CZĘŚĆ IV. Obyczajowa i zawodowa panorama dawnego Złoczowa
Na sam koniec moich ubezpieczeniowych poszukiwań trafiłam na kilka szczególnie ciekawych wątków, które warto połączyć w spójną całość. Zacznijmy od jednego z najważniejszych obiektów przedwojennego Złoczowa, bardzo często wymienianego w omawianej dokumentacji pracowniczej i od szczytnej inicjatywy jego budowy.
Budowa Domu Handlowego TSL w Złoczowie
Z powodu zachowanych licznych kart pracy, dokumentujących pracę mieszkańców Złoczowa i pobliskich miejscowości przy jego budowie i ponieważ był to ważny dla miasta obiekt użyteczności publicznej, myślę że na początku wypada krótko przytoczyć jego historię i wyjaśnić przyczynę jego powstania.
Co oznacza skrót TSL przy jego nazwie?
Chodzi tu o Towarzystwo Szkoły Ludowej, a była to organizacja powstała z inicjatywy Adama Asnyka w Krakowie w 1891 roku, której celem było szerzenie polskiej oświaty, zwalczanie analfabetyzmu oraz zakładanie szkół, bibliotek i czytelni. Działało najpierw na terenie Galicji, a następnie całej Małopolski w granicach II Rzeczypospolitej, utrzymując swoje placówki ze składek i darów społeczeństwa. Także w Złoczowie działało lokalne Koło Towarzystwa, które podjęło się tuż przed II wojną światową budowy własnego Domu Handlowego.
Dochody z jego wynajmu miały zapewnić Kołu stałe fundusze na prowadzenie polskiej oświaty, szkoły, czytelni, kursów i biblioteki.
Budowa takiego obiektu przekraczała jednak możliwości budżetowe samego Koła, dlatego od początku opierała się na zbiórce społecznej wśród mieszkańców Złoczowa i okolic, oraz organizowaniu różnych aukcji i sprzedaży okolicznościowych kartek i druków.
Na dowód tego przedstawiam zachowaną tzw. cegiełkę budowlaną, która jest namacalnym dowodem takich zbiórek.
Szczęśliwym trafem i w idealnym dla mnie momencie natrafiłam na aukcję, gdzie akurat się pojawiła, a możliwość jej przeanalizowania sprawiła mi ogromną radość, bo na jednym dokumencie widnieją aż dwie zbiórki.
Wiosenna z 31 maja 1911 roku, to oficjalne pokwitowanie. Potwierdza ono zebranie kwoty 10 koron i 70 halerzy z „rozsprzedaży korespondentek” (czyli kartek pocztowych) przez lokalne Koło Pań w Złoczowie, jedną z najaktywniejszych grup wspierających całą inicjatywę. Autentyczność pisma przypieczętowano okrągłą, pieczęcią tej prężnej kobiecej organizacji.
Druga strona przenosi nas kilkanaście miesięcy dalej, w sam środek zimowych przygotowań, pochodzi z 2 grudnia 1912 roku i jest tam szczegółowy, odręczny wykaz specjalnych serii kartek świąteczno-noworocznych, które wydawał Zarząd Koła TSL w Złoczowie. Dochód z ich sprzedaży również zasilił budowę Domu Handlowego. Mieszkańcy mogli kupić i rozesłać rodzinie życzenia bożonarodzeniowe na pocztówkach między innymi z serii „Łamanie opłatkiem”, „Szopka Betleemska”, „Anioł z podarkami”, „Anioł z choinką”, „Krakus z opłatkiem”, „Z Nowym Rokiem”, „Organista z opłatkiem” oraz „Dzieci z choinką”. Łącznie wykazano 90 sztuk sprzedanych kartek, co razem dawało kwotę 10 koron i 40 halerzy.
Takie właśnie niewielkie kwoty, zarówno bezpośrednie wpłaty darczyńców, zwykłych mieszkańców Złoczowa, jak i dochody ze sprzedaży pocztówek, zbierane przez kolejne lata, dorzucały się do pokrycia kosztów budowy.
Dzięki temu w latach przed II wojną światową możliwe było rozpoczęcie budowy Domu Handlowego TSL, budynku który przez kolejne lata miał służyć zarówno celom handlowym, jak i narodowym utrzymując polską oświatę w Złoczowie w czasach, gdy była ona szczególnie zagrożona.
Wisienką na torcie byłoby oczywiście odnalezienie takiej karty wydanej specjalnie dla Towarzystwa Szkoły Ludowej przez najsłynniejszą złoczowską instytucję tamtych czasów, legendarne Wydawnictwo Wilhelma Zukerkandla, bo z pewnością były takie drukowane. Niestety… Ale wierzę w cuda, może kiedyś się odnajdzie…
Po wojnie Złoczów znalazł się poza granicami Polski, działalność Towarzystwa Szkoły Ludowej została przerwana, a majątek przeszedł na własność władz radzieckich.
Budynek jednak przetrwał. W czasach sowieckich funkcjonował jako hotel. W latach 80. XX wieku został przebudowany, dobudowano piętro, rozebrano wieżę, a w podwórzu wewnętrznym zniszczono znajdującą się tam fontannę.
Obecnie jest to budynek mieszkalny, na parterze mieszczą się sklep, kawiarnia, notariusz, gabinet kosmetologa i kancelaria prawna. Dawny Dom Handlowy TSL wciąż służy mieszkańcom miasta, choć zmienił się zarówno pod względem wyglądu, jak i przeznaczenia.
(Informacje o losach budynku pochodzą z prywatnej korespondencji z mieszkańcem Złoczowa z lipca 2026 r.)


