polacy tu nie znachodzili.

Żegnajcie się z nami łąki, gaje, lasy,

bo przyszły na nas takie ciężkie czasy.

Musimy porzucić swe rodzinne chatki

i jechać do Polski, jako do swej Matki.

Żegnajcie góry, ty nasze Podole,

musimy jechać na to puste pole.

Lepiej w ziemiance w Wielkopolsce siedzieć,

jak tych banderowców na swe oczy widzieć.

O wy, banderowcy, wy naród przeklęty,

musicie wiedzieć, że Polak zawzięty,

bo gdy powrócimy do gniazda swojego,

to was, banderowcy, nie stanie jednego.

(…)

Polsko nasza, o matko ty święta,

my twoje dzieci, my twoje orlęta,

musisz nas przyjąć pod swoją opiekę

nie daj zginąć i przepaść na wieki.

Starsi radzą nad znalezionym w jakiejś gazecie apelem: „Jedźcie do Gorzowa – a będziecie szczęśliwi”. Postanowiono jechać dalej. Nowe zmartwienie: tym razem transport podzielony został na dwa składy wagonów jadące różną trasą. Jedna z nich wiedzie przez Poznań, Krzyż, Gorzów do Kostrzyna. W Witnicy dowiadują się, że pociąg dalej już nie jedzie. Niedaleko granica państwa i muszą wysiadać.

Na dworcu są przedstawiciele witnickiego punktu etapowego Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Starszyzna wsi dostaje samochody do objazdu okolicznych wsi, celem wybrania miejsca na osiedlenie. Jedna z grup jedzie do Mościc. Wieś jednak nie przypada do gustu, zresztą sporo domostw jest już zajętych i grozą napawa pobliski bór, o którym tutejsi źle mówią. W sąsiednim Kamieniu Wielkim odstraszały swą wielkością domy, stodoły, obory. Były ponad miarę oczekiwań.

1945, 25 maj, Złoczów, Stojanowski Michał ur. 1874 Zazule. Zaświadczenie na przesiedlenie do Polski. Ewakuuje się do Zamościa. Zbiory Krystyny Borawskiej, Pyrzany.

Jadą nad Wartę. Po przeglądzie kilku wsi wybrano Okszę. Powrót do Witnicy, gdzie tymczasem zdążono się już wyładować z wagonów i zmontować rozebrane na podróż wozy. Zaprzęgnięto konie, załadowano dobytek, PUR zorganizował powody. Przyjechali swymi wozami rolnicy z Białcza i Witnicy, którzy zabrali pozostałych. Kolumna ruszyła w pradolinę rzeki. Minęli Pyrzany, Świerkocin i znaleźli się w Okszy. Tu wróciły lęki. Jedni boją się wylewu Warty, nie ufają wałom. Innych odstrasza równinne, bagienne pole. Jeszcze inni martwią się zbyt dużą odległością od miasteczka i kolei. Matki martwią się o szkołę dla starszych dzieci. Powszechne niezadowolenie.

Ksiądz Krall musiał dać hasło odwrotu. Ciężko jest tak licznej kolumnie wozów zmienić na wale kierunek jazdy. Pierwsi stali się ostatnimi. Naruszony został ład jazdy „po uważaniu”. Wozy ponownie przejeżdżają przez prowizoryczny most w Świerkocinie. Są trudności z tutejszym posterunkiem MO, bo: „Mieliście tam przecież zostać!”. W Pyrzanach zjazd z szosy ku centrum wsi. Odkrycie: „Tak, tu zostajemy! Tu będziemy razem”.

Zabudowa wsi przypomina miasteczko z dużym, prostokątnym placem, niby rynkiem, w środku którego stoi kościół ze zniszczoną wieżą, ale obok jest sala widowiskowa, którą na razie się zamieni na kaplicę. Domy w centrum zajmują: proboszcz, organista, Pająkowie i inni, którym się to z tytułu miejsca zajmowanego w hierarchii społecznej parafialnej wspólnoty należy. Biedniejsi lokują się w dalszych domostwach. Każdy tam, gdzie sobie wybrał. „I tak nie na długo” – powiadają – „bo wrócimy do Kozaków”.

Zagrody gospodarskie są tu w sam raz. Jeszcze nie rozkradzione, choć brak wielu sprzętów i nie ma w nich nic z inwentarza żywego poza tym, co ze sobą przywieźli. Niemców wygnano z nich przed miesiącem. Ziemia tu tylko taka piaszczysta i łąki podmokłe. A jak będzie z Ruskimi, którzy tuż za wsią mają swoje lotnisko?

Czarnuch Z. Dwie ziemie mieszkańców Pyrzan Ilustracje (6). Fotografia kościoła na Kozakach – lustrzane odbicie.

Jutro kolejna część: W Pyrzanach. Dzieje tej drugiej ziemi