CZĘŚĆ III. Strategia przetrwania. Nieznane losy kuzynostwa z Jelechowic
Po zamknięciu bolesnej historii moich dziadków, kontynuję poszukiwania w oficjalnych rejestrach, a one prowadzą mnie ciut dalej, w stronę kuzynostwa dziadka z Jelechowic.
W rzeczywistości niewiele o nich wiem, w rodzinnych opowieściach ich imiona prawie się nie pojawiały, ale cierpliwie śledzę ich ślady w dawnych metrykach kościelnych i urzędowych, próbując z okruchów odtworzyć kolejny fragment tej rodowej układanki.
Ojciec mojego dziadka, Filip, miał brata Franciszka, który w 1904 roku ożenił się w Jelechowicach z tamtejszą panną Rozalią Kulpą i właśnie tam zaczął budować swoją rodzinę. Od tego czasu losy naszych linii w naturalny sposób nieco się rozeszły, a przez kolejne pokolenia i powojenne przesiedlenia całkiem się zatarły. Mimo to wytrwale śledzę ich ślady w metrykach i ogromnie się cieszę, że udaje mi się wyłapywać te okruchy wiedzy, które po nich pozostały.
Z dawnych, pożółkłych kościelnych zapisów wyłania się spora gromadka ich dzieci, Angela, Maria, zmarły w niemowlęctwie Ludwik, Anna, Józef, bliźnięta Helena i Michał oraz malutka Tekla, która odeszła jako dwuletnie dziecko.
Szukając dalej, niespodziewanie natrafiłam na przedwojenne, oficjalne karty ubezpieczeniowe dwóch sióstr z tej linii, Anny i Heleny. Pierwsza z nich, Anna Marmurowicz, urodzona 11 grudnia 1911 roku w Jelechowicach, w styczniu 1934 roku podjęła pracę jako służąca w Złoczowie u kupca J. Imbera przy ulicy Sobieskiego 15, zarabiając piętnaście złotych tygodniowo. Kiedy odwróciłam jej zgłoszenie na drugą stronę, zobaczyłam, że urzędnik wpisał tam jej najbliższych. W rubryce dla członków rodziny, obok samej Anny, widnieje jej mąż, Ludwik Jansa, oraz ich maleńka, zaledwie kilkumiesięczna córeczka Janina, zaś odszukanie karty pracy samego Ludwika z maja 1937 roku, gdy jako dwudziestoczteroletni robotnik kopał rowy dla Zarządu Miasta Złoczów przy robotach kanalizacyjnych, przyniosło mi kolejną niespodziankę. Do jego dokumentów dołączona była przedwojenna, portretowa fotografia młodego, przystojnego mężczyzny w garniturze i krawacie, z dumnie podniesioną głową. Na odwrocie zdjęcia ktoś nakreślił pospiesznie ołówkiem uwagę, że Ludwik był później zatrudniony u niejakiego Friedricha.

Karta ubezpieczeniowa Anny Jansa z domu Marmurowicz pracującej jako służąca u kupca J. Imbera w Złoczowie z dnia 10 stycznia 1936 roku. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Zgłoszenie o wstąpieniu do pracy robotnika Ludwika Jansy przy robotach kanalizacyjnych Zarządu Miasta Złoczów z dnia 13 maja 1937 roku. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Kolejna strona dokumentacji ubezpieczeniowej Ludwika Jansy z listą ubezpieczonych, żoną Anną i dwiema córkami, Haliną i Marią Janiną. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.