Po lewej: Spis wpłat zebranych na budowę Domu Handlowego TSL w Złoczowie za sprzedaż kartek świątecznych, z dnia 2 grudnia 1910 r. Po prawej: Cegiełka zbiórkowa Koła Pań Towarzystwa Szkoły Ludowej w Złoczowie z dnia 31 maja 1911 r. Potwierdzenie wpłaty na budowę Domu Handlowego TSL. Źródło: Egzemplarz wystawiony publicznie na aukcji w obrocie antykwarycznym. Zbiory prywatne. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Przeszukałam internet w poszukiwaniu przykładowych kart wydawanych przez organizację. Wprawdzie identycznych serii, jak te wymienione w złoczowskim spisie, nie udało mi się namierzyć, to w ogólnodostępnych archiwach cyfrowych natrafiłam na inne wydawnicze perełki sygnowane przez Towarzystwo Szkoły Ludowej. W bazach dokumentacji historycznej i katalogach dawnych aukcji odnalazłam sporo przedwojennych pocztówek z tradycyjnymi strojami ludowymi oraz polskimi herbami, kartki świąteczne, a także znaczki TSL wydane z okazji różnych rocznic.
Stowarzyszenie wydawało również tak zwane jednodniówki, czyli jednorazowe, okolicznościowe pisma i gazety przygotowywane z okazji ważnych wydarzeń narodowych. Wszystkie te publikacje łączyły w sobie misję edukacyjną, popularyzującą wiedzę o wielkich Polakach, z bezpośrednim celem finansowym. Doskonałym tego przykładem jest wydana w 1905 roku jednodniówka ku uczczeniu 400. rocznicy urodzin Mikołaja Reja, którą prezentuję poniżej.
Niestety, z racji obowiązku przestrzegania praw autorskich, nie jestem w stanie przedstawić oryginalnych fotografii wszystkich znalezionych grafik. Dla chcącego nie ma jednak nic niemożliwego. Na podstawie archiwalnych wzorów, przy pomocy sztucznej inteligencji, stworzyłam cyfrowe rekonstrukcje tych niedostępnych, a zarazem najbarwniejszych i moim zdaniem najładniejszych kart. Dzięki nim możemy zobaczyć, w jakim stylu projektowano dawne materiały TSL.
Te przedwojenne kartki TSL to przecież nasza wspólna historia i kultura! Nikt nie broni kolekcjonerom cieszyć się fizycznymi egzemplarzami w ich własnych zbiorach. Chodzi wyłącznie o to, że blokowanie publicznego dostępu do cyfrowych kopii po prostu szkodzi edukacji i pamięci historycznej. Moje wersje tych grafik mają więc przypomnieć o ich istnieniu i pomóc nam wszystkim na nowo je odkryć.
Fakt, że organizacja wydawała druki o tak różnorodnej tematyce, od świątecznych, przez ludowe, aż po historyczne, potwierdza, że złoczowskie Koło działało według tego samego, ogólnokrajowego wzoru. Publikacje te były zarówno środkiem budzącym ducha narodowego, jak i bardzo skuteczną formą zbiórki funduszy na cele oświatowe.
Poniżej przedstawiam zestawienie druków wydanych przez Towarzystwo Szkoły Ludowej, zarówno zachowane oryginały, jak i moje autorskie, cyfrowe rekonstrukcje.


Pocztówka etnograficzna Towarzystwa Szkoły Ludowej (TSL) z serii „Stroje Ludowe”, „Hucuł” autorstwa Anny Gramatyki-Ostrowskiej. Fot. Wrocławski Bibliofil, źródło: Wikimedia Commons / licencja: CC BY-SA 4.0 (zdjęcie nie poddane modyfikacjom).

Współczesna rekonstrukcja cyfrowa pocztówki patriotycznej wydanej przez TSL z serii historycznej przedstawiającej ewolucję godła polskiego „Orzeł z czasów Władysława Łokietka”. Opracowanie autorskie przy użyciu AI na podstawie dokumentacji i opisu fizycznego obiektów serii dostępnych w ogólnodostępnych zasobach archiwów aukcyjnych. Wszystkie prawa do tej wersji zastrzeżone.
Przygotowany przeze mnie zestaw kartek prezentuje cztery przykładowe, cyfrowe wersje przedwojennych kart świąteczno-etnograficznych TSL z serii „Stroje Ludowe”. Na grafikach możemy zobaczyć tradycyjne, barwne ubiory regionalne z różnych części kraju, Krakowiankę, Górala spod Szczawnicy, Łowiczankę oraz Lubliniankę. Wszystkie te karty, pierwotnie projektowane przez Annę Gramatykę-Ostrowską w latach 30. XX wieku, posiadają radosne inskrypcje z życzeniami „Wesołych Świąt”.
Odtworzone cyfrowo obrazy doskonale oddają unikalny, dawny styl wydawnictw Towarzystwa Szkoły Ludowej, od charakterystycznych, grubych, czerwonych obramowań, przez wyrazistą kreskę, aż po specyficzny układ typograficzny. Co ciekawe, na karcie z Podhala zachowano oryginalny, przedwojenny zapis „z pod Szczawnicy”, pisownia ta była w pełni poprawna przed reformą ortograficzną z 1936 roku. Zestawienie to wyraźnie obrazuje, jak umiejętnie organizacja łączyła popularyzację polskiego folkloru z akcjami charytatywnymi.

Współczesna rekonstrukcja cyfrowa pocztówki świątecznej wydanej przez TSL z serii „Stroje Ludowe”, „Łowiczanka” (wzór wielkanocny). Opracowanie autorskie przy użyciu AI na podstawie dokumentacji i opisu fizycznego obiektów serii dostępnych w ogólnodostępnych zasobach archiwów aukcyjnych. Wszystkie prawa do tej wersji zastrzeżone.

Współczesny kolaż cyfrowy przedwojennych pocztówek świątecznych wydanych przez TSL z serii „Stroje Ludowe” (od lewej Krakowianka, Góral z pod Szczawnicy, pisownia oryginalna, Łowiczanka, Lublinianka). Opracowanie autorskie przy użyciu AI na podstawie dokumentacji i opisu fizycznego obiektów serii dostępnych w ogólnodostępnych zasobach archiwów aukcyjnych. Wszystkie prawa do tej wersji zastrzeżone.

Pamiątkowa plakietka (nalepka) z Orłem Białym, wydana przez Towarzystwo Szkoły Ludowej z okazji obchodów Święta 3 Maja. Tego typu grafiki były masowo drukowane przed wojną i rozdawane lub sprzedawane mieszkańcom podczas patriotycznych uroczystości, aby budzić ducha narodowego i zbierać fundusze na polskie szkoły. Ilustracja pochodzi z oficjalnych zbiorów Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej.

Pocztówka cegiełkowa Towarzystwa Szkoły Ludowej z obrazem P. Stachiewicza (ok. 1910 r.). Źródło: Wikimedia Commons / Biblioteka Narodowa. Domena publiczna.

Karta tytułowa „Jednodniówki ku uczczeniu 400 rocznicy urodzin Mikołaja Reja z Nagłowic wydanej na rzecz Koła im. T. Kościuszki TSL we Lwowie”, Lwów 1905. Dokument zdigitalizowany w zasobach Biblioteki Narodowej Polona. Domena publiczna.

Dom Handlowy TSL w Złoczowie, rok 1939. Cyfrowa rekonstrukcja kolorystyczna i artystyczna. Obraz wygenerowany komputerowo (AI) w stylu akwarelowej pocztówki, na podstawie czarno-białej fotografii archiwalnej ze zbiorów domeny publicznej (źródło: Wikimedia Commons).

Dom Handlowy TSL w Złoczowie. Uroczyste poświęcenie kamienia węgielnego. Na budowę zebrano 135 tysięcy złotych. Czasopismo „Wschód”. Życie miast i wsi województw południowo-wschodnich, R. 3, nr 84 z dnia 20 maja 1938 roku, s. 7. Źródło: Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa.

Budowa Domu Handlowego T.S.L. w Złoczowie w 1938 roku. Ciekawe, czy obiekt przetrwał wojnę i stoi do dziś? Czasopismo „Wschód” Prasowy organ ziem południowo-wschodnich, R. 3, nr 99 z dnia 9 października 1938 roku, s. 10. Źródło: Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa.
Cała ta historia staje się jeszcze ciekawsza, gdy przyjrzymy się tym, których rękom zawdzięczano wzniesienie tego gmachu.
Okazało się, że jednym z nich był brat tych sióstr Zagórskich, które zostały żonami braci Zarembów wspominanych w części 1, niejako przez ten fakt powinowaty też i do mnie. Pozostawił po sobie, po swojej pracy sporo równie interesujących dokumentów, związanych z DH TSL również.
Michał Zagórski, urodzony w 1904 roku, okazał się utalentowanym i wszechstronnym złoczowskim rzemieślnikiem, co doskonale widać w chronologii jego zatrudnienia. Najwcześniejsza odnaleziona przeze mnie karta z kwietnia 1934 roku pokazuje go jako doświadczonego cieślę. Kto wie, może nawet terminował u mojego pradziadka Jakuba Zaremby z podzłoczowskich Folwarków? Jakub był stolarzem, cieślą, lutnikiem i ludowym muzykiem, a prywatnie ojcem omawianego wcześniej rodzeństwa Zarembów. Michał został wtedy zaangażowany przez rzymskokatolickie probostwo w Złoczowie przy ulicy Farnej 3 do ważnego i odpowiedzialnego zadania, jakim była naprawa tamtejszego zabytkowego kościoła.
Za tę wymagającą fachowości pracę przy renowacji świątyni Michał otrzymywał dwa złote i dwadzieścia pięć groszy dziennie.
Niedługo później, w maju 1935 roku, przeniósł się niedaleko, bo zaledwie pod sąsiedni adres, podejmując pracę jako robotnik w zakładzie malarstwa dekoracyjnego Henryka Domurka przy ulicy Farnej 2, gdzie zarabiał półtora złotego dziennie. Kiedy odwróciłam to zgłoszenie od malarza na drugą stronę, ujrzałam rodzinę Zagórskiego, żonę Marię z domu Stojanowską, oraz ich dwóch małych synów, Jana i Tadeusza, pod którymi Michał podpisał się osobiście.
Jednak to jego późniejsze dokumenty ubezpieczeniowe zwróciły najbardziej moją uwagę.
Odnalazłam oficjalne zgłoszenie o wstąpieniu do pracy z października 1938 roku, z którego czarno na białym wynika, że Michał został zaangażowany jako robotnik budowlany przez Komitet Budowy Domu Handlowego T.S.L. w Złoczowie, zaczynając od stawki dwóch złotych i sześćdziesięciu groszy dziennie.
Pomagał wznosić ten niezwykle ważny dla lokalnej społeczności obiekt Towarzystwa Szkoły Ludowej. Co więcej, z kolejnych dokumentów wynika, że w maju 1939 roku, czyli po ośmiu miesiącach od wykopania pierwszych fundamentów Michał wciąż tam pracował, a cała wielka budowa trwała nieprzerwanie aż do ostatnich miesięcy przed wybuchem wojny. Wrocławskie doniesienia z czasopisma „Wschód” z 1938 roku pięknie to uzupełniają, potwierdzając, że mury tego gmachu z wielką salą o długości trzydziestu dwóch metrów uroczyście podciągnięto pod dach.
Gdy patrzyłam na te stare pieczątki z kart pracy Zagórskiego, dotyczące probostwa i Komitetu Budowy tego wielkiego domu towarowego, nie potrafiłam powstrzymać ciekawości, czy te zabytkowe obiekty, stary barokowy kościół oraz okazały gmach handlowy, zdołały przetrwać wojenną pożogę i wciąż stoją na ulicach współczesnego Złoczowa? W jednym przypadku wiemy to już na pewno, budynek Domu Handlowego przetrwał, jego historia ma swój ciąg dalszy i stanowi namacalny ślad pracy złoczowskiej społeczności, w tym również mojego krewnego, zaś o losach kościoła nic nie wiem i pozostawiam ten temat otwartym…