Przedwojenna fotografia identyfikacyjna Ludwika Jansy, dołączona do jego oficjalnych akt ubezpieczeniowych w Złoczowie, ok. 1937 roku. Na odwrocie ktoś napisał ołówkiem imię i nazwisko oraz dopisek o jego późniejszym zatrudnieniu u Friedricha. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.
Równie fascynujące okazały się dokumenty jej siostry z bliźniaków, Heleny Marmurowicz, urodzonej we wrześniu 1917 roku. Z jej kart wynika, że tuż przed wojną pracowała w Złoczowie jako posługaczka u Zofii Waldman przy ulicy Słowackiego. Cała ta sprawa kryła w sobie mały urzędowy proces, ponieważ pracodawczyni spóźniła się ze zgłoszeniem i ubezpieczalnia wszczęła postępowanie, wbijając na formularzu pieczęć „Wniosek karny”.
Dzięki temu urzędowemu śledztwu zachował się jednak oryginalny protokół, w którym Helena osobiście oświadczyła przed polskim urzędnikiem, że pracowała tam już od 24 maja 1938 roku za skromne pięć złotych tygodniowo. Zachowała się nawet jej różowa karta zastępcza z maja 1939 roku, na której widnieje urzędowa pieczątka podpisana przez niejaką J. Urbańską, poświadczająca autentyczność przebiegu jej zatrudnienia. Gdy jednak odwróciłam ten dokument, moje serce zabiło mocniej z zupełnie innego powodu, a który w tym miejscu niejako spina moją opowieść klamrą, prowadząc mnie z powrotem do mojej babci.
Na samym dole karty, w rogu, dostrzegłam maleńki przedwojenny druk, Zukerkandl, Złoczów. To było jak znak. Choć firmowe archiwum tego legendarnego wydawnictwa bezpowrotnie przepadło i nie odnalazłam w nim papierów mojej babci Stefanii, to materialny ślad pracy Zukerkandlów powrócił do mnie na urzędowym formularzu ubezpieczeniowym kuzynki jej męża i choć to tylko zwykły nadruk, taki szczegół, a rozczuliłam się bardzo.
Niedługo potem, w listopadzie 1941 roku, ta młoda dziewczyna z Jelechowic padła ofiarą wojennej machiny i została deportowana na przymusowe roboty w głąb Trzeciej Rzeszy. Trafiła aż do Lubeki, gdzie przez całą wojnę, aż do maja 1945 roku, pracowała w przemyśle zbrojeniowym dla niemieckiej fabryki broni i amunicji Schlutup.
Jednak najważniejsza w tych wszystkich powojennych, międzynarodowych adnotacjach z archiwum Arolsen oraz baz IPN jest ta jedna, krótka uwaga, która przynosi ogromną ulgę przy czytaniu, robotnik przymusowy – przeżył. Świadomość, że moja odnaleziona w papierach daleka krewna przetrwała piekło wojny i doczekała wyzwolenia, nadaje tym wszystkim poszukiwaniom głęboki sens.
Dalszych śladów tej gałęzi rodziny szukałam już w powojennych rejestrach Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. To właśnie tam, w dokumentach PUR, ku mojej wielkiej radości, odnalazłam stryja Franciszka. Przeżył wojnę i choć jego żona Rozalia zmarła jeszcze podczas okupacji w 1940 roku, on zdołał bezpiecznie wyruszyć na zachód. Ich dzieci, o ile również przetrwały to wojenne piekło, zamieszkały zapewne gdzieś na ziemiach odzyskanych, a dzisiaj żyją tam ich rodziny. Czy niosą dalej pamięć o korzeniach z Jelechowic, czy wiedzą?

Zofia Waldman zgłasza do ubezpieczenia pracownicę, Helenę Marmurowicz, Złoczów styczeń 1939. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Różowa karta zastępcza z maja 1939 roku, na której widnieje urzędowa pieczątka podpisana przez niejaką J. Urnańską, poświadczająca autentyczność przebiegu zatrudnienia. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.


Dokumentacja urzędowego dochodzenia Ubezpieczalni Społecznej we Lwowie z maja 1939 roku w sprawie ubezpieczenia Heleny Marmurowicz: protokół zgłoszenia z urzędu z adnotacją „Wniosek karny”- awers oraz pisemne zeznanie posługaczki z widocznym w rogu znakiem wydawnictwa Zukerkandl w Złoczowie – rewers. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Dane Heleny Marmurowicz, po mężu Służewskiej, dokumentujące jej przymusową pracę w Niemczech z adnotacją „robotnik przymusowy – przeżył”. Źródło: Archiwum Arolsen.
Kolejna część to będzie finałowy spacer po dawnych złoczowskich firmach, wznoszonym w pocie czoła domu handlowym i… kąpielisku garnizonowym, gdzie kwitło letnie życie towarzyskie Złoczowa.
Zapraszam na część IV!

Renata Orzech
Adres do kontaktu: naciao@op.pl
Wszystkie moje wpisy pod linkiem: Z kresowego albumu dziadka. Złoczów, Lwów, Jarosław...