Komitet Budowy Domu Handlowego T.S.L. w Złoczowie. Karta ubezpieczeniowa Zagórskiego z Woroniaków z 1938 roku, pomylone jego imię z imieniem ojca. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Komitet Budowy Domu Handlowego T.S.L. w Złoczowie. Karta ubezpieczeniowa Michała Zagórskiego z Woroniaków z 1939 roku. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Probostwo rzym. kat w Złoczowie – naprawa kościoła. Karta ubezpieczeniowa z 1934 roku. Michał Zagórski syn Jana, ur. w Woroniakach. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Henryk Domurek, malarstwo dekoracyjne, Złoczów Farna 2. Karta ubezpieczeniowa Michała Zagórskiego z 1935 roku. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Wpisana do ubezpieczenia rodzina Zagórskich, żona Maria z Stojanowskich i dwaj synowie, Jan i Tadeusz, Złoczów 1935 r. Źródło: Ancestry, kolekcja, Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.
Bardzo ciekawy przebieg pracy ma również niejaki Julian Lachman ze Złoczowa. Krewnym do mnie absolutnie nie jest, a jedyne, co mnie z nim łączy, to fakt, że mieszkam w starej, zbudowanej również w okresie dwudziestolecia międzywojennego dzielnicy zwanej Lachmanówką. Jej nazwa pochodzi pewnie od zupełnie innego Lachmana, ale wcale bym się nie zdziwiła, gdyby okazało się, że jednak od jakiegoś jego krewnego. Kto wie? Takie zbiegi okoliczności spotykają mnie w genealogicznych poszukiwaniach co kawałek. Rozbawiła mnie ta gra słów i owszem, trochę nas ze sobą zbliżyła, ale chcę wspomnieć o nim z zupełnie innego powodu. Julian tak długo szukał swojego miejsca w świecie i tak często zmieniał pracę, że teraz na podstawie jego kart ubezpieczeniowych można zobaczyć jakie jeszcze inne firmy działały w mieście w tym czasie.
Swoją pracowniczą „odyseję” Julian zaczął na początku 1934 roku od Elektrowni Miejskiej w Złoczowie, z której z niewiadomych przyczyn gwałtownie wyrejestrowywano go dwa razy z rzędu, najpierw pod koniec stycznia, a potem na początku lutego, ale ostatecznie jesienią 1934 roku, ugruntował tam swoją pozycję jako stały robotnik z dniówką wynoszącą równe 2 złote.
Co ciekawe, na marginesie tej karty urzędnik ubezpieczalni nabazgrał pionowo notatkę, „Robotnicy odesłani, nie można weryfikować zapodanych…”. Kontrolerzy z centrali najwyraźniej zaspali z papierami, a gdy wreszcie chcieli sprawdzić Juliana, okazało się, że cała ekipa rzemieślników zdążyła już odejść i system nie był w stanie potwierdzić przesłanych przez elektrownię danych. Ta urzędowa potyczka nie zatrzymała jednak Juliana, który już 1 września 1935 roku porzucił miejską elektrownię przeniósł się poza miasto, zatrudniając się jako pełnoprawny młynarz w Woroniakach. I tu właśnie drugi raz poczułam do niego miętę, bo mój prapradziadek także młynarzem w Strutyniu był.
Pracował więc odtąd Julian w prężnie działającym przedsiębiorstwie zatytułowanym „Tartak i Młyny Parowe”, które dzierżawił Izaak Weissblüth. Za tę fachową robotę Julian otrzymywał stałą, miesięczną pensję w wysokości 60 złotych, a na odwrocie karty z dumą zgłosił do ubezpieczenia swoją żonę Annę oraz małego synka Bogdana. W woroniackim młynie parowym ostatecznie spędził niespełna pół roku, kończąc tam pracę w lutym 1936 roku. Ta różowa karta jego zwolnienia to zresztą świetny dowód na ówczesny bałagan, właściciel młyna przespał ponad osiem miesięcy zanim to zgłosił, a centrala we Lwowie wbiła na nim pieczątkę dopiero w grudniu, korygując wcześniej odręcznie pomylone daty.
Po tym młyńskim etapie, w maju 1938 roku Julian powrócił na wielkie place budowy w samym Złoczowie. Został zaangażowany jako robotnik przy wznoszeniu tego samego, monumentalnego gmachu, przy którym pracował mój krewny Michał Zagórski, czyli przy budowie Domu Handlowego T.S.L. Dzień po dniu Julian kopał tam fundamenty za skromną stawkę 1,50 złotego dziennie.
Ta ciężka, zawodowa wędrówka młodego Juliana po złoczowskich przedsiębiorstwach nie była jednak jedynym śladem, jaki ta rodzina pozostawiła w lwowskich archiwach. Przy okazji można podglądnąć sposób archiwizacji tych danych. Wygląda na to, że przedwojenne i wojenne ubezpieczalnie społeczne, zarówno polskie, jak i te pod niemieckim zarządem, prowadziły kartoteki w sposób nierozerwalny dla całej rodziny. Wszystkie dokumenty dotyczące ojca, matki czy z czasem i dzieci pracujących w tym samym rejonie lądowały w jednej, wspólnej teczce papierowej.
Portal Ancestry zdigitalizował te zasoby dokładnie tak, jak leżały w archiwum, jako jedną całość. Pewnie dlatego szukając Juliana, system wyświetlił mi komplet zawartości tej rodzinnej teczki, w której na samym końcu znalazły się okupacyjne dokumenty jego schorowanego ojca.
Jest to prawdziwa niespodzianka, niespodziewana zmiana głównego bohatera. W styczniu 1942 roku, w samym środku ponurej niemieckiej okupacji, lwowski urząd wydał decyzję, która dotyczyła nie samego Juliana, lecz jego ojca, Leona Lachmana. Schorowany Leon, mieszkający wówczas w Żulicach pod Złoczowem, otrzymał oficjalne zatwierdzenie stałej renty inwalidzkiej. Na podstawie dawnych, przedwojennych polskich przepisów z 1927 roku urzędnicy wyliczyli mu świadczenie w wysokości 18,40 złotego miesięcznie, które pod okiem niemieckiego kierownika Jacoba wypłacano mu jako stały zasiłek.
Ta dwustronicowa decyzja, ostatecznie opieczętowana w maju 1942 roku, to piękny dowód na to, że ówczesne ubezpieczenie społeczne jak najbardziej działało i przewidywało każdą życiową okoliczność, a rodzinna teczka z Ancestry odsłoniła losy dwóch pokoleń, przy okazji stając się najlepszą, historyczną mapą gospodarczą przedwojennego Złoczowa, ukazując szereg działających tam firm.



Dokumentacja zatrudnienia Juliana Lachmana w Elektrowni Miejskiej w Złoczowie z 1934 roku. Dwa zgłoszenia o wystąpieniu z pracy oraz karta wstąpienia na stanowisko robotnika z dzienną stawką 2 złotych. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.



Zgłoszenia o wstąpieniu i wystąpieniu z pracy młynarza Juliana Lachmana, syna Leona w Tartaku i Młynach Parowych Izaaka Weissblütha w Woroniakach z września 1935 roku (awers) wraz ze spisem żony Anny i syna Bogdana na odwrocie (rewers). Na różowym wystąpieniu czytelna pieczątka dzierżawcy. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Oficjalne zgłoszenie do ubezpieczenia robotnika Juliana Lachmana przy budowie Domu Handlowego T.S.L. w Złoczowie z dnia 19 maja 1938 roku. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.


Dwustronicowa, okupacyjna decyzja Zakładu Ubezpieczeń Społecznych we Lwowie z przełomu stycznia i maja 1942 roku o przyznaniu renty inwalidzkiej dla Leona Lachmana (ojca Juliana). Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.
Zupełnie inny, wyjątkowo lekki i letni klimat przynoszą dokumenty niejakiego Mieczysława Zwarycza ze Złoczowa. Choć nie jest to moja bezpośrednia linia, to zbieżność nazwisk w rodzinnych papierach bywa uderzająca. W końcu rodzona siostra mojej prababki Katarzyny, Antonina z domu Dmytryszyn, wyszła za Teodora Zwarycza. Nie zamierzam tu jednak dochodzić bocznych, zawiłych koligacji, bo teczka Mieczysława urzekła mnie czymś zupełnie innym. Jego dokumenty to dowód na to, że przedwojenny Złoczów oprócz pracy miał też swoje chwile wytchnienia, odpoczynku, sportu i relaksu nad wodą.
Mieczysław od 1 stycznia 1934 roku znalazł zatrudnienie w miejscu doprawdy wyjątkowym, został robotnikiem na Kąpielisku Garnizonowym w Złoczowie, prowadzonym przez stacjonujący w mieście 52 Pułk Piechoty Strzelców Kresowych. Wojskowe instalacje sanitarne służyły żołnierzom do codziennej higieny, ale w sezonie letnim tamtejsze baseny stawały się prawdziwym centrum lokalnego życia towarzyskiego i rekreacyjnego.
Mieczysław za swoją pracę na basenie otrzymywał całkiem przyzwoitą dniówkę w wysokości 3 złotych i 25 groszy, a jego oficjalne zgłoszenie podpisał osobiście sam pułkowy Kwatermistrz, major Tobiasiewicz, który w tym okresie pełnił funkcję II zastępcy dowódcy 52 Pułku Piechoty w Złoczowie.
Na odwrocie tej karty Mieczysław zgłosił do ochrony swoją żonę Stefanię oraz synów, Kazimierza i małego Stanisława, przy którym urzędnik dopisał później na czerwono smutną, urzędową adnotację o zgonie maluszka z datą 24 czerwca 1934 roku, tym samym wykreślając go z systemu ubezpieczeń.
Prawdziwą perełką w tej teczce są jednak zachowane dokumenty tożsamości, które pokazują, jak one wyglądały w rzeczywistości. W aktach przetrwała oryginalna, papierowa Legitymacja tymczasowa Mieczysława o numerze 9160721, wydana przez Ubezpieczalnię Społeczną we Lwowie. Na jej pierwszych stronach znajduje się starannie wykaligrafowane nazwisko, data urodzenia oraz oficjalna, okrągła pieczęć złoczowskiego oddziału. Gdy odwrócić tę legitymację naszym oczom ukazują się zapisy pracodawcy. W tabeli potwierdzającej okresy ubezpieczenia wojskowy pisarz wbił wielką, fioletową pieczęć 52 Pułku Piechoty Strzelców Kresowych, autoryzując jego zatrudnienie pod skrzydłami armii od 1 stycznia 1934 roku. Ta mała książeczka była dla Mieczysława przepustką za bramę koszar i stała się dla nas bezcennym, materialnym śladem po przedwojennym, letnim Złoczowie, który potrafił cieszyć się życiem w cieniu wojskowych garnizonów.


Deklaracja rodzinna na rewersie zgłoszenia Mieczysława Zwarycza z dnia 20 stycznia 1934 roku z wykazem żony Stefanii i synów oraz pieczęcią Kwatermistrza 52 Pułku Piechoty, majora Tobjasiewicza. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.


Kompletne wnętrze przedwojennej Legitymacji tymczasowej nr 9160721 Mieczysława Zwarycza z 1934 roku z widoczną okrągłą pieczęcią ubezpieczalni w Złoczowie oraz oficjalnym stemplem zatrudnienia 52 Pułku Piechoty. Źródło: Ancestry, kolekcja: Poland, Social Insurance Records (Lwów and surrounding areas), 1920-1944.

Widok na C. K. koszary obrony krajowej w Złoczowie na przedwojennej karcie pocztowej wydanej nakładem Józefa Landesberga. Źródło: Biblioteka Narodowa (polona.pl).
No i na co nam było to wszystko przeglądać? Ano okazuje się, że dawne rejestry ubezpieczeniowe ze Lwowa wcale nie muszą być nudnym zbiorem urzędowych tabel. Dla każdego, kto szuka śladów swoich przodków, mogą stać się pasjonującym przewodnikiem po dawnych Kresach i uniwersalną lekcją tego, jak żyło się na prowincji w rejonie złoczowskim. W tamtych papierach kryje się przecież cały przekrój przedwojennego i wojennego świata, złoczowscy przedsiębiorcy, lokalne firmy, realia okupacji i skomplikowane ludzkie losy. Słowem cała historia regionu w pigułce.
Te karty pracy obnażają przed nami zwykłą codzienność, stawki za dniówkę, biurokratyczne pomyłki z datami urodzenia, przekręcone nazwiska, czy wypadki przy pracy, ale pokazują też niesamowitą, życiową zaradność. To podsumowanie dowodzi jednego, nasi bliscy żyli na maksa, kochali, pracowali, a gdy trzeba było, potrafili nieźle zakombinować, żeby przetrwać. I choć dawne firmy już upadły, wojna rozrzuciła ówczesnych pracowników po całym świecie, a większość z nich już odeszła, to te urzędowe kwitki ze Lwowa udowodniły, że pamięć o nich będzie trwać, dopóki tylko zaglądamy w te archiwa.
Bonus na koniec…
Ksiądz, rekruter i agent ubezpieczeniowy w jednym…
Zupełnie przypadkiem i akurat właśnie wtedy, gdy zamierzałam wreszcie kończyć tekst…, bach – w oczy mi się rzuca dokument, którym normalnie w życiu bym się nie zainteresowała, ale że i lata się zgadzają i miejsce się zgadza, grzechem byłoby nie zajrzeć. No i proszę, co my tu mamy…?
Jak wynika z Dziennika czynności urzędu parafialnego (Protokół dijstwa Uriadu) parafii Strutyn za lata 1929-1938, lokalny urząd parafialny w Strutyniu w czasach II Rzeczypospolitej przypominał małe centrum dowodzenia. Proboszcz nie ograniczał się do niedzielnych kazań. Na co dzień działał jako urzędnik państwowy twardo współpracujący ze Starostwem i Sądem w Złoczowie, a nawet z lwowską centralą Ubezpieczeń Społecznych. Plebania była po prostu najważniejszym urzędem w okolicy.
Ksiądz pełnił między innymi rolę lokalnego agenta ubezpieczeniowego. Kiedy lwowskie instytucje socjalne wypłacały odszkodowania pośmiertne lub zasiłki dla wdów, bez papierka z parafii nikt nie zobaczył ani grosza. Przykładowo, w 1931 roku proboszcz musiał wystawić oficjalne świadectwo zgonu Anastazji Sołtowskiej (wpis nr 46) specjalnie po to, by rodzina mogła wyciągnąć ubezpieczenie z ZUS-u we Lwowie.
Z kolei w 1934 roku to lwowski ZUS musiał oficjalnie słać zapytania prosto do Strutynia (wpis nr 72), żeby zweryfikować dane jednego z ubezpieczonych.
Jakby tego było mało, parafia działała też jako… terenowe biuro rekrutacyjne Wojska Polskiego. Przed poborem nie dało się ukryć w sianie, bo proboszcz co roku skrupulatnie spisywał młodzież osiągającą wiek poborowy.
W 1932 roku słał do Złoczowa listy nastolatków z Zarwanicy i Strutynia urodzonych w latach 1911-1914 (wpisy 109-111). Wojsko interesowało się nawet tymi, którzy już nie żyli i ksiądz musiał wysyłać spisy zmarłych młodzieńców (np. rocznika 1911 we wpisach 20-22), żeby armia mogła ich z czystym sumieniem skreślić z listy poborowych i nie szukać ich po lasach.
Wszystkie powyższe fakty i numery spraw pochodzą z oryginalnych, odręcznych zapisów w Dzienniku Czynności Urzędu Parafialnego w Strutyniu (roczniki 1929-1938), zachowanego w Archiwum Głównym Akt Dawnych.

Świadectwo śmierci Anastazji Sołtowskiej wraz z informacjami dla Zakładu Ubezpieczeń od Wypadków we Lwowie. Dokument sporządzony i wysłany na oficjalne żądanie Starostwa Powiatowego w Złoczowie w celu procesowania pośmiertnych roszczeń ubezpieczeniowych. Źródło: Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie (AGAD), zespół nr 461 (Akta parafii wyznania greckokatolickiego z archidiecezji lwowskiej), jednostka: Dziennik czynności urzędu parafialnego w Strutyniu 1929-1938. Rok 1931, wpis nr 46.

Urzędowa karta dziennika z 1932 drugiego roku, ukazująca jak urząd parafialny współpracował z administracją państwową przy poborze do Wojska Polskiego. Ksiądz proboszcz pod kolejnymi numerami sporządzał masowe wykazy młodych mężczyzn z poszczególnych roczników i gromad. Wpis numer 108 zawiera wykaz chłopców urodzonych w 1912 roku w gromadzie Zarwanica wzywanych do poboru wojskowego („Виказ хлопців уроджених в 1912 році в громаді Зарваниця до набору військового”). Zaraz pod nim, pod numerem 109, figuruje analogiczny spis młodzieńców urodzonych w 1914 roku z tej samej gromady („Виказ хлопців уроджених в 1914 році в громаді Зарваниця до набору військового”). Najbardziej uderzające są jednak wpisy numer 109 oraz 111, gdzie urząd musiał przesłać do zarządu gromadzkiego wykazy nie tylko żyjących, ale i zmarłych chłopców z roczników 1912 i 1914, którzy „mieli być powołani do wojskowości”, po to, aby armia mogła formalnie wykreślić zmarłych z list rekrutacyjnych i nie szukać ich po wsiach. Rok zapisu to 1932. Źródło: Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie (AGAD), zespół nr 461 (Akta parafii wyznania greckokatolickiego z archidiecezji lwowskiej), jednostka: Dziennik czynności urzędu parafialnego w Strutyniu 1929-1938, rok 1932, strona obejmująca wpisy od numeru 108 do 111.

Ta strona dziennika pokazuje jak parafia realizowała codzienne zadania administracyjne na rzecz Starostwa i Sądu Powiatowego w Złoczowie poprzez masowe odsyłanie kwartalnych statystyk urodzeń, zgonów oraz zawartych małżeństw dla Strutynia i Zarwanicy. Wśród rutynowej państwowej biurokracji wyróżnia się ciekawy dokument oznaczony numerem 63, będący wykazem dzieci urodzonych w 1928 roku, sporządzonym w celu dopełnienia formalności i weryfikacji obowiązku szkolnego u progu edukacji podstawowej („Виказ дітей уроджених в Струтиню в 1928 році до доповнення шкільного”). Dla badaczy rodzinnej historii to wyjątkowa okazja na sprawdzenie, czy na listę pierwszoklasistów załapał się ich własna babcia, albo dziadek urodzony w tamtym roczniku. Rok zapisu 1934. Źródło: Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie (AGAD), zespół nr 461 (Akta parafii wyznania greckokatolickiego z archidiecezji lwowskiej), jednostka: Dziennik czynności urzędu parafialnego w Strutyniu 1929-1938, rok 1934, strona obejmująca wpisy od numeru 63 do 73
W realiach II Rzeczypospolitej obowiązek szkolny rozpoczynał się w roku kalendarzowym, w którym dziecko kończyło siedem lat. Skoro proboszcz sporządzał ten wykaz w 1934 roku, oznacza to, że kontrolował dzieci sześcioletnie i siedmioletnie, które miały właśnie pójść do pierwszej klasy.

Seria urzędowych wypisów z ksiąg metrykalnych urodzeń i zgonów dotyczących młodych mężczyzn obrządku łacińskiego (rzymskokatolickiego) z roczników poborowych 1911 oraz 1912. Wykazy te zostały sporządzone przez urząd parafialny w celu przekazania ich do Starostwa Powiatowego i Powiatowej Komendy Uzupełnień (PKU) w Złoczowie w celu weryfikacji i aktualizacji wojskowych list poborowych. z terenu wsi Strutyn oraz filii Zarwanica. To akurat rocznik mojego dziadka, ciekawe, czy był na tym spisie i czy stawił się na komisję, bo rodziny w 1932 jeszcze nie miał. Źródło: Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie (AGAD), zespół nr 461 (Akta parafii wyznania greckokatolickiego z archidiecezji lwowskiej), jednostka: Dziennik czynności urzędu parafialnego w Strutyniu 1929-1938, rok 1932, wpisy nr 20, 21, 22 oraz 23.
Wpis nr 20 – zawierający wykaz z metryk urodzonych mężczyzn rocznika 1911 obrządku łacińskiego („Виказ з метрик уроджених мущин уроджених в році 1911. в обрядку латинськім”),
Wpis nr 21 – zawierający wykaz z metryk śmierci mężczyzn rocznika 1911 obrządku łacińskiego („Виказ з метрик смерти мущин уроджених в році 1911. в обрядку латинськім”),
Wpis nr 22 – zawierający wykaz z metryk urodzonych mężczyzn rocznika 1912 obrządku łacińskiego („Виказ з метрик уроджених мущин уроджених в році 1912. в обрядку латинськім”),
Wpis nr 23 – zawierający wykaz z metryk śmierci mężczyzn obrządku łacińskiego („Виказ з метрик смерти мущин уроджених… в обрядку латинськім”),
Wpis nr 24 – rejestrujący przesłanie do Starostwa przepisanych wykazów obrządku łacińskiego („Пересланя до Староства переписаних виказів в обрядку латинськім”).
Warto zwrócić uwagę na wpis numer 19. Choć akurat ten fragment dość krzywo mi się wyciął na skanie, to kryje się pod nim urzędowa perełka.
Proboszcz zanotował tam oficjalną odpowiedź do sądu w sprawie opieki nad małoletnią sierotą, Zofią Malanczuk?, na wniosek jej kuratora („Відповідь до Суду в справі опіки над малолітною Зофією Маланчук на внісок куратора”).
Po co lwowskiej kasie ubezpieczeń była potrzebna sprawa sądowa? To proste. Urzędnicy we Lwowie, zanim przelali komukolwiek pośmiertne odszkodowanie czy zasiłek po zmarłym pracowniku, musieli mieć stuprocentową pewność, kto prawnie reprezentuje nieletnie dziecko i do czyich rąk trafią te pieniądze. Proboszcz ze Strutynia, szykując papiery dla kuratora i sądu, przygotował więc idealny grunt pod ostateczną wypłatę ubezpieczenia i sprawę spadkową. Bez tej lokalnej, papierkowej roboty urzędu parafialnego cała lwowska machina finansowa miałaby dużo trudniej dotrzeć do źródeł na prowincji.
Takim sposobem ładnie mi się wszystko poskładało i udało się pokazać jak oddolnie działał system ubezpieczeń. Lwowski urzędnik za biurkiem nie miał przecież szklanej kuli. Nie mógł wiedzieć, czy pracownik ze Strutynia jeszcze żyje, czy jego żona właśnie została wdową i czy dzieciom należy się wypłata pośmiertnego odszkodowania.
Tutaj do akcji wkraczał proboszcz jako jednoosobowa terenowa komisja weryfikacyjna. To on trzymał rękę na pulsie i jako jedyny w okolicy dysponował twardymi dowodami, księgami metrykalnymi. Bez jego raportów, potwierdzeń i zaświadczeń, lwowska ubezpieczalnia była ślepa, a machina biurokratyczno-unezpieczeniowa stała w miejscu.
Zapiski z tego dziennika to po prostu kulisy działalności, obowiązków i pracy ówczesnego proboszcza na prowincji. Pokazują, że każda karta pracy z lwowskiego archiwum ruszała z miejsca dopiero wtedy, gdy ksiądz w Strutyniu machnął na papierze swoją pieczątkę.
Na tym kończę nasz czteroczęściowy ubezpieczeniowy spacer po dawnej Ziemi Złoczowskiej, ale historia tych miejsc wciąż żyje.
Jeśli też przeglądniecie te karty i rozpoznacie na nich swoich bliskich, albo znajomych, a może posiadacie w domowych archiwach stare dokumenty, powojenne fotografie lub współczesne zdjęcia opisywanych przeze mnie sytuacji, budynków, budowli i zakładów, gorąco zapraszam do kontaktu w prywatnych wiadomościach oraz do dzielenia się nimi w komentarzach.
Wasze wspomnienia i zdjęcia to bezcenny element naszego wspólnego kresowego dziedzictwa, który ocala te miejsca od zapomnienia. Stwórzmy tę galerię razem!

Renata Orzech
Adres do kontaktu: naciao@op.pl
Wszystkie moje wpisy pod linkiem: Z kresowego albumu dziadka. Złoczów, Lwów, Jarosław...

